Więzienny hardcore vs „proszę, dziękuję, przepraszam”

Chcecie klimatów mrożących krew w żyłach? Złaknieni jesteście opowieści, w których płynie krew jak u Tarantino, kości chrzęszczą jak w filmach z Brucem Lee, a trup pada gęsto jak w „Rambo”? Nie? A Może coś z ”Więźnia Brubakera” z domieszką „Ucieczki z Alcatraz” i „Papillona”? Tak? To mam dla Was wieści. Niestety, dobre nie są. Klimatów z wymienionych powyżej historii nie uświadczysz w tutejszym sanatorium – przynajmniej w „mojej” celi. Usatysfakcjonowani mogą być – i to nie stuprocentowo – czytelnicy Kafki, ale to temat na osobną opowieść.

Co prawda, gromadnie i zgodnie (choć nie wiem tak do końca dlaczego akurat tak zgodnie) podporządkowujemy się rytuałom wewnątrzcelowym i to nie tylko tym narzuconym nam odgórnie przez władze i regulamin aresztu, jak apele, ścielenie łóżek i inne koszaropodobne obowiązki, ale też tym utrwalonym przez tradycję i zbiorową mądrość poprzednich aresztantów – przez oznajmianie o udawaniu się za potrzebą i to wyłącznie wtedy, gdy nikt niczego nie spożywa, przez uważanie, by „nie mieszać” górnej i dolnej połowy ciała przy myciu i wycieraniu etc., etc., ale…

Ale krótko mówiąc, poziom tzw. kultury osobistej i tak przewyższa ten obecny na salonach niektórych partii politycznych (o co akurat nietrudno) i śmiało może się równać z formami obserwowanymi np. w przeciętnym biurze – nie mylić z urzędami. „Proszę”, „dziękuję” i „przepraszam” są na porządku dziennym, przed zaśnięciem zdarza się, że ktoś zawsze nieopatrznie wyskoczy z jakimś „dobranoc” (choć w grypserze obowiązuje pozdrowienie: „kolorek!”), co nieuchronnie powoduje mimowolny odzew, ja sam zaś przy każdej nadarzającej się okazji pozwalam sobie na tyle frywolny, co niewinny eksperyment: każdemu ze strażników otwierających przede mną drzwi, czy to przy wychodzeniu na spacer, czy przy innych, mniej częstych okazjach, mówię „dziękuję”, ozdabiając słowo uśmiechem (na wszelki wypadek nie obnażając zębów, by uniknąć nieporozumień). Adresaci moich uprzejmości przybierają taki wyraz twarzy, jakbym co najmniej kwestionował konduitę ich szacownych mamuś. Biedaczyska – szczególne to deformation professionelle…

Wracając do wieści z wnętrza celi: aby do końca pognębić miłośników hardcore’owych klimatów spieszę donieść, że dziewięciu samców stłoczonych na dwudziestu pięciu metrach kwadratowych nie warczy na siebie prawie nigdy, nie łamie kości, nie tnie żyletkami ani nie oddaje się żadnym innym, bardziej wyrafinowanym igrcom, ba! Nawet spory zdarzają się z częstotliwością nieodbiegającą od średniej krajowej, a formę mają… jakąś taką mało więzienną. Zdarzyło mi się co prawda spięcie z Andrzejem na tle politycznym, atmosfera już-już zaczynała gęstnieć, a we mnie zaczęło narastać radosne oczekiwanie, gdy w sprawę wdała się siła wyższa, czyli zbiorowa mądrość celi, dzięki czemu uradzono i przeforsowano rezolucję o zakazie prowadzenia politycznie zaangażowanych dyskursów. A mogło być tak pięknie…

