Jak człowiek zmienia więzienie, czyli consuetudo altera natura

W jednym z poprzednich epizodów rozważałem, jak człowiek po przejściach w warunkach okratowanych będzie funkcjonował w tak dla niego odmiennych (tym bardziej obcych, im dłuższa odsiadka) uwarunkowaniach wolnościowych; z właściwą mi lotnością umysłu pomyślałem więc, jakby wyglądało odwrócenie problemu? Innymi słowy, co czyni więźnia pełną gębą/przyzwoitego/wzorowego/niepotrzebne skreślić z osobnika hasającego sobie beztrosko po łące życia, że pozwolę sobie posłużyć się taką naprędce wymyśloną i w gruncie rzeczy płytką metaforą. Albo – w jakim stopniu rytuały wolnościowe i sposób bycia przekładają się na obyczaje i zachowania wewnątrz celi?

Cóż, generalnie wiadomo, że flejtuch pozostanie flejtuchem, śpioch (taki jak np. ja) będzie barłożył do 11:00, ale jak ma się odnaleźć w zamknięciu pijanica tak boleśnie odseparowany od butelczyny, maniak komputerowy bez myszy, smakosz zażerający się na śniadanie kawiorem i niesiadający do obiadu bez przystawki w postaci szynki parmeńskiej z melonem, albo – strach pomyśleć – seksoholik z zespołem Casanovy i priapizmem na dokładkę?… Że nie wspomnę już o policjantach – eksstróż prawa nie dość, że ma z zasady potężnie przerąbane u współwięźniów, to jeszcze musi tłumić wszelkie wykształtowane podczas służby odruchy, na czele z uczuciem niechęci do przestępców, a skończywszy na przemożnej ochocie pozamykania wszystkich przebywających z nim „na metrażu” w instytucji penitencjarnej. Taki to dopiero musi cierpieć od niespełnienia…

Tak czy inaczej, po przejściu na tę stronę krat zdarzają się metamorfozy osobowości u tych, którzy ulegają wątpliwemu, acz nieodpartemu czarowi pierdla, i zapuszczają się bezwstydnie – w depresji nie golą się tygodniami, na widok fryzjera spluwają z pogardą, a do kąpieli chodzą tylko dlatego, że jest to nie tylko nasze prawo, ale i obowiązek. Takiego towarzysza żegna się bez zbędnych ceregieli, współczucia i sentymentów, gdyż perspektywa dezynsekcji celi i dezynfekcji rzeczy osobistych nie cieszy się, dziwnym trafem, zbytnią popularnością wśród osadzonych.

Na drugim biegunie występują eleganci, którzy twardo trzymają się przyswojonych wcześniej zasad; tacy po myciu i goleniu wcierają w siebie kremy pielęgnacyjne, nie uznają mydeł poniżej (tu miejsce na reklamę) i codziennie robią przepierkę wszystkich ciuchów, nie tylko bielizny, używając wyłącznie firmowych proszków, i z pewnością urządzaliby codziennie prasowanie, gdyby w celi dostępne było żelazko (niestety takiej możliwości nie ma – jest to sprzęt niebezpieczny i wydzielany jednorazowo przed rozprawą, by delikwent miał przynajmniej odprasowany anzug) i stosował wodę po goleniu (tego rarytasu też nie uświadczysz, ponieważ zawiera alkohol – tak, jakby elegant nie marzył o niczym innym, niż łyku wody kolońskiej marki (miejsce na reklamę)).

Można w tym miejscu pokusić się o małe podsumowanie i stwierdzić, że dwie (skrajne w tym wypadku, gdyż występują odcienie pośrednie) postawy to pasywna i konfrontacyjna. Pasywny – bez względu na to, jaką ma faktycznie osobowość i upodobania – zaniedbuje higienę, posiłki pochłania niedbale i tylko siłą przyzwyczajenia nie wyłącza się z życia towarzyskiego, hibernując w sobie wszystko oprócz podstawowego metabolizmu. Osobiście bałbym się przyjąć taką postawę, bo w moim przypadku oznaczałoby to coś na kształt równi pochyłej. Ale bądźmy szczerzy – cóż mi osądzać przy tak krótkim stażu?… Może właśnie tacy pasywni wyjdą bardziej odporni na destrukcyjny wpływ wywierany przez pobyt w miejscu odosobnienia? Może zachowują całą energię na wyjście, kultywując i kumulując ją w sobie tak, by wybuchła z całą mocą na kształt wulkanu, dopiero na wolności?…

(Tak na marginesie: myślę, że nie warto rozpisywać się szczególnie na temat typu drugiego, będącego zaprzeczeniem pierwszego, choćby dlatego, że całkiem nieźle wpisuje się weń sam autor.)

Dla mnie w każdym razie – bez względu na to, jaką formę przetrwania ktoś przyjmuje, czy to pozornie zaniedbując siebie w zamknięciu, czy też ekstrawertyzmem próbując inwestować w swój rozwój, ważny jest efekt końcowy, czyli co wypełznie z kokonu, gdy Chwila Właściwa już nadejdzie. Tu i teraz nie za bardzo jestem w stanie sobie wyobrazić, by cała ta przydługa przygoda mnie złamała i spowodowała, że do końca życia będę unikał własnego cienia i konfrontacji ze światem. Czasami nawet świta mi myśl, że pobyt po tej stronie jest karą za to, czym byłem dotychczas, jakby ostrzeżeniem: „Wydawało ci się, że wiesz, jak zmarnować życie? Otóż wyobraź sobie, że istnieją nudniejsze formy egzystencji!”

Skoro więc nauczyłem się brać aż tyle z rzeczywistości więziennej, to z pewnością będę w stanie zaczerpnąć pełną garścią z tygla cudów i czarów oczekujących mnie na wolności. Raz skazany na odosobnienie, skazuję siebie niniejszym na niemarnowanie więcej życia. I w sumie mało mnie obchodzi to, że brzmi to egzaltowanie.

———————————————————————-

Wstyd może nieco przyznać, ale na listę przebojów wdarł się utwór „Niech żyje wolność” discopolowej grupy Boys. Trzeba jednak uczciwie odnotować, że piosenka ta jest niewątpliwym hitem w niektórych kręgach. A na listę wdarła się faktycznie przebojem, więc nie pozostaje mi nic innego, jak wciągnąć ją do rankingu.

Reklamy

Dodaj komentarz

Brak komentarzy.

Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s