Ubaw ze świeżaka, albo transfer Transylwanina

Kto powiedział, że przebywając w areszcie jesteśmy skazani na pesymizm, marazm, degrengoladę i w ogóle minorowe klimaty zabarwione zawsze modną czernią depresji? Pominąwszy już nachalnie oczywisty fakt, że skazani nie jesteśmy jeszcze w ogóle na nic, zaś w zamknięciu trzymają nas po to, byśmy nie rozsiewali zbrodniczych miazmatów w zdrowej tkance społecznej, nie próbowali wodzić na wolności stróżów prawa na manowce, niewinnych na pokuszenie, ani zdradziecko podgryzać filarów porządku publicznego, czymkolwiek są. Za to podatnik polski płaci miesięcznie około tysiąca złotych, a złoczyńcy nie mogą pracować, czy prowadzić interesów, które to zajęcia przysporzyłyby Skarbowi Państwa całkiem sporych zysków w rocznej skali gdyby około 1/5 przetrzymywanych puścić na tzw. „wolną stopę”, gdyż na tyle mniej więcej oceniam liczbę tych, których zamknięto przez nadgorliwość urzędników na wszelki wypadek, by nie rozsiewali, nie podgryzali itd. Zupełnie niegodnym uwagi marginesem jest jakieś 5 do 10 procent oskarżonych niewinnie, którzy po wyroku zaskarżą Polskę w Strasburgu, a wynikłe z tego odszkodowania pójdą w miliony, i to wcale nie złotówek. Ciekawi mnie jak rzeczywistość się miała przed wprowadzeniem osławionej już polityki „taniego państwa”. Śmiem twierdzić, że marnotrawstwo było pięciokrotnie większe, toteż władzom obecnym winniśmy dozgonną wdzięczność. Wdzięczny mogę być, czemu nie – wszak nic to nie kosztuje.

Ale niepotrzebnie zboczyłem w stronę felietonu zaangażowanego społecznie, zapominając, że konkurs na dziennikarzy – współpracowników poczytnych tygodników opinii odbywa się w zupełnie innym miejscu i formie. Już się poprawiam.

Otóż, rzeczywistość tutejsza dostarcza nam bodźców podobnych jak na wolności, mieszając czarne z jasnym w proporcjach również niespecjalnie odbiegających od znanej wszystkim „normalnym” codzienności – tu dużą rolę odgrywa nastawienie. Nawet byli więźniowie obozów w warunkach wojennych, których przeżyć nie śmiałbym porównywać z naszymi, po latach ograniczają się głównie do wspomnień, które należałoby nazwać pogodnymi, a nawet niekiedy wesołymi. Działa tu błogosławiony i znany psychologom mechanizm wyparcia. Dlaczego więc nie miałbym tu i teraz zbierać różnych co śmieszniejszych „kawałków” zwłaszcza, gdy same pchają się w ręce? Jedyny trud, który trzeba sobie zadać, to pochylić się by je zerwać.

Dzisiejszy dzień zaczął się pogodnie i pomyślnie od ładującej akumulatory niektórych z nas mszy, po której nastąpiła kąpiel (czyli dobra wiadomość dla więźniów, a zła dla wszy – cóż, ktoś musi stracić by zyskać mógł ktoś) i przedwczesna wypiska, czyli bachanalia (choć bez wina i bachantek, niestety) w wydaniu więziennym – no, może lepiej byłoby to nazwać Trymalchiami lub Lukulliami; znawcy kultury antycznej mają tu pole do popisu w dziedzinie onomastyki.

Następnie, zupełnie niespodziewanie opuścił nas mój wierny i długotrwały kompan, Rumun Mitu. Biedaczysko wzruszył się trochę przy rozstaniu, z czego wnoszę, że pewnie mnie po prostu lubił, a nie śledził. Ja ze swojej strony żałuję (poza utratą jego towarzystwa, które było bądź co bądź całkiem sympatyczne) okazji do poduczenia się włoskiego; nawet zacząłem rozpoznawać poszczególne słowa, a mianowicie: vino, procuratore, televisione, avvocato i Alfa Romeo. Ma się ten talent do języków.

