Higiena i oszczędności – a u was płacą podatki!

W zasadzie pędzę tu nieprzyzwoicie higieniczny tryb życia, choć do pełnej higieny brakuje codziennych pryszniców; na szczęście Robert, który cierpi na łagodną formę łuszczycy, bierze kąpiele codziennie, co umożliwia nam wymykanie się z nim pojedynczo pod prysznic za cichym przyzwoleniem klawisza. Robert, nie ułomek, bo tak na oko pod 200 kilo, łapie zadyszki podczas podnoszenia do ust łyżki z zupą i nakręcania zegarka – więc funkcjonariusze z samego strachu przed jego ewentualnym zawałem w kąpieli podsyłają mu towarzysza, coby ten zaalarmował służby, gdyby kolega zasłabł, bo o własnoręcznym spionizowaniu takiego człowieka-słonia mowy by nie było, a do masażu serca pewnie młota pneumatycznego byłoby za mało. W ten sposób każdemu z naszej szóstki dany jest luksus dwukrotnych ablucji w tygodniu – a w tych warunkach jest to nie do przecenienia. I nagle okazuje się, że cela, z pozoru „półsztywna” zawiera całkiem sporą przygarść kryminalistów rozsądnych, koleżeńskich i w ogóle sympatycznych, solidarnych i spolegliwych. Gdzież te bestie?… Czyżby na zewnątrz NAPRAWDĘ było gorzej? Czy to może mnie dosypują tu do potraw jakichś tajemnych substancji halucynogennych, żebym był łagodny, bardziej „zreso”, i żeby mi mój najlepszy przyjaciel nie brykał zbyt często, albowiem z fiuta najgorsze się instynkta wszak wywodzą, o czym grzmią kapłani większości religii, tfu, i amen’t.

Ale wracając to tzw. „adremu”; o własne otoczenie dbam własnoręcznie, piorąc codziennie bieliznę (w liczbach bezwzględnych sztuk 9), która dzięki temu nie zalega w koszu z brudami; łóżko codziennie jest sumiennie ścielone, w szafce panuje porządek, ja zaś funkcjonuję we wszystkich pozycjach, zadbany, nakarmiony i wypoczęty, pękając z dumy z powodu nieskazitelności swojego gniazdka – ciekaw jestem, ilu kawalerów mogłoby się pochwalić tak sterylnym miejscem zamieszkania (i co z tego, że tymczasowym)?…

Po drugie – nigdy jeszcze, poza latem między szkołą średnią a studiami, nie miałem 3-miesięcznego urlopu (o wielokrotności 3 miesięcy nie wspominając!), gdy mogłem się do woli wylegiwać, czytać i pisać, słuchać radia bądź oglądać TV w (prawie) dowolnie wybranych porach. Posiłki podają regularnie, kosztują tyle co nic, i dają się zjeść – jak w ośrodku wczasowym dla średniowymagających, dajmy na to, w Kirgizji (choć nawiązania kulinarno-kulturowego brak). Kaowiec (tzw. rezydent K.O., czyli kulturalno-oświatowy na turnusach wczasowych – to przypomnienie dla młodszych czytelników i tych, którzy nie oglądali „Rejsu”) nie ma co prawda co zaoferowania zbyt szerokiej palety zajęć, ale przy opłatach na tym poziomie nie ma co marudzić.

Dietę uzupełniają mi preparaty witaminowe i owoce z warzywami, które nabywam w ilościach, o których mi się wcześniej nie śniło – dzięki ilości pochłoniętego wapnia będę się mógł zapisać na karate dla początkujących i od razu zacząć od rozwalania cegieł. A co. Alkoholu w diecie nie uświadczysz, więc wątroba śpiewa mi dawno niesłyszane trele dziękczynne, co dodatkowo będzie miało ten skutek, że po wyjściu upiję się radośnie pięćdziesiątką wódki, oszczędzając pokaźną ilość gotówki, i naturalnie nie dam się odwieźć na izbę wytrzeźwień.

W ogóle oszczędności mają tu wymiar porażający – nie licząc wydatków na tytoń (niestety pod tym względem to ideał ze mnie nie jest), to na żywność wydaję najwyżej 200 zł miesięcznie; nie płacę za wynajem powierzchni mieszkalnej (jakieś 1000 zł), za telefony i Internet (300-500 zł), ogrzewanie, gaz i wodę (100-300 zł), komunikację miejską lub benzynę, ubrania, wyjścia oraz wszelakie zachcianki (od 500 zł w nieskończoność), co daje, lekko licząc, sumę rzędu 2000-3000 miesięcznie. I wreszcie, co najważniejsze – NIE PŁACĘ PODATKÓW!!! Ktoś reflektuje?…

Na koniec – last but not least – udało mi się przeczytać, przy całej skromności tutejszego księgozbioru, parę wartościowych pozycji, które, jak się okazało, były chomikowane przez bandziorów-intelektualistów z cel sąsiednich (stąd jasne, dlaczego w bibliotece u wychowawcy królują tacy mistrzowie nudy jak za przeproszeniem Hołuj, Putrament i Orzeszkowa), obejrzeć kilkakrotnie Teatr Telewizji, koncert piosenek Osieckiej, czy filmy w reżyserii Wendersa, Herzoga, czy Almodovara – nie jestem pewien, czy przy „wolnościowej” pogoni za kasą starczyłoby motywacji i siły, a przede wszystkim czasu, by konsumować tego typu dobra kultury.

A potem?… Potem na pewno nie popełnię błędu zaniedbania się do tego stopnia, by nadrabiać lekturę Lema dopiero wtedy, gdy znajdę się w areszcie – szkoda życia. A skąd we mnie ta pewność? Wystarczy zadać sobie jedno pytanie, i uwierzyć w odpowiedź:

P.: Po co tu jestem?

O.: Po to, żeby stąd wyjść.

I kropka.

—————————————————————-

Niedługo wchodząca w życie ustawa godząca w palaczy tak mocno, że nie będzie im wolno puścić dymka w publicznie dostępnych knajpach, czyni wszelako zacny wyjątek dla więzień i aresztów: wolność dla palaczy w pierdlu! To mi się podoba – zostaję.

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 414,790 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Październik 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Wrz   List »
     123
    45678910
    11121314151617
    18192021222324
    25262728293031
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.