Drugi obieg, czyli produkcja w Szuflandii

Jak słusznie podejrzewałem, i zgodnie z wiedzą nabytą przy oglądaniu filmów oraz słuchaniu/czytaniu innych opowieści o wiadomej tematyce, w więzieniu funkcjonuje całkiem sprawnie „drugi obieg”. Chochlik przewrotności i buntu wobec zniewolenia i regulaminowych wędzideł nakładanych na człowieka w praktycznie wszystkich środowiskach rządzących się zestawami odgórnie narzuconych reguł, prawie zawsze uruchamia u uczestników takich zorganizowanych struktur potrzebę „obejścia” przepisowych zapór i załatwienia sobie (prawie) wszystkiego tego, czego pozbawiają ich nadzorcy porządku. Proces zaczyna się na koloniach letnich i zimowych, gdy nastoletni, kipiący od testosteronu i innych żądz młodzieńcy kombinują jak uśpić czujność opiekunów i przedostać się do pokojów zajmowanych przez dziewczęta, w życiu dojrzalszym niejeden kombinuje, gdzie utknąć alkohol i prezerwatywy tak, by nie znalazł ich proboszcz czuwający nad moralną czystością owieczek, które prowadzi na pielgrzymkę, zaś w pracy iluż z nas instaluje sobie w komputerze, zakazane przez pracodawcę gry (choćby i niewinnego pasjansa), czy komunikatory typu GG? Kto jest bez grzechu, niech podniesie rękę.

Tak więc tu też, poza fasadową egzystencją, na którą składa się odsiadka przeplatana posiłkami i nielicznymi wyjściami poza celę, gdzie twoje prawa ograniczone są do minimum mniejszego niż niezbędne, istnieje równoległy świat. Świat, w którym funkcjonuje poczta przesyłana co 3 dni zamiast zwyczajowych tu 2 tygodni – wystarczy znać więźnia funkcyjnego, który ma dostęp do przesyłek wolnościowych, pełniąc na co dzień funkcję sprzątacza lub łaziebnego, podesłać mu paczkę szlugów, czy tabliczkę czekolady, i list tajemną mocą dociera do adresata z pominięciem prokuratorskiej cenzury. Przy odpowiednich znajomościach można załatwić alkohol – był nawet jeden strażnik, który za sowitą opłatą podrzucał osadzonym do cel spirytus marki „Royal” w plastikowych butelkach z surowym przykazaniem niszczenia opakowań po konsumpcji, wietrzenia cel, by nie wykryto śladów libacji. Niestety, jakiś gamoń nie zachował należnej ostrożności, cała sprawa się rypnęła, strażnika przeniesiono karnie do pilnowania spacerniaków, a osadzeni płaczą teraz bezalkoholowymi łzami, wspominając czasy dawnej świetności. Nieszczęsny zaś klawisz musiał zmienić volkswagena na malucha, nie dokończył budowy domu, wyłysiał w pół roku ze zgryzot, a na dokładkę ożenił się z kobietą dwukrotnie przewyższającą go rozmiarami. No i pokarało chłopa za dobre uczynki…

Z kolei szlaku narkotykowego nie udało mi się ustalić, choć chodzą pogłoski, że od czasu do czasu w wyjątkowo uprzywilejowanych celach (czyli w takich, gdzie przebywają więźniowie z elity, z potężnymi „plecami” i grubą kiesą) dostępne bywają takie używki, jak – strach pomyśleć – marihuana i kokaina, skutecznie umilające niektórym monotonię życia za kratami. To – póki co – szczególnie utajniona przed takimi jak ja profanami sfera drugiego obiegu; dopuszczanie do takiego spisku jest najpewniej obwarowane straszliwymi przysięgami, ofiarą całopalną z czarnego kota, składaną przy nowiu o północy i uwarunkowane dodatkowo obcięciem małego palca, albo przynajmniej paznokcia. W bardziej realistycznej wersji light: przypuszczam, że by stać się członkiem takiego sprzysiężenia, trzeba mieć za sobą minimum trzyletni staż w odosobnieniu. Szczerzę mówiąc – nie tęsknię.

Poza tym, że drugi obieg dóbr niedostępnych dla zwykłych zjadaczy więziennego chleba istnieje ponad wszelką wątpliwość (prócz wolnościowych listów i wykonywanych w ich imieniu telefonów, wybrańcy – czyli ci z kasą i dojściami – mogą wejść w posiadanie artykułów nieosiągalnych w kantynie, jak niektóre elementy odzieży czy ponadnormatywne książki), to podejrzewam, że miejscem gdzie jeszcze działają krasnoludki, gnomy i zorganizowane watahy szczurów o ilorazie IQ przekraczającym ludzki są właśnie więzienia. W nocy słychać szumy w rurach, jak gdyby ktoś urządzał sobie długotrwałe prysznice, dochodzą odgłosy tajemniczych pomp, a niektórzy przysięgają, że od czasu do czasu dociera do odpowiednio wprawionego ucha tupot szybkich, małych nóżek. Już widzę oczyma wyobraźni Szuflandię, gdzie istoty z innego wymiaru produkują luksusowe dobra, a świstak naturalnie zawija je w sreberka. O dalszym ewentualnym postępie obłędu autor będzie informował Czytelników na bieżąco.

I tak trwa niekończąca się zabawa mająca na celu udowodnienie, kto kogo przechytrzy, tak zresztą ulubiona przez wszystkich graczy w wieku od 10 do 90 lat. Ale cóż innego mogą robić dla rozrywki zblazowani miłośnicy sportów ekstremalnych zamknięci w przestrzenie 8 x 3 metry? Skoków na bungee uprawiać się nie da, i to nie tylko dlatego, że siedzimy w skrzydle parterowym.

