Kalasanty nadal żyje rocznicą, czyli alkohol, porno i święte obrazki

I proszę, rok minął, jak – mnie przymierzając – z knuta trzasnął, że pozwolę sobie powrócić jeszcze na chwilę do jubileuszowych rozważań. Bądź co bądź – cóż to za odsiadka, jeśli nie zaliczyłeś przynajmniej 365 dni w ciupie?… Czułbym się niespełniony, i wstyd by mi było te zapiski zaprezentować światu przy stażu liczonym w miesiącach. Naturalnie nie było mowy o żadnych torcikach ze świeczką, ale rocznica zbiegła się ze zbawiennym pomysłem, który się ulągł w głowie jednego z ziomali, by nastawić potajemnie wino na bazie ryżu, cukru i okrawków z jabłek. Operacja się nawet udała (płyn pozostał nie wykryty przez służby więzienne), ale… pacjent zmarł – bo uzyskana ciecz okazała się octem. Ze świętowania przeto nici, i nadal leżę, siaduję i spaceruję trzeźwy jak świnia. Ech, życie…

W dni parę po wybiciu chlubnej, bo rocznicowej, daty, władze aresztu postanowiły o mojej przeprowadzce, tym razem z gatunku takich poważniejszych – mianowicie z oddziału na odział. Z „dwójki” (cele 100-199) przeniesiono mnie na „czwórkę” (300-399), czyli na trzecie piętro. Zerwały się tym samym więzy towarzyskie, nie tylko z widywanymi przy nielicznych okazjach ziomalami z innych cel, ale i kalifaktorami, łaziebnym, a i więzy służbowe z wychowawcami i klawiszami miały przyjąć od tej pory nowy wymiar – wszak rzucono mnie w kompletnie nowe środowisko. Awans taki niewątpliwie zobowiązuje. Poczułem, że od tej pory nie będzie miętkiej gry.

Niemal równocześnie z nastaniem jubileuszu, ni z tego, ni z owego przypadło wyjście na wolność z mojej „starej” celi Zbyszka, współwięźnia o stażu tylko nieco dłuższym od mojego. Nie muszę dodawać, że wieść ta, nie zabiwszy go swym radosnym wydźwiękiem, naturalnie wzmocniła go wielce. Zbyszek tęsknił bowiem potężnie za golonką z chrzanem, schabowym wielkości lądowiska dla helikopterów, i innymi kulinariami, martwiąc się, że za kratą zostało z niego marne 130 kilogramów, oraz wzdychał za żoną (co to więzienie robi z ludzi!) i dwiema sąsiadkami, lecz najłzawsze i najbardziej tęskne ody zanosił do gorzałki, piwa i wina, modląc się wieczorami do Bachusa, by dane mu było wreszcie ożłopać się do woli czegoś mocno kopiącego – w sumie nieważne czego, byle by sponiewierało. Po raz pierwszy było mi dane ujrzeć więziennego twardziela bliskiego łez – zjawisko to miało miejsce po odkryciu, że potajemnie hodowany napój okazał się octem. Teraz Zbyszek z twarzą rozjaśnioną jak księżyc w pełni, już się odgraża, że skutkiem najbliższej biesiady nie będzie mu dane trafić o własnych siłach do domu. Jednak biorąc pod uwagę jego determinację, idę o zakład, że zgubi już drogę z krzesła pod stół.

Moja przeprowadzka może być konsekwencją zaliczenia roku za kratami, choć nie wygląda mi to na regułę – zresztą zgodnie z nią, przeciętny kryminał musiałby mieć 25 pięter, gdzie na najwyższym przebywaliby skazani na tzw. „ćwiarę”; no i ciężko byłoby wedle takiego rachunku kwaterować tych z dożywociem. Spoglądając jednak wstecz, i przeprowadzając pobieżny ogląd własnej osoby oraz zmian, które we mnie zaszły, konstatuję, że uwięzienie uczyniło ze mnie lepszego człowieka; wiem już (przynajmniej w ogólnych zarysach) jak niepostrzeżenie wyciągnąć komuś portfel z wewnętrznej kieszeni marynarki, jak pisze się prosty program śledzący ruchy palców użytkownika na klawiaturze komputera, dzięki czemu ma się dostęp do haseł i różnych innych ciekawych danych, oraz to, że ciało ofiary, które chce się wrzucić do wody należy przedtem szczelnie zawinąć w metalową siatkę ogrodzeniową, bo inaczej wypłynie. Czasu więc – jak widać – nie zmarnowałem, i nabyłem umiejętności, które pozwolą mi funkcjonować w społeczeństwie w nowym zgoła wymiarze.

Jako jednoroczniaka z wyższą klasą zaszeregowania przeniesiono mnie więc do celi, w której znacznie ściślej hołduje się rytuałom środowiskowym, szczególną uwagę przywiązując do języka; tu nie gotuje się wody, lecz „buzuje wachę”, nie produkuje się papierosów, lecz „tyra szlugi”, „ciśnie się szkiełko” zamiast oglądania telewizji i „kasuje szkity” zamiast mycia kończyn dolnych.

Odziedziczone po poprzedniku kojo, zaszczytna „szuflada”, poza tym, że jest wyposażona w poręczne tzw. chabetki, czyli sznurki, na których można zawiesić np. skarpetki (wyłącznie wyprane!), fascynuje mnie swoim obrazoburczym oraz wewnętrznie sprzecznym wyposażeniem w ozdobniki wizualne; w nogach mam ściankę działową z papieru, którego treść to mocno cycate i jednoznacznie cipiaste damy w pozycjach bezprzymiotnikowych (przymiotniki niech czytelnik dopisze sobie sam), zaś pilśnia nad głową, czyli „chmurka” sąsiada z góry, przyozdobiona jest wizerunkiem Madonny Częstochowskiej, z boku łypie Jan Paweł II, a i konterfekt Chrystusa też się tam przyplątał. I teraz mam dylemat, co najpierw zrobić przed snem. Wydaje mi się, że ci, którzy zaczynają od kontemplacji obrazka w nogach, kończą z oczami wzniesionymi do góry, co może w przyszłości wywołać uwarunkowanie: wzwód na widok świętego obrazka.

————————————————————————

Jednym ze sposobów radzenia sobie ze stresem i budowania pozytywnej świadomości jest spoglądanie w lustro i zapewnianie samego siebie o tym, jak jest się przystojnym i utalentowanym. Tyle, że wniosek taki może zostać błyskawicznie skontrowany przez refleksję, że taki ideał marnuje się obecnie w więzieniu. Od jutra szukam innej metody duchowej konsolacji.

Reklamy

4 Komentarze

  1. Po przeczytaniu również uważam się za lepiej zdystansowanego człowieka :-))
    Pozdrawiam i dziękuję za gratisowe lekcje.

  2. Jedno jest pewne. Pan Bóg się do autora uśmiechnął dając mu talent. Wspaniałe pióro.

  3. Kalasantemu nie są potrzebne zapałki by „świeczkę” zapalić.

  4. Kiedy będzie następny odcinek ?


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s