Rozprawa

Po wielu tajemnych zabiegach, czynnościach, prześwietleniach, krzyżowym ogniu pytań, w który brani są świadkowie, zrobieniu i utrwaleniu fotografii, nagrań i zebraniu najróżniejszego kalibru materiałów dowodowych, prokuratura może wreszcie z satysfakcją odetchnąć i oznaczyć teczkę oskarżonego napisem: „Śledztwo zamknięte”, po czym od razu złapać kolejnego delikwenta do obróbki – w końcu jej zadaniem niejako statutowym jest wyławianie różnych szumowin społecznych, które trzeba usadzić i we współpracy z sądem oraz więziennictwem spowodować, by nie grzeszyli więcej. Inna sprawa, że tzw. resocjalizacja w aresztach i więzieniach jest najczęściej fikcją, bowiem oddziaływania mające na celu przywrócenie takiego parszywca społeczeństwu sprowadzają się najczęściej do organizowania mu zajęć sportowych w postaci ping-ponga lub koszykówki (wersja VIP), których zbawienny wpływ na osobowość jakoś dotąd umykał mojej uwadze, gdyż za cholerę nie mogę sobie przypomnieć żadnej kanonizacji tenisisty stołowego, a i gracze NBA do Armii Zbawienia jakoś też nie chcą się zapisywać. Książki to też sposób – tyle, że czytających nie trzeba do nich nakłaniać, a nieczytających się raczej nie da. Msze i nabożeństwa – tu zaprzeczyć ich dobroczynnej roli byłoby trudno, ale jak to się dzieje, że wśród chodzących do kościołów, meczetów i synagog odsetek przestępców jest mocno zbliżony (o ile nie taki sam) do jego odpowiednika u ateistów? Raz na ileś lat, co prawda, włodarze systemu penitencjarnego wpadną na jakiś pomysł, np. zaprzęgając więźniów do pracy przy niepełnosprawnych, ale to kropla w morzu. Zresztą nie jest to zmartwienie prokuratury; jej rola jest skończona, po czym pracownicy tejże mogą spokojnie umyć ręce. Podobnie jak zrobił to pewien facet ok. 2000 lat temu.

W każdym razie – gdy śledztwo już się zakończy, formułowany jest akt oskarżenia (z ciekawością czytany przez współtowarzyszy niedoli, którzy znajdują wtedy pociechę w myśli, że inni mogą mieć jeszcze bardziej przesrane), i wyznaczana jest data rozprawy. Lub kilka dat – gdy sprawa twa jest złożona, czy wymaga stawiennictwa licznych świadków.

Moja sprawa jest prosta, choć śledztwo było zawiłe i wymagało ok. 2 lat – strach pomyśleć, ile lat muszą czekać ci, którzy mieli nieszczęście wplątać się w aferę sięgającą mackami wszystkich kontynentów. Tacy odsiadują w areszcie na wszelki wypadek jakieś 25 lat, po czym mają szansę na uniewinnienie, gdy już nadejdzie dzień rozprawy. Po tym jakieś 5 lat procesu o odszkodowanie – i voila, gigantyczna emerytura na jesień życia spływa jak znalazł. O ileż to prostsze od tzw. trzeciego filaru…

Podczas rozprawy strony powołują świadków; prokuratura swoich, obrona swoich. Dla ułatwienia nazwijmy ich czerwonymi i zielonymi, od kolorów kutasów noszonych przy togach przez prawników (zieloni to twoi, czyli ci dobrzy, zaś czerwoni to przeciwnik. Better dead than red). Czerwoni starają się udowodnić, żeś kawał skurwysyna, na śniadanie pożerasz niemowlęta, wszystkie pieniądze w życiu ukradłeś, w dzieciństwie pierwszy wyrywałeś się do zabicia karpia na Wigilię, a na dokładkę nie myjesz genitaliów i brzydko od ciebie zalatuje. Zieloni przekonują z kolei fioletowego (czyli sędziego), że wszystkie pieniądze oddajesz biednym, za młodu założyłeś zakony franciszkanów, dominikanów i benedyktynów, przyjaźnisz się z Dalajlamą, a nie zostałeś beatyfikowany tylko dlatego, że jeszcze żyjesz. I pomyśleć, że to wszystko mówią o tej samej osobie. Zawsze podejrzewałem, że jestem kontrowersyjny.

Ciekawym doświadczeniem jest też ujrzenie swoich znajomych i/lub przyjaciół, których nie widziało się od dłuższego już czasu. Taka mini-podróż w czasie, coś jak paroletni pobyt za granicą, z tą różnicą, że podczas wyjazdów rzadko można doznać tak szczególnych przeżyć jak tu. Chyba, że ktoś wyjeżdża by pracować jako strażnik więzienny. Niektórzy w międzyczasie przytyli, inny wyszczupleli, bądź zapuścili włosy na głowach i w nosach, a wszyscy – naturalnie z wyjątkiem pań – postarzeli się o ten rok, czy dwa. Nieliczni tylko odważają się patrzeć na ciebie bez współczucia zmieszanego ze zgrozą; tu winny jestem podziękowania Beacie C. i Kasi R., które nie zawahały się rzucić mi od czasu do czasu pełnego otuchy spojrzenia, popartego pięknym uśmiechem. Gest to tak rzadkiej wartości, że zasługuje na upamiętnienie w tych zapiskach.

Końcowym akcentem rozprawy jest moja własna przemowa do sędziego z fioletowym kutasem pod szyją. W niej popieram wszystkich moich „zielonych”, nieśmiele przypominając, że byłem też współzałożycielem karmelitów. O przynależności do loży masońskiej przezornie nie wspominam, bo czort wie czy sędzia przypadkiem nie katolik. Fioletowy kiwa głową, udaje się dostojnie na kontemplację, zaś mnie zabierają na ten czas do klatki w podziemiach sądu, gdzie spędzę jeden z najbardziej dłużących się 20-minutowych okresów w moim życiu – nawet lektura „Żywotów świętych” niewiele jest mi go w stanie skrócić. Po czym wracam na salę…

„Wyrok w imieniu Rzeczpospolitej Polskiej…”, zaczyna z namaszczeniem sędzia, ja zaś wsłuchuję się do bólu w to, co mówi, by nie uronić tego, co dla mnie najważniejsze – reszta to tylko wata słowna.

I już wiem, że co ten wyrok dla mnie oznacza:

WOLNOŚĆ.

Reklamy

1 komentarz

  1. Niech ci wolność służy. 😉


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 417 246 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Lipiec 2012
    Pon W Śr C Pt S N
    « Sty   Sier »
     1
    2345678
    9101112131415
    16171819202122
    23242526272829
    3031  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.