Wspomnienia z przyszłości, czyli gdy Kalasantego zabraknie…

„Żyli długo i szczęśliwie” – tak kończy się większość bajek opowiadanych słowami, zaś historie filmowe, szczególnie te made in Hollywood sugerują obrazem w końcowym ujęciu, że bohaterów odjeżdżających na koniach/w samochodach, odpływających statkiem czy od biedy odchodzących pieszo w niemalże przysłowiową siną dal, udając się najczęściej w stronę słońca czy horyzontu wyznaczonego wstęgą wijącej się, pozornie nieskończonej drogi czeka wyłącznie świetlana przyszłość. Oznacza to, że opowieści takie sugerują, że po pełnym przygód i niebezpieczeństw epizodzie życiowym jego uczestników w nagrodę oczekuje święty spokój, ciepełko, pełny brzuch, poczucie bezpieczeństwa i totalne dolce far niente, który to stan – będąc wszakże formą zadośćuczynienia za trudy – jest z definicji czymś dalece lepszym i ciekawszym niż minione przeżycia. Zastanawia mnie tylko jedno: dlaczego nigdy jeszcze nie natknąłem się na historię opisującą to „długie i szczęśliwe” pożycie – czyżby nie było w nim nic interesującego?…

Czy nam się to podoba, czy nie, najciekawsze rzeczy dzieją się wszak między ustami a brzegiem pucharu – i dobrze wiedzą to ci, którzy pamiętają chwilę przed pierwszym w życiu pocałunkiem i dobrze ujął to Kubuś Puchatek, mówiąc, że najpiękniejsza chwila podczas jedzenia miodu to ta przed zjedzeniem miodu. Wyobraźmy sobie bowiem taką sytuację:

Po raz pierwszy w życiu cię aresztują, człowieka bez wcześniejszych doświadczeń kryminalnych, zaś sam zarzut dotyczy sprawy szokującej swoją błahością: ot, fałszywe oskarżenie czy nieszczęśliwa wpadka podczas palenia „trawki” – i sankcja gotowa. W celi trafiasz na mocno zróżnicowane, a przez to dość interesujące towarzystwo (co wcale nietrudne, jak udało mi się już – mam nadzieję – wykazać) i spędzasz tak kilka miesięcy. Rodzina i bliscy rozpaczają, siwiejąc w przyspieszonym tempie, ty sam z początku przeżywasz traumę, lecz chcąc nie chcąc przystosowujesz się do rzeczywistości (nie mając zresztą większego wyboru, jak żołnierz Legii Cudzoziemskiej, który maszeruje lub ginie), i również chcąc nie chcąc zaczynasz nią nasiąkać. Wolność coraz bardziej jawi się jako coś odległego i narasta poczucie odrealnienia.

Powoli, stopniowo i niemal niezauważalnie wizja wolności nabiera charakteru raju utraconego – choć świadome podsycanie tej tęsknoty w sobie nie jest zalecane, to nic nie można poradzić na to, że świat za kratami idealizuje się niejako automatycznie i nieuchronnie. Nawet nudne i cukierkowe seriale zdają się przedstawiać rzeczywistość jak najbardziej prawdziwą, więc tym bardziej pożądaną. Ale w końcu przychodzi chwila jakże upragnionego wyjścia. Po zachłyśnięciu się pierwszymi haustami innego, bo przecież „wolnego” powietrza ekswięzień staje wobec dylematu co z sobą począć, dokąd się udać i skąd wziąć pieniądze, albo – o ile ma więcej szczęścia – wraca na tzw. stare śmieci. W domu witany jest zazwyczaj chlebem i solą, pod nos podtykają mu najlepsze tytonie, ciasta i alkohole, a w łazience czeka pachnąca i parująca wanna (choć co do tego ostatniego mam wątpliwości: czy oferowana kąpiel pochodzi z czystego serca, czy jest raczej posunięciem praktycznym), oraz następuje ogólny festiwal westchnień ulgi, jobów na system penitencjarny, łaskawego poklepywania delikwenta oraz obietnic daleko idącej pomocy.

