Plan A, B C. Niestety, nie plany ucieczki…

Przyszło mi do głowy, że ktoś z tych, którym trafiło się czytać te wypociny, mógłby chcieć dowiedzieć się czegoś praktycznego, czyli jak – tak naprawdę – można sobie poradzić? Bez komunałów traktujących o pielęgnowaniu siły osobowości i wiecznym keep smilingu. No dobrze – chcecie rady? Oto rada:

Czynnikiem bodajże najważniejszym do przetrwania w tych jakże odmiennych od normalnych warunkach jest posiadanie planu B. Plan B zapewni ci tak pozornie nieosiągalne rzeczy jak pieniądze, witaminy, kontakt ze światem zewnętrznym, a nawet urządzenie się po wyjściu – a kwestie te niejednokrotnie się ze sobą splatają i są od siebie współzależne.

Plan B zaczął mi niewyraźnie świtać w głowie już w momencie zatrzymania, i przybierać bardziej konkretne kształty w komisariacie, gdy funkcjonariusze zniechęceni bezowocnością przesłuchania opuścili na jakiś czas pokój zwierzeń, udawszy się zapewne na wódkę, przy której miały im wpaść do głowy bardziej błyskotliwe metody wydobycia ze mnie zeznań, zostawiając mnie w towarzystwie otyłego osobnika o wyglądzie co najwyżej sierżanta, który sapiąc walił w klawiaturę komputera i nie zadawał krępujących pytań. Był to, nawiasem mówiąc, pewien szok poznawczy – na komisariatach nie używają już maszyn do pisania, choć pod sufitami nadal królują nieśmiertelne świetlówki (z drugiej jednak strony komisariat z ozdobnymi kinkietami wyglądałby mocno niecodziennie). Warunki do przemyślenia planu B stały się wobec powyższego faktu na pewien czas idealne – co było tym lepsze, że za cholerę nie byłem w stanie wypracować żadnego planu A.

Na początku najważniejsze jest to, by mieć przy sobie numer telefonu do przynajmniej jednej bliskiej osoby, najlepiej oczywiście zaprzyjaźnionego adwokata. Warto jest ten numer przechowywać w pamięci, bo to, że pozwolą ci zajrzeć do telefonu komórkowego, czy notatek zależy od humoru aresztujących cię policjantów, a ten na pstrym koniu przeważnie jeździ. Oczywiście zapomnij, że pozwolą ci zadzwonić osobiście – telefon wykona policjant, i to nie w twojej obecności. Jeśli będziesz niegrzeczny, to może się okazać, że właśnie jest awaria linii telefonicznej, a jedyna dostępna komórka dopiero co się rozładowała. Reklamacje możesz składać na ręce Biura Obsługi Klienta firmy telekomunikacyjnej, i to nie wcześniej, niż gdy uda ci się zdobyć najpierw adres tego biura, a potem koperty, znaczki i przybory do pisania.

Grzecznym zatrzymanym udaje się wyprosić w porywach aż do trzech telefonów – do rodziny, adwokata i pracodawcy, ale nie licz na szybki odzew, bo okres czasu od zdarzenia do zdarzenia mierzy się tu (jak już, zdaje się, wspominałem) w tygodniach, a wydarzenia donioślejsze przypadają w odstępach (kilku) miesięcznych. Warto pomyśleć o pieniądzach i liczyć na to, że twoi bliscy jak najszybciej coś wpłacą, wcześniej odkrywszy jak się to właściwie robi. Nie od rzeczy jest mieć w pamięci adresy przyjaciół i krewnych, którzy byliby skłonni przesłać ci jakieś środki – i pamiętaj, że na miesiąc przysługują ci tylko dwa „darmowe” listy, więc adresatów dobieraj starannie. Bez pieniędzy pod celą będzie z tobą krucho, toteż jeśliś spłukany, a do tego palacz, to jedynym wyjściem będzie dobrowolne sprzątanie powierzchni mieszkalnej w zamian za szlugi, choć nie należy liczyć na więcej niż 2-3 jednorazowo. Resztę musisz zdobyć albo zapewnieniem, że sumiennie spłacisz dług, a jego niespłacenie ma mieć bardzo nieprzyjemne konsekwencje, albo np. próbując uczyć współwięźniów potrzebnych im umiejętności od angielskiego począwszy, na bezurazowym przegryzaniu krat skończywszy. Umiejętność sporządzania pism urzędowych może być dodatkowym atutem.

