Kalasanty w czarnej dupie, czyli wydało się

Piszący cokolwiek muszą mieć, rzecz jasna, do pisania odpowiedniego kopa. Zwany jest ów kop: natchnieniem, weną, Muzą, albo parciem na pióro. Istnieją też dopalacze dodatkowe w postaci chemicznej, sproszkowanej lub płynnej, po których powstają twory cechujące się wysokim stopniem wyrafinowania i niespotykaną formą; chemia rządzi też twórczością tych, którzy ogłupiali nagle od zachwytu przymiotami innej istoty ludzkiej popełniają poema wychwalające jej walory – i twórcy taki wiersz podoba się zazwyczaj tak długo, jak długo trwa zauroczenie wspomnianą istotą. Potem mu przechodzi, i pisaninę swoją upycha na samo dno szuflady, lub ją pali, bo się wstydzi. Cóż – nie każdy jest, dajmy na to, Petrarką.

Zdecydowanie – przynajmniej tu i teraz – najbardziej podoba mi się określenie „kop” i przedkładam je nad inne, górnolotne odpowiedniki. Gatunek Homo etc. lubi mieć przyłożone do gardła ostrze konieczności, bo w warunkach dobrobytu prędko gnuśnieje, zaś przy dobrobycie absolutnym gnuśnieje absolutnie, bo cóż zrobić można, skoro wszystko można? Historycznymi przykładami tej prawidłowości mogą być Cesarstwo Rzymskie i Republika Wenecka, które przegrały tak, jak syty brytan przegrywa z wygłodniałym wilkiem, zaś w życiu lepiej poradzi sobie (zazwyczaj) bezrobotny pozbawiony zasiłku (bo musi!), niż ten z zasiłkiem, który woli żłopać pod gminnym sklepem płynną, odmóżdżającą rozkosz po trzy złote butelka, bo wszak państwo stawia, a on przecież, biedaczek, do roboty się nie nadaje, gdyż wciąż chodzi narąbany – i kółko się zamyka.

Z pewnym wstydem muszę tu wyznać, że i mnie dotknęła przypadłość błogostanu wynikającego z lenistwa. Nowa, świeżutka cela, towarzystwo zżyte nad podziw, los zesłał mi nawet w formie premii na kilka dni interesującego rozmówcę z rejonu Pribałtyki, z którym spędziłem kilka wieczorów rozważając wyższość Niżyńskiego nad Strawińskim (względnie na odwrót), a umysł mój przestawił się na tryb karnawałowy, i już zacząłem planować sobie, że w dni parzyste będę sobie śnił o podrygach w Rio De Janeiro z cycatymi pięknościami, a w nieparzyste marzył o białym szaleństwie w Alpach. Słowem – jasna, dobrze zaplanowana i komfortowo wyściełana przyszłość do kolejnego września (zapomniałem dodać – a może jednak nie zapomniałem? – Czytelnicy wybaczą; w stanie permanentnej trzeźwości nieźle się może człowiekowi pojebać pod czaszką – że prokuratura zafundowała mi kolejny trzymiesięczny turnus, dzięki czemu na jesieni będę świętował drugą już rocznicę mojego tu pobytu, zaś pozostałe 23 lata pójdą już z górki), ale tak dobrze być oczywiście nie mogło – musiało się coś spierdolić. Musiał nadejść KOP.

Od pewnego już czasu – z czego Czytelnicy doskonale zdają sobie sprawę – prowadzę dość ożywioną korespondencję ze światem zewnętrznym; korespondencję naturalnie nielegalną, gdyż dotyczyła ona głównie spraw związanych z hurtowym zakupem granatników i gazu musztardowego w Korei Północnej, oraz następczej wymiany tych dóbr na nieletnie niewolnice z Tajlandii, co w zamierzeniu miało sfinansować honorarium dla mojego adwokata. Listy te, czy raczej grypsy, przechodziły przez ręce jednego z kalifaktorów, który za odpowiednim wynagrodzeniem szmuglował je sobie tylko znanym sposobem za mur, podobnie magiczną metodą dostarczając mi pocztę zwrotną – i wszyscy byli zadowoleni. Steward, gdyż napychał sobie kałdun nadprogramową czekoladą, a płuca dodatkowymi porcjami tytoniu, i ja, gdyż w ostatnich listach pewien szejk oznajmił mi, że przystaje na moją cenę za partię świeżutkich Tajek do swojego haremu i perspektywa rozliczenia się z moim obrońcą wydawała się zbliżać wielkimi krokami, ale…

