Wolność

Stało się. Nadeszło. Wielka machina, po przeżuciu i przetrawieniu wydala mnie z siebie, gdy odmierzam ostatnie kroki przez końcowy odcinek murowanego jelita, by zostać w końcu wyrzuconym przez żeliwny odbyt bramy…

 

Błeee. Tfu. Paskudztwo. Opis jak stworzony przez zboczonego miłośnika Zoli i Camusa z domieszką Orwella. Spróbujmy jeszcze raz…

 

Idę. Kroczę, już nieodwołalnie w jednym kierunku, dumny jak paw, dźwigając na ramieniu biały tobół, krzyczący niewinnością jak suknia panny młodej lub ubranko do komunii. Trzask. Otwiera się okienko, dają do podpisania jakieś świstki – w euforii nie wiem nawet, czy nie podpisuję zgody na odsiedzenie dożywocia. Fuck it. Schody: klap, klap, klap, strażnik naciska guziczek, otwierają się drzwi, jeszcze trzy szybkie kroczki i już dotykam stopą asfaltu dziedzińca. Jeszcze ostatni posterunek, bramka do wykrywania metali, przez którą nie muszę już przechodzić; trzeba pamiętać, żeby nie powiedzieć „do widzenia”. I już.

 

To koniec. Śmieszne, ale wyobrażałem sobie siebie z pozycji obserwatora, oglądając swoją postać na tle TEJ bramy. Ile razy uwieczniano taką scenę w filmach; najwięcej w kinematografii duńskiej przy okazji kręcenia kolejnych epizodów „Gangu Olsena”. Tymczasem jakby zdziwiony własnym zdziwieniem, widzę tylko to, co przede mną, wstecz się nie oglądam, a widoku na siebie, rzecz jasna, nie mam.

 

Kandyd przebył swoją wędrówkę, i przemierzył całą drogę, kończąc ją takim samym, jakim był przed jej rozpoczęciem – nieuleczalnie naiwnym i rozczulająco nieledwie w tej naiwności głupim. Teraz zmysły atakują tak pozornie dawno niewidziane elementy otoczenia: krawężnik, źdźbła trawy wyglądające spośród nierówno ułożonych płyt chodnikowych, czy kałuża, wesoło połyskująca gdzieś parę metrów z boku. Witaj, małe, płynne zwierciadełko nieba; nie mrugaj do mnie tak filuternie, nie oślepiaj; zaczynam, kurwa jego mać, poważne życie. Nakładam na nos okulary przeciwsłoneczne, a w głowie rodzi mi się cicha melodyjka, subtelna, jakby wiatr poruszał dzwoneczkami ze szkła i cienkiej blaszki, i nie wiem czy, w więcej niej radości czy melancholii. Stoję więc nieruchomo, by jej nie spłoszyć.

 

To chwila powitań, to też zaczynam nieśmiele wymieniać wirtualne uściski z wszystkimi świadkami mojego wyjścia. Witaj mi więc, asfaltowa drożyno o poranionych krzywym krawężnikiem krawędziach; witaj wolnostojące drzewo – cieszę się, że tak przyjaźnie machasz do mnie gałązkami. Witajcie żyjątka; prawie zdążyłem zapomnieć, że występujecie w takiej obfitości. Witajcie tramwaje, zachęcająco zgrzytające na zakrętach, i wy samochody, przebywające bez skrępowania tak wielkie odległości – już niedługo z was skorzystam i każę się powieźć aż za horyzont. Witajcie, przechodnie, witajcie, ludzie. Mam nadzieję, że nie zaznamy od siebie zbyt wielu rozczarowań.

 

Żegnajcie Czytelnicy. Było miło.

Reklamy

11 Komentarzy

  1. w najgorszych chwilach bardzo mi pomogłes
    dziekuje

  2. w najgorszych chwilach bardzo mi pomogłes….
    dziekuje
    i powodzenia!

  3. Pięknie…

  4. Ejze, juz nic? Ani slowa? Nigdy?

    • Nie, aż tak źle to nie 🙂

      Patrz POWRÓT KALASANTEGO poniżej; będzie kontynuacja, ale „wolnościowa”. W tym wpisie żegnam się symbolicznie z pierdlem i z moimi „więziennymi” Czytelnikami, co nie znaczy, że nie mogą stać się Czytelnikami „wolnościowymi”. Pozdro.

      • Cieszę się bardzo 😉 Tylko się Kolego nie zapij teraz na śmierć z radości!!! Miłego korzystania z wolności, pozdro.

  5. Świetnie czytało się Twojego bloga 😉

    • Dzięki bardzo – zapraszam na nowego, i też miłej lektury życzę 🙂

  6. Kuźwa, zryczałam się normalnie po tym poście. Sorry za wywnętrznienie, ale musiałam. Masz gościu zajebiste pióro, a ta końcówka mnie rozwaliła. Wiem, że cię nie poznam, ale dla mnie jesteś nie z tej planety. Wszystkiego najlepszego w życiu!!!

  7. Hm, nie wiem, co powiedzieć. Napisałem to, co mi Muza pod pióro podesłała. Z pewnością jestem jakby/trochę dumny, że aż takie emocje wywołuję, choć jest mi też trochę głupio (?). Nie jestem zawodowym pisarzem – i nie wiem, jakie emocje mogę wywoływać. Dla mnie nowość w każdym razie, thx, i zapewniam, że postaram się o to swoje życie zadbać. Pozdro 🙂

  8. Fajny wpis


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 417 246 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Sierpień 2012
    Pon W Śr C Pt S N
    « Lip    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    2728293031  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.