Chwilowe bezprądzie, i co z tego wynika

Nareszcie nastąpił w monotonnym toku upływających nam tu, i tak podobnych do siebie dni, wypadek prawdziwie zasługujący na kronikarską wzmiankę z prawdziwego zdarzenia; gdyby wydawano jakąś międzywięzienną gazetkę ogólnopolską, znalazłby się on może nawet na drugiej stronie, a z pewnością krzyczałby wielką czcionką na stronie pierwszej lokalnej edycji „Kuriera w kajdanach”. O ile ktoś wreszcie zacznie wydawać u nas prasę. Wydarzenie rzeczone było prawie kamieniem milowym i nieledwie skandalem, jako że wczoraj ni z tego, ni z owego zabrakło nam prądu. Ale zacznijmy od początku.

Jak pewnie już Czytelnikowi wiadomo (a nieuważnym i zapominalskim niniejszym przypominam – ale już ostatni raz), tzw. faza jest w ciągu dnia wyłączona przez hołdujące zasadzie oszczędności na wszystkich frontach władze aresztu w godzinach 10:00 – 13:00. Oznacza to, że ani obejrzeć telewizji, ani przygotować sobie w tych godzinach gorącego napoju nie można (chyba, że posiada się nielegalnie oczywiście wydębione kable, które podpina się do „orbitki”, czyli oprawki żarówki w kąciku ulgi – a pod naszą celą się je owszem, posiada nielegalnie); z elektrycznych udogodnień pozostaje jeszcze betoniara, czyli radiowęzeł, przez który nie transmituje się bynajmniej pogadanek umoralniających, tylko audycje stacji radiowej wybranej przez wychowawcę. Feralnego dnia fazy telewizyjno-gniazdkowej nie przywrócono o 13:00, a nawet o 14:00, co wywołało w nas uzasadniony niepokój, zwłaszcza w obliczu faktu, że i oświetlenie główne zaczęło szwankować, zaś na podwórzu uruchomiono dieslowski generator.

Przedmiotowy generator był w stanie wygenerować moc wystarczającą tylko do podtrzymania oświetlenia – w końcu przy wygaszonych światłach nikt nie byłby w stanie dostrzec prześlizgujących się przez kraty desperatów, ciche unieszkodliwienie strażnika, niepostrzeżone przywdzianie jego munduru i wyjście przebojem przez główną bramę byłoby kwestią kilku minut, a na nieoświetlonych murach funkcjonariusz z RKM-em nie trafiłby ani jednego osobnika wśród tłumów zjeżdżających po prześcieradłach (które w nocy, jak wszystko inne są naturalnie również czarne) na kształt pociotków Spidermana i wiernych naśladowców Żółwi Ninja amatorów wcześniejszych zwolnień bezwarunkowych.

Prądu nie wystarczyło, niestety do zasilania pomp ciepłej i ziemnej wody, czego efektem było błyskawiczne wystygnięcie kaloryferów, zaś w perspektywie – dla równowagi – mieliśmy obrośnięcie warstwą brudu, która (według wspomnień licznych polarników) doskonale podobno chroni przed ukąszeniami mrozu. Powietrze w celi natychmiast zgęstniało od zmaterializowanych w parę wodną oddechów, pragnień gorącej herbaty oraz kurew rzucanych z nieodnotowaną wcześniej częstotliwością i namiętnością. Leszek spróbował co prawda dobrać się do gniazdka świetlówek, stojąc w szpagacie na dwóch najwyższych łóżkach, ale perspektywa trzymania gołych kabli w palcach jednej ręki, w zębach wtyczki, a w drugiej czajnika z wrzątkiem zniechęciła go do idei na tyle, że podsumował to stwierdzeniem, w którym była mowa o tym, iż po pierwsze na karę śmierci go jeszcze nie skazali, a jakby nawet, to on życzy sobie wygodnego krzesła elektrycznego, a poza tym, to pierdoli herbatę i całe to więzienie, po czym spieniony poszedł spać, opatuliwszy się w ubraniu w dwa koce. Chcąc nie chcąc poszliśmy w jego ślady, nie obejrzawszy w telewizji siła rzeczy nic, a zwłaszcza kolejnego odcinka „branżowego” serialu serwowanego nam w ramach powtórki oraz resocjalizacji przez wychowawcę na kanale DVD, i reklamowanego budzącym na naszych twarzach uśmiechy politowania sloganem: „poczuj więzienie na własnej skórze”. Dało nam to naturalnie kolejny powód do narzekań – tym razem na skutek braku porcji godziwej rozrywki. W ogóle narzekania na tutejszą rzeczywistość są dość powszechne i są czymś na kształt lokalnego sportu. Należy więc wnioskować, że do narzekań miewamy tu powody.

Następny poranek powitał nas wczesnym i niecodziennym hałasem, zaś rzut oka przez okno uzmysłowił nam, że administracja naszej instytucji podeszła do problemu z należytą powagą i profesjonalizmem wzywając ekipę strażaków, którzy na naszych oczach wgryzali się z zapałem i poświęceniem w dach budynku transformatora, który się spalił (tzn. transformator, a nie budynek), używając do tego celu toporków i pił spalinowych, Mimo gorących apeli z naszej strony, panowie w białych hełmach nie zgodzili się rzucić nam bodaj na 15 min. żadnego ze swoich narzędzi, co uważalibyśmy za godną rekompensatę przeszczękanej zębami nocy. Nieużyte gbury. Wskaźnik poparcia społecznego dla strażaków spadł w naszej celi pokaźnie – ciut, ciut, a w rankingu wyprzedzą ich policjanci, co wywróciłoby do góry nogami całą konstrukcję percepcji etycznej wśród osadzonych, i czego nie daj Boże, amen.

————————————————————————

Niedawno obejrzałem odcinek „Detektywów”, gdzie chodziło o znalezienie dziewczyny poszukiwanej przez chłopaka, który się w niej zakochał, nie wiedząc nawet jak ma na imię i kim jest. Dzielni detektywi oczywiście rozwiązali sprawę. Na końcu odcinka pojawia się informacja, co się stało z bohaterami epizodu, np.: „Lidia Kowalska została za oszustwo skazana na 3 lata więzienia” itp. Ostatni odcinek był miłą opowiastką z happy endem: pod koniec zaczęły się w celi żarty typu: „… i zostali skazani na łączną karę pozbawienia wolności…” I straszno i śmieszno.

Reklamy

1 komentarz

  1. Dobrze, że nie „chwilowe bezprącie” 😀
    Jak zwykle tekst mega 🙂 Uwielbiam tu zaglądać!
    Pozdro 600 😛


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 414,791 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Grudzień 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « List   Sty »
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    2728293031  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.