Prison TV, czyli okno na świat

Skąd się biorą telewizory? Niby każdy głupi wie: jest fabryka z taśmą, gdzie ludzie i roboty składają żmudnie do kupy płytki z układami scalonymi, montują kineskopy i obudowy, a następnie pakują gotowe produkty do kartonów, które rozwożone są do sklepów. Aha, i naturalnie nie zapominajmy o tym, że bez względu na to, gdzie znajduje się fabryka, części składowe i tak produkuje się w Chinach z najbliższymi przyległościami.

No dobrze, ale skąd biorą się telewizory w więzieniach? Jak to jest, że wchodzisz do celi, a tam – proszę bardzo – w kącie stoi skrzynka z obrazem z dźwiękiem, zdarzało mi się w reportażach widywać wnętrza cel, gdzie zawsze jaśniał centralnym punktem odbiornik TV, więc logicznym wydawało mi się, że telewizor jest po prostu na wyposażeniu, podobnie jak np. lodówka (Lodówka?! Jeszcze czego! Lodówkę mamy na parapecie, w zimie. W lecie nieczynna). Jakże srogi był więc mój zawód, gdy po zameldowaniu się na przejściówce oczy me żadnego odbiornika nie ujrzały. Sprawa wyjaśniła się szybko, gdy już nabrałem odpowiedniej dozy śmiałości, by o cokolwiek zapytać, wtedy pytanie o to, skąd się biorą telewizory wydawało mi się już na tyle bezpieczne, by nie narazić na szwank całości mojego uzębienia, słusznie zresztą.

Otóż: telewizory są prywatną własnością więźniów, spieszę powiadomić pałających żądzą tej wiedzy czytelników. Aby jednak magiczna skrzynka mogła znaleźć się w celi, należy zwrócić się z pisemną prośbą do władzy najwyższej, czyli dyrektora, o zezwolenie na posiadanie takiego sprzętu (o dziwo, przyznawane jest ono bez problemowo w ciągu maksymalnie dwóch dni), które materializuje się następnie w postaci talonu, który z kolei należy przekazać dawcy odbiornika. Z tym ostatnim zaczynają się schody, bo taki talon należy przesłać listem, a te docierają do bliskich tak prędko, jak zdecyduje w swej wszechmocy miłościwie prowadzący twoją sprawę prokurator, po odpowiednim ocenzurowaniu korespondencji, co trwa przeciętnie od dwóch do czterech tygodni lub więcej – w końcu dlaczego wyrzutki społeczeństwa miałyby cieszyć się całymi sześcioma kanałami telewizji?… Alternatywą jest prośba o przekazanie talonu „na bramę”, czyli do wartowni, gdzie telewizory od twoich bliskich co prawda przyjmą bez szemrania, ale dawca musi przede wszystkim wiedzieć, że usychasz za kratą bez transmisji. A wtedy znów trzeba wysłać list. Szczegóły procedury pocztowej: patrz wyżej pod hasłem „prokurator”.

Gdy już upragniony gadżet po jakimś miesiącu oczekiwania znajdzie się na terenie aresztu, musi przejść procedury weryfikacji, która trwa raptem jeden krótki dzień: urządzenie jest rozkładane na części, w celu sprawdzenia, czy nie ma w nim elementów wrogich i zakazanych (ich lista jest spora), następnie się je plombuje (by ktoś wspomnianych już elementów nie próbował w nim z kolei zamontować – zerwanie plomby powoduje oczywiście konfiskatę odbiornika), na godzinę udostępnia pilota, by można było ustawić kanały, po czym pilot wędruje do depozytu. To ostatnie po to, by aresztanci nie mieli dostępu do teletekstu – z wolności mogą przecież przechodzić nielegalne komunikaty, a nawet – o zgrozo! – pozdrowienia, które z pewnością mogą się przyczynić do zachwiania wymiarem sprawiedliwości, a pewnie i stanowią zagrożenie dla całego porządku prawnego Rzeczpospolitej Trzy i Pół, względnie Trzy i Trzy Czwarte. Polityka całkiem zlasowała mi mózg, uprasza się o wyrozumiałość.