Wizyty adwokata wykorzystuj nie tyle do tego, by ustalić linię obrony, bo na to zawsze będzie czas przed rozprawą, która i tak odbędzie się najwcześniej za kilka miesięcy (o ile jesteś w czepku urodzony), ile po to, by przekazać jak najwięcej informacji na zewnątrz; i nie licz na częste jego wizyty – nawet gdy cię zapewni, że będzie się zjawiał co tydzień.

Czasami zdarza się też, że zachodzi nagła potrzeba skontaktowania się z kimś z zewnątrz, adwokat jest na urlopie, a ty już wyczerpałeś limit listów na dany miesiąc. Wtedy trzeba wysłać tzw. wolnościówkę (czyli mówiąc wprost – gryps), która dochodzi do adresata bez cenzury w ekspresowym tempie – wobec czego należy w tym celu:

 

a) poznać więźnia po wyroku

b) zdobyć jego zaufanie

c) posiadać materialne dowody wdzięczności, jak paczka papierosów czy czekolada

 

Jeśli uda ci się namówić takiego delikwenta, by w twoim imieniu zadzwonił od czasu do czasu do bliskich, to trzeba dorzucić jeszcze kartę, którą niestety trzeba kupić, a nie ukraść.

I tak powoli uczysz się realizować swój plan B, wykorzystując nabyte umiejętności i wiedzę, a także wspomniany drugi obieg, bez którego coś na kształt normalnej egzystencji byłoby niemożliwe. Jeśliś jednak pozbawiony przemysłu, kontaktów, pieniędzy, a przede wszystkim woli by spróbować się urządzić – to czas na plan C. Niestety nie mam najmniejszego pojęcia, na czym on polega.

A co do planu B – to dziś z braku natchnienia do pisania, sam go właśnie realizuję, pisząc o nim samym. Prawda, że działa?…

 

———————————————————————–

 

Wczoraj jeden z ziomów przy obiedzie zanucił smętnie, acz apokryficznie: „Życie, życie, jest noweeeelą!… Raz na łaźni, raz pod celą!…” Mało nie udławiłem się bigosem.

Reklamy

6 Komentarzy

  1. No, działa…Ale w tym układzie bardziej ciekawi łoby mnie na jakiej zasadzie ten plan B działał od samego początku…( pytanie retoryczne)

  2. He-he 😉

    Plan B działa, jak widać praktycznie od początku, a szczegóły są w najwyższym stopniu utajone 😉

    Ukłony, Syrna,

    Alti

    • Przypuszczalnie gdyby nie były tajne (szczegóły)- to plan by nie działał:); z drugiej strony – fakt iż plan B działa nieomalże od początku siłą rzeczy musi być odrobinę podejrzany:)

      pozdrawiam,
      syrna.

  3. Taak, zaiste – problem wpłacania pieniędzy czasowo przebywającym w kurorcie może stanowić niewąskie wyzwanie. A nie daj Boże jak przyjdzie jeszcze przysłać paczkę żywnościową…

  4. Syrna – „Podejrzany” to jest Kalasanty ;-)))

    A tak na poważnie, by uchylić rąbka tajemnicy – wystarczy mieć np. taką małą dozę szczęścia, by świeżo po aresztowaniu spotkać w celi kumpla np. z wojska, który odsiedział np. 6 miesięcy, i wychodzi np. za tydzień…

    Chyba to nie AŻ TAK niemożliwe, prawda?… 😉

    Pozdrawiam,

    Alti

    P.S. Odcinek jutro, dziś jestem wyjebany jak koń po westernie 🙂

    A.

    • Prawdę mwiwiąc- trochę to za duży zbieg okoliczności, ale daję wiarę, bo spotkałam się „osobiście” (tzn. mój partner) z analogiczną sytuacją:)

      Miałabym kilka kolejnych pytań, ale sobie daruję…dla mnie byłoby to tylko zaspokajanie ciekawości, a komus innemu mogłoby przyciagnąć kłopoty.

      pozdrawiam,
      syrna.


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s