Meteopaci w kiciu, a także o przewadze lenistwa nad róbstwem

Przewrotna natura funduje nam ostatnio coś na kształt jesienio-wiosny pod koniec stycznia, i można by w zasadzie powiedzieć: „ładną mamy jesień/wiosnę tej zimy”. Oznakami tej anomalii są odgłosy zewnętrznej fauny, głównie awifauny (kto nie wie co to awifauna niech sobie doczyta), czyli psi nie wyją, koci nie miauczą, ale skrzydlate i dziobate z zespołem okurwienia quasi-wiosennego ostatnimi dniami zaczęły jakby szerzej otwierać swe pyski. Ale jestem prawie pewien, że to przejściowe, bo w przeciwnym razie zmuszony byłbym uwierzyć w teorię globalnego ocieplenia, co byłoby pierwszym poważnym czynnikiem mogącym popchnąć mnie do samobójstwa.

 

Czytelnicy oczywiście doskonale znają z poprzedniego epizodu moją sytuację z grypsami; lecz nie wyjawiłem tu wszystkiego. Spieszę uzupełnić. I nadal, oczywista, wszystkiego nie wyjawiam. Poza karno-dyscyplinarnym wygnaniem z celi, przydarzyła mi się przechadzka do najprawdopodobniej zastępcy zastępcy zastępcy dyrektora (albo p.o. zastępcy zastępcy – jakoś hierarchii tutejszej administracji nie zdążyłem dokładnie zgłębić), który z wyrazem takiej troski na obliczu, że prawie w nią uwierzyłem, oznajmił mi, że popełniłem wykroczenie wobec wewnętrznego regulaminu pierdla. Wywnioskowałem z tego, że coś mi za to zrobią. Zrobili – zakaz paczek na najbliższe 3 miesiące, którego wykonanie wszelako uległo zawieszeniu na miesięcy dwa. Przyjąłem na klatę – cóż było robić. Wychodząc z gabinetu zastępcy itd., ujrzałem potulny ogonek odzianych podobnie do mnie nieszczęśników, którzy najwyraźniej na podobną audiencję oczekiwali pod eskortą innego strażnika. „Mój” strażnik, oddziałowy własną osobą, rzucił do swojego kolegi szybkie pytanie: „Co, ci też Poczta Polska?…”, otrzymał odpowiedź twierdzącą, po czym przyłożył mi wektor w kierunku mojego miejsca zakwaterowania. Po drodze zdążyłem się z nim jeszcze podzielić refleksją, że właśnie dostałem „zawiasy w sankach”, co skwitował grymasem ust uchodzącym w tej profesji za uśmiech.

 

Ale wracając do stanu aury: przez ostatnie parę dni schodzimy ze spacerniaka z wyraźną niechęcią, ponieważ występuje u nas – co prawda w ilościach śladowych – ogólne pobudzenie lub rozleniwienie. Aż dziwne, że sytuacja baryczna wywołuje dwa tak przeciwstawne stany. Choć może ta sprzeczność jest pozorna: budzi się chęć do dłuższych spacerów, inhalacji, czy innych igraszek, a usypia ochota do pracy – czyli następuje naturalne skanalizowanie energii z jednego koryta w inne. To właściwe, albowiem człowiek rodzi się zmęczony i powinien wykorzystywać wszelkie okazje do wypoczynku, również czynnego. Ciekaw jestem swoją drogą, czy bylibyśmy zadowoleni, gdyby nam ktoś chciał dopłacać za wszystkie wyjścia np. do ogródków piwnych, na basen, konie, kręgle i na mecze? Na logikę – cóż może być przyjemniejszego? Ale gdybyśmy sobie już uświadomili, że jest to nasza praca, to przewrotny chochlik mógłby przemeblować nam na odwrót system wartości, i szukalibyśmy rozrywki i wytchnienia w biurach przy przerzucaniu papierów, kopiąc rowy na budowach, czy w barach fast-foodowych smażąc hamburgery i frytki, mając przy tych okazjach nieziemską frajdę. Ludzka natura wszakże przewrotną bywa.

 

