Nonce osadzonych rozmowy, czyli jak wygląda szczęście przez kratę

Zauważyłem, że moja „stara-nowa” cela w znacznym stopniu już okrzepła, a z jej atmosfery zaczyna się tworzyć swoisty, mocno zdefiniowany mikroklimat. Faktem jest (i niewątpliwym łutem szczęścia) to, że dosyłając nam „nowych”, władze dziwnym trafem dbają o to, by przybysze mieli osobowości albo spokojne, albo na uspokojenie podatne. Niedawno wyjechali od nas Kuba, do swojej rodzinnej miejscowości, gdzie areopag sędziów będzie obradować nad jego niecnymi występkami, decydując o jego najbliższej 12-miesięcznej przyszłości, i Rusłan, którego po prostu wypuścili na wolność po kilkumiesięcznym urlopie przymusowym. Obu – z punktu widzenia wnętrza celi – szkoda, gdyż wnosili jako osobowości sporo dobrego.

W zasadzie nasz etos (no dobra, etosik), jako tymczasowo aresztowanych przypomina nieco ten, który niegdyś wypracowali sobie na styropianie więźniowie polityczni RP II i pół, z tą różnicą, że my leżymy na pilśni – i niestety, „człowiek z pilśni” nie brzmi tak dobrze, jak „człowiek ze styropianu”. W sumie nawet dziw bierze, że Wajda nie nakręcił tego drugiego tytułu… W każdym razie: na umownie najniższym poziomie chodzi o solidarność w oporze przeciwko służbie więziennej. O to, by nie pokazać, że komuś jest źle, że z powodu ograniczonej przestrzeni życiowej zmuszeni jesteśmy na siebie od czasu do czasu warknąć – o nie, panowie klawisze, tej satysfakcji wam nie damy. Zdarzają się naturalnie wędrowne mendy, które prędzej czy później z celi się wykopuje (patrz poprzedni odcinek), bo psują atmosferę; ileż w końcu można wytrzymać z osobnikiem, który podkrada papierosy, cukier, czy kawę, z braku odpowiedniego instrumentu gra z upodobaniem na nerwach współosadzonych i nie pojmuje prostej prawdy, że przychodząc do celi ma się dostosować do porządków w niej panujących, a nie na odwrót. Menda taka wędruje więc tam, gdzie jej się prostuje życiorys i kręgosłup moralny, lub się go łamie – a do celi wraca błogi spokój.

W warunkach błogiego spokoju można rozmawiać – a nawet należy; z tym, że przytłaczające, obsesyjne myśli o niepewności przyszłych losów paraliżują niektórych na tyle, że nie są oni w stanie skoncentrować się dłużej na żadnym temacie, niepotrzebnie zatruwając sobie dusze czarnowidztwem. Tych żal, zwłaszcza, jeśli prezentują sobą jakieś wartości. Bo jeśli w codziennym kieracie spraw do załatwienia, drżenia o stabilność zarobków czy trosk o to, czy nasze emerytury okażą się wystarczające, a śniegu będzie dość, by poszusować na Sylwestra zapominamy o tym, że należy pielęgnować przyjaźnie, czytać ile się da, a czas wolny spędzać na rozwijaniu siebie zamiast umawiać się na pijatyki z ludźmi, którzy nie mają nic interesującego do powiedzenia, to gdzie znaleźć „lepsze” miejsce do rozmów i przemyśleń, niż więzienie?…

I zgodnie z tą zasadą, zdarzają się nam „nocne Polaków (i nie-Polaków) rozmowy”, podczas których snują się wizje założenia własnych winnic, stadnin i warsztatów szkutniczych, podejmowane są solenne postanowienia odnowienia starych bądź zawarcia nowych znajomości i przyjaźni, czy też opowieści słuchane z wypiekami na twarzach i otwartymi usty, jak ta przytoczona kiedyś przez Rusłana o służbie w jednostkach wojsk pogranicza na rubieży mongolsko-chińskiej („traktor chiński ostrzelał nasz bunkier i odleciał w nieznanym kierunku…”). I jeżeli ktoś sądził, że niemożliwością jest sprzedanie na części czołgu z pełnym wyposażeniem poza oficjalnym obiegiem – ten jest w „mylnym błędzie”, jak mawiał porucznik K. na studenckich zajęciach z wojskowości.

Pytanie tylko, czy gdy już będziemy na zewnątrz, ktoś będzie chciał wysłuchać naszych opowieści, zaakceptować nasze skażone zamknięciem osobowości, a nawet jeśli wysłucha – to czy zrozumie. Czy zrozumie tęsknotę za wielkim pięknem, siła rzeczy wymuszoną u kogoś, kogo zewsząd otacza brzydota i beznadziejność, skoro radościami dla przebywających na wolności jest mocno zakrapiany grill z nielubianym kolegą z równie nielubianej pracy, kupno nowych zasłon do salonu, czy oszukanie fiskusa na kolejny tysiąc złotych.

Powoli dochodzę do wniosku, ze skład naszej celi to prawdziwa sól pierdla – i uczucie to jest o tyleż krzepiące, o ile niebezpieczne, bowiem grozi popadnięciem w przesadne samouwielbienie i oderwaniem od rzeczywistości. Ale nieźle mi z tym, a o dopasowanie do społeczeństwa będę się martwił po wyjściu.

——————————————————

Na pierwsze miejsce w notowaniu z dawna nie wspominanej listy przebojów awansował „Jailhouse Rock” nieśmiertelnego Elvisa P.

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 417 246 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Listopad 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Paźdź   Gru »
    1234567
    891011121314
    15161718192021
    22232425262728
    2930  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.