Na szczęście w sprawę wmieszała się Opatrzność i zesłała spragnionym adrenaliny kryminalistom aferę, którą roztrząsamy już czwarty dzień, dziwiąc się, że w jej konsekwencji do celi nie wpadła brygada antyterrorystyczna z szablozębymi owczarkami niemieckimi bez uwięzi, albo od biedy jakiś pluton interwencyjny z pałami (takie wewnętrzne ZOMO zwane jest tu „atandą”), by uśmierzyć wzburzone nastroje. Otóż jednego wieczora, gdy rozdzielano kolację, której składnikiem był serek topiony – po ½ kostki na bandycką gębę – okazało się, że jedna ćwiartka sera WZIĘŁA I ZAGINĘŁA, tak po prostu. Na nic zdało się wywracanie materaców na lewą stronę i przesłuchiwanie podejrzanych przy pomocy tępej golarki i strumienia zimnej wody – inkryminowany kawałek nie odnalazł się do dziś.

Ustalono więc ostatecznie, że ser został bezczelnie podwędzony przez chciwych kalifaktorów. Niech drżą grubasy skubane, bo przy najbliższej kąpieli spuścimy im w korytarzu wpierdol, jak dwa a dwa cztery.

Ostatnią nadzieją na podrasowanie atmosfery, w tym wypadku na bunt, jest fakt, że problem braku fryzjera znów nabrzmiewa w naszym areszcie coraz bardziej (Janka wywieźli gdzieś w nieznane, podobno w Bieszczady), i coraz bardziej brodate i kudłate snują się po celach i korytarzach indywidua; jakiś nadgorliwy religijnie osobnik rzucił pomysł, że warto by było dać kapelanowi na mszę paczkę kawy i karton papierosów w intencji wymodlenia cyrulika, który zszedł na złą drogę. W celi zaczynamy powoli urabiać Mariusza, by jął się nożyc i maszynki gwoli ulżenia wszystkim cierpiącym na nadmiar włosia. Mariusz przyznał się kiedyś nieopatrznie, że raz ze szwagrem ostrzygli po pijanemu pudla sąsiadów, z czego należy wnosić, że niejakie zdolności w tym kierunku posiada. Na razie Mariusz się jeszcze waha, lecz sądzę, że brak papierosów szybko skłoni go do zabrania się za robotę. Obecnie w celi trwają gorączkowe poszukiwania ochotnika, który by podłożył głowę pod Mariuszowe ostrze. Szczęściarz – sam łysy, to nie będzie się nawet jak na nim zemścić.

——————————————————————————————-

Udało mi się dowiedzieć, co mówią kobiety w żeńskiej części aresztu, idąc za potrzebą do kącika: „na strumyczek” lub „na kamyczek”. Jak poezja, to poezja.

Reklamy

5 Komentarzy

  1. Witam
    Dzieki za kolejny kawałek bardzo fajny. Czyta się doskonale. I jak wcześniej twierdziłam działa na mnie uspokająco. Okazuję się że wszędzie człowiek może dac sobie radę. Mój syn ma się dobrze a ja już tak nie płaczę jak kiedyś. Widac czas wszystko zabliźnia. Pozdrowienia dla Kalasantego.

  2. Dziękujemy za kolejny wpis.

    Nie przesadzę, jeśli napiszę, iż jesteśmy bardzo szczęśliwi, że historie spisywane przez Kalasantego mogą przynieść ulgę.

    Wiem, że emocje trzeba odreagować, jednak dobrze, że łez jest coraz mniej.
    Proszę się trzymać ciepło,

    pozdrawiamy gorąco 🙂

  3. DZiękuję życzę wszystkiego naj

  4. ale kicha co to kurwa za bzdury pisze ten złodziej

  5. Jakie bzdury ziomal, i w któtym miejscu?!? Wszyskto jak żywe, i na dodatek opisane pięknym, dowcipnym, żywym i inteligentnym językiem.
    Ceny trochę wygórowane, ale nie znam krakowskich AŚ. W Gdańsku lub Malborku za wagon szlugów i kawiurę to całą celę fryzjer strzygł 🙂


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 414,791 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Kwiecień 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Mar   Maj »
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    2627282930  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.