———————————————————————–

Strażnicy podczas roznoszenia obiadu skwapliwie chłoną informacje o tym, jak daleko poleciał Małysz, lub ile właśnie reprezentacja przegrała w piłkę nożną. A wystarczyło się dać zamknąć, zamiast wybierać karierę w Służbie Więziennej…

Reklamy

6 Komentarzy

  1. Czytam czytam, i przeczytałem.
    Szczerze powiedziawszy, niewiele obchodzi mnie kwestia, czy rzeczony Kalasanty rzeczywiście znajduje się na Monte (które to miejsce mijam nota bene jadąc tramwajem niemal codziennie), czy cały blog jest wymysłem – dla mnie nie ma to najmniejszego znaczenia, ponieważ nie wiem, o co chodzi w pudle, nie wiem, kto jest pętką, a kto wielkim bossem więziennym.

    Pomijając te rozważania – jestem pełen podziwu dla talentu autora tekstów, a ludzie walący tu jakimiś zarzutami nt. nieprawdziwości danych i wypowiadający się przy użyciu grypsery są dla mnie bardzo egzotycznym elementem.

    Rzecz mi się podoba – zarówno ze strony literackiej, jak i samego pomysłu ogarnięcia swojego mózgu poprzez pisanie takich notatek, aby uniknąć szaleństwa! I tutaj bez kadzenia – ja naprawdę myślę, że można by to wydać! Rzecz czyta się świetnie i myślę, że doskonale by się sprzedała.

    Pozdrawiam – koleżka z Krakowa (nie więzień).

  2. He, Szuflandia – pomysl pycha :-)))

    Brawo za odcinek i za calosc bloga; czytamy co tydzien w kilkuosobowym gronie na emuigracji w kraju tuilapnow; nie zawsze sie wszystko kazdemu podoba, ale calosc nie ma chyba sobie rownej w sieci. Tak 3mac!

    A gdzie komentarze „jasia po fachu”? Takie trole nie odpuszczaja – chyba ze go fakycznie zbanowaliscie.

    Pozdro!

    • Zbanowali go na IP. Co za kretyn, zmienił nick i zmienił trochę front. Zabawne.

  3. Ostateczne rozwiązanie „kwestii jasiowej”:

    Jasio, vel „po fachu”, vel „Jan”, próbował nadal bruździć, ubliżać, rzucać się jak pchła na łańcuchu i walić kloca na dywan, skomląc o gwałcie na wolności słowa – a wystarczyło przeczytać objaśnienie zawarte w części: „Dla czytających/odwiedzających tytułem objaśnienia”.

    Jak słusznie przewidziałem – NIE DOTARŁO (mój post z 25 marca 2010, o g. 21:27). Nie dotarło mianowicie to, że jeśli mówi się komuś, ze nie jest tu mile widziany, to znaczy, że drzwi są dla takiego kogoś ZAMKNIĘTE. A jeśli ktoś taki nadal próbuje pięścią w nie walić, i krzyczeć na ulicy, że mu się krzywda dzieje, bo on tak strasznie chce wejść do środka i naubliżać zebranym – to w połączeniu z poziomem wypowiedzi takiego osobnika nieuchronnie nasuwa się konkluzja:

    Osobnik ów jest IDIOTĄ, w dodatku niewychowanym.

    A więc:

    Drogi Idioto Jasiu!

    NIE ZOSTANIESZ TU WPUSZCZONY (czyli: Twoje wypowiedzi NIE BĘDĄ publikowane), choćbyś w się w tym celu z rozpaczy sfajdał i fekaliów własnych najadł.

    Ale…

    Skoro już jesteś, jak wykazano, idiotą, bądź chociaż idiotą pożytecznym. Gdy będziesz bluzgać i się wyżalać na innych forach, koniecznie podawaj adres:

    https://kalasantypasiak.wordpress.com

    …żeby nabić nam statystyki.

    Pozdrawiamy!

    Krąg Wzajemnej Adoracji Eks-Strażnika Więziennego Zygi

  4. Alti, a skąd ten podpis? Za przeproszeniem , nie podpisałabym sie nigdy nazwiskiem kogos, kto do mnie nie przemawia nijak. A u Was dla odmiany- podpis: „Krąg Wzajemnej Adoracji Eks-Strażnika Więziennego Zygi”. I nie mów mi, że ironia….
    Sami napędzacie wodospad…..

  5. Droga Pat,

    Każdy stosuje taki styl, jaki lubi.

    Ale żeby nie było wątpliwości:

    Powyższy podpis to IRONIA. W dodatku AUTOironia, w pewnym sensie (w razie niejasności służę dodatkowymi objaśnieniami).

    Co do „napędzania wodospadu” – niech mówią, jak chcą, byle mówili. Złota zasada marketingu. Dlatego liczę na Idiotę Jasia. Który, nawiasem mówiąc, nadal jeszcze próbuje srać żarem, tyle, że wydaje mu się, że komentarze NAJPIERW się pojawiają, a dopiero POTEM je kasujemy (a kasujemy przed ich wystąpieniem); czym mnie ubawił serdecznie. Ja wiem, że śmiać się z kaleki to nieładnie trochę, ale mnie to jakoś przewyższa, a i gruboskórności pewnej też już nabrałem jako admin tutejszy.

    Pozdrowienia,

    Alti


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 417 246 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Marzec 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Lu   Kwi »
    1234567
    891011121314
    15161718192021
    22232425262728
    293031  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.