Całość tej jakże fascynującej procedury została mi opowiedziana przez współosadzonych po zadaniu przeze mnie prostego, a nawet niewinnego pytania: „skąd się biorą telewizory?”, bo po wejściu do celi macierzystej dane mi było zaobserwować, że rzeczonym sprzętem cela pochwalić się jak najbardziej może, wobec czego nie byłem świadkiem długotrwałych podchodów mających na celu podłączenie do sieci TV. Nie pamiętam, by kiedykolwiek wcześniej takie względnie zwięzłe zapytanie spowodowało otwarcie tak szerokiego strumienia informacji.

Doświadczenie z telewizją było zresztą pouczające: dowiedziałem się mianowicie, że w przerwach miedzy reklamami transmituje się filmy, programy rozrywkowe, przyrodnicze, talk-showy, seriale, wiadomości oraz – wciąż, dzięki Bogu – dobranocki, które udało mi się ze dwa razy ze szczególnym sentymentem obejrzeć. Już wiem, że w „Klanie” nie występuje rodzina Złotopolskich, Pudzianowski nie startuje w Formule 1, a „Faktów” nie prowadzi Krzysztof Ibisz – walor poznawczy jest więc w tym wypadku niezaprzeczalny.

Co prawda zdaje mi się, że już o tym wspominałem, ale tematyka pozycji poza wiadomościami ma wybitnie jurystyczne odchylenie: „Malanowski i partnerzy”, „W-11”, „Sędzia Anna Maria W.”, „Detektywi”, „Sąd rodzinny”, w serialach coraz więcej policjantów, hity filmowe to najczęściej thrillery kryminalne, w „Kocham Cię, Polsko” pojawiają się pytania na temat kryteriów wykroczeń drogowych, a wiadomości sportowe zaczynają się od newsa o wykrytym dopingu, aresztowaniu kolejnego członka bandy skorumpowanych sędziów piłki kopanej, względnie dowolnego innego sędziego dyscypliny losowo wybranej. Zresztą – może się czepiam, a może zaczyna działać zboczenie zawodowe.

Czy warto się więc trudzić dla zdobycia odbiornika telewizyjnego? Można przecież napisać prośbę o zezwolenie na grę typu „Eurobusiness” (2 dni) i czekać, aż przyjdzie nasza kolej na zakupy w kantynie (3 razy w miesiącu). I prościej, i krócej – a ile oszczędza nerwów.

————————————————————

Dziś zostaliśmy nawiedzeni przez pana Dyrektora we własnej osobie. Bóstwo okazało się małym, fertycznym człowieczkiem, który wymruczał kilka słów powitania, wymamrotał kilka komentarzy, po czym opuścił celę wraz ze swoją świtą. Przechodzę na katolicyzm.

Reklamy

5 Komentarzy

  1. Alti coś zaczynasz zciemniać, mianowicie parterowego pawilonu na Monte nie ma a Dyrektor o podanych parametrach wzrostowo-charakterologicznych od conajmniej 2 lat nie pracuje.

  2. Witaj,
    Witaj, Ktosiu,

    Za Kalasantego wypowiadać się nie mogę; dla mnie też ujęcie „skrzydło parterowe” zgrzyta, bo każdy Krakus może zobaczyć, że Monte to bodaj 4 piętra. Ale wiem, że na parterze jest zakwaterowany – i stąd pewnie lapsus.

    O dyrektorach nic mi nie wiadomo, bo i skąd? Natomiast Kalasanty spory facet, więc większość ludzi jest od niego mniejsza, i być może stąd taka licentia poetica 🙂

    Pozdrawiam,

    Alti

  3. Ktosiu, czy tam kim jesteś… Czy to jest takie ważne? Czy ktoś tym ludziom powiedział, że im słono zapłaci, jeśli wszyscy uwierzą? Wrzuć na luz…. To tylko blog.
    Nie dokument historyczny.

  4. Hej ho, przyjaciele, gdzie nowa notka?
    Czyżby się coś pochrzaniło?

  5. Cierpliwości 🙂

    Nie zawsze się udaje – ale najpóźniej jutro powinna być 🙂

    Pzdr,

    Alti


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 414,790 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Kwiecień 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Mar   Maj »
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    2627282930  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.