Zawsze musi być jakieś „ale”, jak ktoś, gdzieś, i kiedyś powiedział. Steward rozzuchwalił się do tego stopnia, że zaczął przesyłać jakieś sto grypsów tygodniowo, brzuszysko rosło mu w tempie niemożliwym do wytłumaczenia zwyczajnym podkradaniem co smaczniejszych kąsków z gara, i służby nasze mundurowe w mobilizacyjnym odruchu postanowiły mu przetrzepać rzeczy osobiste, i tym prostym sposobem natknęły się na tony niewysłanych epistoł, których siłą rzeczy, sam z braku czasu nie mógł sprokurować (tempo pisania ma ponoć dziesięć słów na minutę, charakter pisma tylko jeden, choć podpis prezesa pewnego banku opanował do perfekcji). Epistoły komisyjnie i ze złośliwą satysfakcją otwarto, po czym rzucono je oskarżycielskim gestem w twarz ich autorom, w tym niżej podpisanemu. Niżej podpisany cichym głosikiem przyznał się do wykroczenia przeciw regulaminowi, i w karnym trybie został bezzwłocznie przeniesiony do innej celi. Gdzie nie spodziewał się ani miodów, ani dwugwiazdkowego standardu – i miał rację.

Ujrzałem pięcioosobową klitkę, odrapaną ponadnormatywnie nawet według tutejszych, obowiązujących w Unii Państwa Trzeciego Świata norm. Do klitki rzucono zbieraninę osobników świeżo wypuszczonych z tutejszego szpitala, oddział psychiatryczny. Ilość tematów do rozmów poleciała więc na łeb na szyję – choć jest nadzieja, że po kilku tygodniach pobytu wśród nowopoznanych współwięźniów dołączę do konwersacji, a może nawet będę się w nich aktywnie udzielał. Osadzeni powitali mnie z szacunkiem, a nawet uniżenie, gdyż przy ponad dwunastomiesięcznym stażu można wypracować sobie „spojrzenie bazyliszka”, które onieśmiela prawie wszystkich z wyjątkiem tych, którzy odkryli w sobie jeszcze groźniejszego bazyliszka wewnętrznego i nie wahają się go użyć. Zostałem w konsekwencji jednogłośnie wybrany starszym celi – w królestwie ślepców jednooki królem.

Zaś co do kopa – to cóż, poza pisaniem i czytaniem można robić w ciasnej norze bez telewizora i bodaj jednego rozmówcy? Czekajcie więc na fascynujące opisy liszajów na suficie, zachwyty nad nowościami menu i doniesienia z postępów w hodowli pluskiew. Na tym etapie większą potęgę twórczą wyzwoliłby we mnie chyba tylko karcer – o ile byłoby w nim światło.

——————————————————————-

„Eppur si muove!” – powiedział Galileusz na stosie. „Eppur si gripse!” – przemawia Kalasancjusz z nory, i choć pokonany w bitwie o nielegalne wysyłki, broni nie składa. Albowiem niejeden kanał grypsów istnieje, amen.

Reklamy

4 Komentarze

  1. Rzeczywiście Kalasnaty jest jak wygłodniały wilk 😉

  2. A mnie ciekawi dlaczego autor tekstów zdecydował się na taki sposób przekazywania poczty? Nie ma w tych zapiskach niczego, czego by cenzura nie przepuściła, nie ma też niczego, co straciłoby na aktualności pojawiając się na blogu z pewnym opóźnieniem.
    I ciekawi mnie w jaki sposób dotarła na bloga ostatnia notka, skoro „Kalasanty w czarnej dupie, czyli wydało się”

    • 1. Dlaczego tak – to chyba w miarę jasne od początku. Prokurator nie dość, że MÓGŁBY blokować (zatrzymywać) niektóre listy (czyli zbyt duże jednak ryzyko – wg Ciebie „Nie ma w tych zapiskach niczego, czego by cenzura nie przepuściła” – powiedz to prokuratorowi :-)), to jeszcze 2 i więcej tygodni na przesłanie to trochę za długo. Np. wpis o Bożym Narodzeniu pojawiłby się w połowie stycznia.

      2. Na drugie pytanie odpowiedź też jest prosta; zresztą wyjaśnia to sama końcówka wpisu. Kalasanty pisze/pisał grypsy do osób trzecich (nic wspólnego z blogiem!), zaś kanałów przekazywania pism za mur w trybie ekspresowym jest co najmniej cztery.

      … zaś Kalasanty i my korzystamy z piątego 🙂

      Takiego, że tylko śmierć autora/pośrednika mogłaby zagrozić tym przekazom.

      Pozdrowienia,

      Ziri & Alti

  3. ja tu od niedawna.nadrabiam lekturę tego urzekającego bloga…ale widzę, że ostatnia notka ze stycznia. Czy nasz Bohater rzeczywiście w czarnej d***? notek nie będzie:( ?


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 414,791 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Styczeń 2011
    Pon W Śr C Pt S N
    « Gru   Lip »
     12
    3456789
    10111213141516
    17181920212223
    24252627282930
    31  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.