Mitu zastąpił wymoczkowaty młodzieniec przypominający wyglądem zmutowanego głowonoga, który nie dość, że debiutował w roli aresztanta, to jeszcze sprawiał wrażenie, jakby nie miał wcześniej do czynienia z trudną sztuką myślenia, przy czym jego ociężałość umysłowa wydawała się wynikać bardziej z lenistwa do zajęć mentalnych niż z wady wrodzonej. Testu z czepkiem kąpielowym nie przeszedł, co już powinno nam nieco otworzyć oczy, po czym wprawił nas w podziw, dzwoniąc po strażnika tylko po to, by zażądać obcinaczki do paznokci, a następnie zastrzelił nas pytaniem, jak często miewamy przepustki na wolność. Po usłyszeniu tego ostatniego ręce nam opadły, popadliśmy w zadumę nad niezmierzonymi możliwościami ludzkiego umysłu, a Leszek nawet usiadł. Po otrząśnięciu się z szoku postanowiliśmy wysondować delikwenta nieco głębiej, więc ktoś mu zaproponował, by napisał do kantyny podanie o udzielenie kredytu, dzięki czemu będzie mógł nabyć papierosy, kawę, czekoladę i dobra wszelakie w ilościach hurtowych. Głowonóg przyjął do wiadomości, przetrawił, skinął głową i… zasiadł do pisania, co obserwowaliśmy z rosnącą grozą, gryząc z tłumionego śmiechu napięstki. Zanim jednak skończył, okazało się, że przydzielono go do niewłaściwej celi, więc chłopaka wyprowadzono razem z jego majdanem i pięknym umysłem, zanim zdążyliśmy się dowiedzieć jak ma na imię. Wrażenie pozostawił po sobie jednak niezapomniane.

Dla porządku warto odnotować, że stan celi i tak nam uzupełniono. Dołączył do nas ze szpitala Marek, którego oznaczyliśmy numerem 2, tak więc ilość mieszkańców nie uległa zmianie, ku uciesze klawiszów, którzy robią się nerwowi, gdy liczba aresztantów podlega niespodziewanym wahaniom. Kładę to na karb kłopotów z arytmetyką w podstawówce.

Na koniec dnia dla odreagowania natłoku przeżyć zablokowaliśmy w sztubackim odruchu Leszka w kiblu na jakąś minutę i mieliśmy małpi ubaw z jego bezsilnych jobów. I kto powiedział, że w więzieniu muszą siedzieć same smutasy?…

———————————————————————

W kwestii wyborów prezydenckich przyszła mi do głowy myśl: szkoda, że w areszcie nie ma agencji zakładów bukmacherskich. Obstawianie, że kandydat J.K. przegra w tutejszej komisji z kretesem, to stuprocentowy pewniak.

Reklamy

2 Komentarze

  1. Po przeczytaniu nowego wpisu miałam wrażenie, że kiedyś go już cztałam. I faktycznie, pojawił się on 10maja pod tytułem „Jak zostać samcem alfa, czyli siła vs inteligencja”, troche to dziwne… Po za tym blog bardzo interesujący, dobrze się czyta, wpadam tu co tydzień od kilku miesięcy 🙂

  2. Witamy serdecznie 🙂

    Fakt, nasza pomyłka. Czujność stałej czytelniczki warta każdych pieniędzy 🙂
    Okazało się, że pomyliliśmy odcinki.
    Alti przepisał kolejną, świeżą porcję zapisków, ale przez pomyłkę wysłał mi plik, który został, jak słusznie zauważyłaś opublikowany wcześniej – nasza wina, zgadza się.

    A jak widać w oby dwu przypadkach sprawa kręci się wokół Mitu.
    A co do tytułu, to Kalasanty pisze odcinki, za to my wymyślamy (pewnie raz z lepszym, raz gorszym powodzeniem) tytuły. Uznaliśmy to za lepszy pomysł niż stosowanie numeracji.

    Błąd jest już naprawiony, a wszystkim czytelnikom należą się za to przeprosiny – przepraszamy.

    Dzięki za czujność 🙂

    Ziri&Alti


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 414,791 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Czerwiec 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Maj   Lip »
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    282930  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.