Poranek dnia następnego też jest jeszcze miły: wstajemy o 2-3 godziny później, z rozkoszą witając dawno niezaznanego kaca, zaś z kuchni dochodzi urzekający zapach jajecznicy na kiełbasie, świeżego pieczywa i prawdziwej kawy. Jednak już wkrótce dowiadujemy się, że trzeba odwiedzić pięć różnych urzędów ze skarbowym włącznie, adwokat domaga się zapłaty, telewizor zaplombował komornik, ciekną krany, które trzeba natychmiast uszczelnić, a zadłużone gospodarstwo goni resztką finansowych zasobów, które warto by było jak najszybciej uzupełnić. Słowem – klimat jak po imprezie z okazji 18 urodzin, gdy zabawa była co prawda szampańska, ale teraz mamy na głowie sprzątanie tego całego chlewu, w głowie coś na kształt mieszaniny siana z opiłkami żelaza, w drzwiach stoi dzielnicowy z wezwaniem do kolegium za zakłócanie ciszy nocnej i podpalenie drzwi sąsiadów, a starzy wracają za godzinę i najlepiej nie wyprowadzać ich z przekonania, że mają najspokojniejsze i najbardziej zdolne dziecko w całym powiecie.

Wtedy ogarnia nas chęć ucieczki – od tej pełnej stresów sytuacji, najeżonej nieskończoną ilością problemów, z którymi już zdążyliśmy oduczyć się sobie radzić, i – o paradoksie – możemy zacząć tęsknić za przytulną celą, która nam zastępowała przez jakiś czas dom za względnie bezstresowym życiem, nieskomplikowanymi kłopotami tak powszechnymi na wolności, za bezgotówkową wymianą towarową i uporządkowaniem, które wprowadza za nas ktoś inny; słowem za błogim brakiem odpowiedzialności.

Tak oczywiście może, a nie musi wyglądać scenariusz naszego wyzwolenia. Ale jeśli miałby się on tak ułożyć, to niech Bóg was strzeże przed samym sobą, bo będzie to oznaczać, że nie jesteście w stanie stawić czoła życiu „długiemu i szczęśliwemu” i nadajecie się tylko do odsiadki.

————————————————————————

Kuracja babcina na mleku z miodem, masłem i czosnkiem ani białe, okrągłe cosie z ambulatorium nie pomogły i złapało mnie przeziębienie. Rzecz w sumie niewarta wzmianki, bo cały epizod przerobiłem w 3 dni, ale moje machismo jest mile połechtane faktem, że chorowałem w więzieniu i przeżyłem. Mocna rzecz – będzie o czym wnukom opowiadać.

Reklamy

3 Komentarze

  1. Jestem mile połechtana tym wpisem….., prawie orgazm.

  2. Canaris – dzięki wielkie w imieniu Kalasantego, którego postaramy się również połechtać, przekazując mu ten komentarz. Jest bezprecedensowy, a choć nasz Kolega nie jest maniakiem seksualnym, to coś takiego powinien przyjąć ze szczególnym u/od/czuciem 😉

    Pozdrowienia,

    Alti

  3. Cała przyjemność po mojej stronie, ale jeśli mogę rozwinąć swoją wypowiedź, to mnie najbardziej kręci : „starzy wracają za godzinę i najlepiej nie wyprowadzać ich z przekonania, że mają najspokojniejsze i najbardziej zdolne dziecko w całym powiecie”.
    Mocna rzecz, gratuluję talentu, dzięki któremu nie usycham odcięta od finezji i rozpusty umysłowej. Jeszcze raz wielkie dzięki dla Kalasantego.


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 417 246 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Sierpień 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Lip   Wrz »
     1
    2345678
    9101112131415
    16171819202122
    23242526272829
    3031  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.