Niemniej jednak nie można odmawiać pracy pewnych zalet; poza tym, że dzięki niej mamy środki do życia (tu chciałbym zwrócić uwagę Czytelników na moją obywatelską postawę – nie twierdzę wszakże, że należy utrzymywać się z przestępstw), to pomaga nam zabić czas. W sumie trochę to paradoksalne, ten ogólnoludzki pęd do przyspieszania czasu: im szybciej się żyje, tym krócej się żyje – dlaczego więc nie spędzać by życia na nudzeniu się? Jeden z tutejszych strażników, tzw. „dociągów”, czyli doprowadzających nas na spacerniak, zwany powszechnie Piniem, ma zwyczaj przyspieszania spacerów: przysługującą nam regulaminowo godzinę lubi skracać do czterdziestu minut, a w porywach łaskawości do pięćdziesięciu. Krążyły teorie, że to wina staromodnego noszonego przezeń zegarka produkcji radzieckiej; jak wiadomo, produkty made in CCCP biły wszelkie rekordy – w tym rekord odmierzania czasu (najszybszy zegarek wyprodukowany w Sowiecji robił godzinę w dwadzieścia dwie minuty). Ponieważ teorie te okazały się błędne, zostały zastąpione obiegową legendą o tym, że Piniowi czas w pracy płynie szybciej na skutek zaangażowania się w czynności służbowe, które pochłaniają go bez reszty, przez co wygląda prawie na sześćdziesiątkę, mając wg metryki raptem z trzydzieści z bliżej nie zidentyfikowanym hakiem. Ale z legendami bywa różnie, gdyż jak mawiają starzy, znający życie ludzie zawierają one w sobie tylko ziarno prawdy. W legendzie o Twardowskim na księżycu prawdą jest to, że jest księżyc. W legendzie o Piniu prawdą jest to, że wygląda na pięćdziesiątkę z plusem – i tyle na ten temat.

 

Tak więc zaletą pracy w więzieniu – czy też może raczej jej cechą immanentną, bo co do pozytywów przyspieszonego czasu zdania mogą być podzielone – jest możliwość spędzania chwil na marnie (przeważnie) opłacanych zajęciach. Ale pomińmy już omawianą pracę w służbie więziennej, która jest marzeniem nieosiągalnym dla osadzonych ze względu na wymóg niekaralności, podobnie jak praca w policji (co też jest w sumie pozbawione logiki, gdyż do wyłapywania i pilnowania przestępców najlepsze powołanie mają właśnie byli przestępcy), i pochylmy się nad tymi, którzy oddają się odpłatnym zajęciom służbowym, spędzając w miejscu pracy nie tylko godziny za które pobierają wynagrodzenie, ale też noce i tzw. czas wolny. Ta szczególna, jedyna w swoim rodzaju kategoria pracowników, to zatrudnieni na miejscu więźniowie.

 

Dobrze jest być kalifaktorem rozwożącym posiłki – widać to po zazwyczaj wiecznie uśmiechniętych gębach tutejszych stewardów, a zwłaszcza po ich brzuchach; już wiem, gdzie znika spaghetti, owoce morza, pizza i kawior, i dlaczego nam dostają się tylko nędzne resztki. Nasze grubasy (choć raz na lata trafiają się wśród nich anorektycy) z racji wykonywanego zajęcia mogą pod pretekstem czynności służbowych pałętać się bez większych ograniczeń po korytarzach, roznosząc oprócz posiłków i zarazków także pożyteczne dla niektórych plotki i wieści. Dobrze ma fryzjer zgarniając obfite napiwki w naturze od pragnących uwolnić się od nadmiaru sierści; nieźle ma stolarz, przemieszczający się swobodnie między oddziałami, by sporządzić półkę, naprawić szafkę, czy oddać inną przysługę. A już prawdziwy raj ma łaziebny, wpuszczający pod prysznic również przedstawicielki płci pięknej – nawet jeżeli zgarnia za to miesięcznie marne dwieście złotych netto.

 

Najlepiej jednak – wg przysłowia o pliszce, która chwali swój ogonek – ma ten, który oddaje się pracy kiedy chce, leniuchując w dowolnie wybranych porach, koncentrując się głównie na tym ostatnim, zwłaszcza jeśli praca bezdochodowa w 100%. Umiejętność regulowania przepływu czasu w górę i w dół, to uczucie prawie boskiej wszechmocy – wierzcie mi na słowo.

 

—————————————————————–

Dziś brak dodatkowej „złotej myśli”, w dupie mam. Czas sobie właśnie reguluję…

Reklamy

10 Komentarzy

  1. Czy istnie je możliwośc poznania chociaż części zarzutów jakie ciążą na Kalasantym?

    • No wlasnie, ciekawe to troche, bo 1,5 roku na sankach to dosc długo…

      • Z tego co wiem sanki mogą być tylko do dwóch płoz.

    • Witam
      Też mnie to interesuje
      POZDRAWIAM

  2. Kiedy kolejny wpis? Bo już doczekać się nie mogę 🙂
    No chyba, że Kalasanty już na wolności 🙂

  3. Postanowiłam, że dzisiaj też będę sobie regulowała czas…:]

  4. Ej, no co się dzieje, że taka cisza?

  5. Może Pan Kalasanty opuścił Boży przybytek?

  6. Kalasanty, Ziri i Alti pojechali po auto do Niemiec.Jak wrócą to napiszą kolejny
    ” gryps „z aresztu…

  7. co sie stalo z blogiem, dajcie znac


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 414,790 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Styczeń 2011
    Pon W Śr C Pt S N
    « Gru   Lip »
     12
    3456789
    10111213141516
    17181920212223
    24252627282930
    31  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.