Jak porusza się ciało okratowane, czyli prawa fizyki w puszce

Bez względu na to, w jak absurdalnym środowisku przychodzi nam losowo żyć i działać, to ludzkie umiejętności przystosowawcze potrafią imponować. Ba, imponują mi moje własne zdolności w tym zakresie, gdyż nie posądzałem siebie o to, że znalazłszy się w tutejszym ośrodku wczasów przymusowych, będę w stanie przeżyć bez tabletek uspokajających, kilogramów chusteczek higienicznych na łez rozpaczy otarcie i pampersów, które skutecznie zminimalizują problem moczenia nocnego. Zaś funkcjonowanie bez codziennej dawki złocistego nektaru chmielowego wydawało mi się abstrakcją, z która moja wyobraźnia za nic nie będzie w stanie sobie poradzić.

Życie pisze jednak scenariusze, w których jest miejsce na tak zaskakujące zjawiska jak niespodziewane wyczerpanie się butelki wspólnie osuszanego alkoholu (to zawsze jest niemiłym zaskoczeniem, jak zauważa Piotr Bałtroczyk), zniknięcie z parkingu twojego samochodu, czy zdrada ze strony partnerki życiowej. To ostatnie następuje rzecz jasna z najlepszym przyjacielem, by ta klęska dobiła cię dodatkowo kiczowatością scenariusza. „Why the fuck me?” – Dlaczego, kurwa, ja?! – krzyczysz w niebiosa, wygrażając bluźnierczo pięścią Najwyższemu dla lepszego efektu. „A dlaczego (piiip) nie?” – mógłby ci odkrzyknąć Stwórca, gdyby nie to, że ma zwyczaj spoglądać na świat przeważnie w milczeniu. Dla opamiętania może cię najść zbawienna co prawda w tej sytuacji, ale niepocieszająca jednak (gdyż fałszywa) w ogólnym rozrachunku myśl, że „umierają tylko inni”.

W miarę bezbolesna egzystencja w tutejszych warunkach daje się całkiem nieźle tłumaczyć przykładem ciała pozostającego w spoczynku lub poruszającego się ruchem jednostajnym prostoliniowym, które w obydwu tych stanach zachowuje się właściwie tak samo, co bez większego efektu próbował mi włożyć do głowy nauczyciel fizyki w podstawówce. Pamiętam swój ówczesny bunt przeciw takiemu postawieniu sprawy: jak to, przecież jak się rusza, to nie stoi, do jasnej Anielki! – dopóki kiedyś w pociągu jakiś mądry jegomość nie pokazał mi prostego doświadczenia z piłeczką pingpongową, podrzucając ją kilka razy do góry w jadącym wagonie, zaś piłeczka spadła jak gdyby nigdy nic z powrotem na dłoń eksperymentatora, zamiast z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę uciec gdzieś w tył. Ja zostałem, zastygły w niemym podziwie, zaś geniusz oddalił się w sobie tylko znanym kierunku, pozostawiając za sobą kilka smug dymu z fajki i jeszcze jednego wiernego wyznawcę. Przez długi czas wierzyłem, że był to duch Izaaka Newtona i od tamtego czasu nigdy już nie wątpiłem w grawitację ani w prawa dotyczące ciał w ruchu jednostajnym.

Skoro już więc uda się wpasować w nową i tak z początku niezrozumiałą rzeczywistość, to zaczynają cię dotyczyć prawa ciała poruszającego się… itd., według wcześniej opisanej teorii. Pociąg, w którym jedziesz, porusza się do przodu, zmierzając do stacji Sąd Rejonowy, gdzie albo się przesiądziesz do innego pojazdu, albo przy odrobinie szczęścia będziesz mógł wyjść na miasto, ale nie oznacza to, że w pociągu nie można oddawać się większości czynności wykonywanych przez nie-podróżnych. Można jeść, czytać, odwiedzać w razie potrzeby wygódkę, rozmawiać z współtowarzyszami podróży, nie zaprzątając sobie szczególnie głowy faktem, że przez jakiś czas nie będzie można wysiąść; ciało, na które oddziałują równoważące siły pozostaje niewzruszone w swym spokoju i tylko co bardziej nerwowi pasażerowie upatrują zagrożenia w pasących się na mijanych łąkach krowach, w burzy, przez którą akurat przejeżdżamy, czy w mijającym nas z przeciwka innym pociągu i zerkają co chwila trwożliwie na czerwoną rączkę hamulca awaryjnego.

Zgodnie z prawami fizyki, ciało takie może być wytrącone z równowagi i przez siły przyspieszenia i hamowania, co w sumie na jedno wychodzi, choć siły takie mają przeciwnie skierowane wektory. Następuje utrata equilibrium, czyli wytrącenie z względnego błogostanu i basta. Rolę hamulca pełnia tu złowrogo wyglądające listy z prokuratury i sądu, w których próżno by szukać krzepiących wieści, zaś przyspieszeniem bywają wizyty adwokata, który czasem, choć nie zawsze, przychodzi z wizytą, oznajmiając ci z rozjaśnioną twarzą, że właśnie wynalazł w mądrych księgach coś, co skutecznie zwiąże ręce prokuratorowi, a u sędziego wzbudzi przekonanie, żeś czysty jako dziewczę niewinne po kąpieli i papieżem cię nie wybrali tylko dlatego, żeś z wrodzonej skromności wolał ustąpić miejsca godniejszemu. Chwała prawnikom – choć ziarno prawdy musi tkwić w twierdzeniu, że zajmują się oni wyłącznie rozwiązywaniem problemów, które sami stworzyli.

Zaś co do rzeczonego przyspieszacza – to zbiegnięcie się w jednym dniu wizyt dwóch obrońców naraz (co mi się właśnie przytrafiło) powoduje u odwiedzanego stan radosnego stuporu i pogrąża go w zachwycie, otacza skrzydlatymi myślami i powoduje, że przez resztę dnia staje się towarzysko bezużyteczny, wgapiając się w jakiś zaciek na suficie z zachwytem cielęcia kontemplującego przysłowiowe malowane wrota. I proszę, oto jak radosne wieści stają się powodem utraty tak żmudnie wypracowanej równowagi ducha.

U mnie stan chwilowego skretynienia z radości trwał jakieś 1,5 dnia, z czego zdałem sobie sprawę po obliczeniu, że ominęły mnie 4 posiłki – całe szczęście, że fizjologia „w druga stronę” działała bez zarzutu. Jestem więc znów na powrót wśród żywych, a ciało me porusza się ruchem jednostajnym. A tak na marginesie – to którego dziś mamy?…

———————————————————————–

Dziś znalazłem niezauważone wcześniej przeze mnie graffiti na drzwiach jednej szafki: „Pierdol wszystko i się śmiej. Jutro wstaniesz, będzie mniej.” Nic dodać, nic ująć.

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 414,791 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Czerwiec 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Maj   Lip »
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    282930  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.