Zaburzenie struktur, czyli przeprowadzka

Dziś nastąpił w mojej karierze więźnia znaczny przełom, dzięki któremu moje jestestwo zostało zupełnie niespodziewanie i dość gwałtownie wytrącone z błogostanu ruchu jednostajnego liniowego. Ponieważ wytrącenie to nie kojarzyło mi się ani z przyspieszeniem, ani z przyhamowaniem, zdecydowałem się określić je jako „uderzenie boczne”, o wektorze skierowanym prostopadle do kierunku ruchu, które oczywiście też skutkuje utratą status quo, powodując turbulencje o wysokim stopniu złożoności. Bałbym się nawet poprosić o konsultacje specjalistę z zakresu fizyki – wzór określający moje położenie, będące skutkiem tak chaotycznych oddziaływań, mógłby mnie przyprawić co najmniej o ból głowy swą skomplikowaną postacią, a i niekontrolowanych moczeń nocnych nie można byłoby w takiej sytuacji wykluczyć.

Już spieszę wyjaśnić, co mianowicie spowodowało u mnie tak zakręcone przemyślenia na temat nowego, i tak trudnego do zdefiniowania stanu: otóż przydarzyło mi się przeniesienie do innej celi. Sami przyznacie, że ciężko jednoznacznie określić wynikający z tego potencjalny brak stabilności, zważywszy totalną nieznajomość miejsca przeznaczenia i w konsekwencji – nowego środowiska. Po niezbyt skoordynowanym spakowaniu mandżura i innych przedmiotów osobistych, pożegnawszy się z dotychczasowymi współtowarzyszami, znalazłem się na korytarzu, sam na sam ze strażnikiem, który dopiero tam raczył mi objawić z właściwym funkcjonariuszom SW flegmatycznym poczuciem humoru, dokąd właściwie jestem przekwaterowywany. Dzięki Bogu chodziło o celę zaprzyjaźnionych kryminalistów, z którymi wychodziliśmy na spacery, wobec czego proces aklimatyzacji zapowiadał się gładko i bezboleśnie.

Pierwsze wrażenia z nowej celi, której wszakże nie miałem okazji wcześniej ujrzeć, dałyby się ująć jednym słowem – klaustrofobia. Z pomieszczenia 9 – osobowego trafiłem do 7 – osobowego, które jest o połowę węższe (zamiast dwóch okien jest jedno). Odrapane tak samo jak nasze, na podłodze zamiast parkietu rozłożono jakąś obrzydliwą wylewkę w kolorze ciemny burak, zaś kącik ulgi jest wielkości tych montowanych w samolotach obsługujących loty między krainą Pigmejów a resztą świata. Do mycia kończyn dolnych warto jest znać przynajmniej pozycję kwiatu lotosu, a i bardziej zaawansowane techniki joginów nie zawadzą – na przykład umiejętność zakładania jednej nogi na szyję. Niewątpliwą z drugiej strony zaletą nowego apartamentu jest brak plastikowej blendy w oknie. Mam więc widok na budynek administracji, siłownię, szpital, a na drugim planie majaczą gałęzie pysznie ubranego w liście tą letnią porą drzewa. Wygląda mi na kasztanowiec.

Powitanie wypadło kulturalnie, bez zbędnych ceregieli i konieczności przedstawiania danych osobowych oraz przestępczego dorobku, co jest zwyczajową praktyką w nowych, niekoniecznie wyłącznie kryminalnych środowiskach – może z tą różnicą, że na wolności nie chwalimy się zazwyczaj tak ochoczo dokonaniami z gatunku nielegalnych. Nowa cela posiada, a jakże telewizor (i to nawet kolorowy!), a jej mieszkańcy również, jak się okazało, lubują się w programach przyrodniczych. Od razu na wejściu popieścił me uszy urzekający i porażająco spokojny altobaryton Krysi Cz.; jedyną różnicą było to, że podczas gdy w mojej „starej” celi program traktował o lubiącym pokój i dobrze zorganizowanym społeczeństwie surykatek (przypominającym jako żywo zaprowadzony przez nas ład społeczny w dziewięcioosobowej komórce), to w nowej okazało się, że twórcy dokumentu przerzucili się na szympansy bonobo, które słyną z niepohamowanych chuci kopulując w rozmaitych konfiguracjach i w każdej sytuacji. Miałem więc na początku obawę czy ten symbolizm nie okaże się zbyt dosłowny.

Wkrótce po rozłożeniu bambetli okazało się, że pora na spacer, z którego zazwyczaj skwapliwie korzystam; ze względu na niesprzyjającą aurę (zacinający i raczej nietypowy już na tę porę roku deszcz), nikt z nowej celi poza mną nie zdecydował się na przechadzkę. Ku mojemu zaskoczeniu, do grona spacerowiczów nie dołączył żaden z moich nowych współtowarzyszy, wobec czego po raz pierwszy znalazłem się na spacerniaku sam ze swoimi myślami. Deszcz niespiesznie, acz dość obficie kapał, ja zaś człapałem sobie dokolutko w kapturze gwiżdżąc pod nosem „Deszczową Piosenkę”. Nawet pilnujący mnie klawisz uchylił okno dyżurki i wdał się ze mną z nudów w pogawędkę – biedaczysko nie miał nawet kogo spałować dla zabicia czasu. Pogwarzyliśmy sobie więc miło i uprzejmie o wojażach do Krainy Deszczowców, po czym wróciłem do odmierzania swoich codziennych, przydziałowych dwóch, w porywach do czterech, kilometrów. Dziwne, ale póki co – odpukać – spotykam wyłącznie osobników całkiem sympatycznych; mniej czy bardziej, ale jednak. Skoro porzekadło znane w niektórych kręgach głosi, że „każdy dobry uczynek zostanie kiedyś ukarany”, to moje przewiny muszą być praktycznie żadne, skoro życie kryminalne nie daje mi równowagi w dupę. To w takim razie po nagła cholerę ONI mnie tutaj trzymają?…

Dla informacji Czytelników: wszyscy osadzeni siedzą za niewinność.

———————————————————————–

Lista przebojów: w tym tygodniu pierwsze miejsce to „Co ja tutaj robię” Elektrycznych Gitar.

Reklamy

1 komentarz

  1. Przepraszamy Czytelników za opóźnienie odcinka z 05.07 – ale sama treść wyjaśnia, skąd się ono wzięło. Miłej lektury; ewentualne komentarze zamieszczajcie tutaj.

    Pozdrawiamy,

    Ziri & Alti


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 414,790 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Lipiec 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Czer   Sier »
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    262728293031  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.