Wypiska, czyli szaleństwo konsumpcji w kratkę

Wracam myślą jeszcze do wrażeń, jakie staja się udziałem kogoś, kto pierwszy raz przekracza próg celi – to naturalne w obliczu ostatnich rotacji personalnych, które wniosły nam 3 nowych towarzyszy. Automatycznie budzi się refleksja, jak oni widzą to wnętrze, które nam już spowszedniało. Nie wiem, jak to działa u innych, ale ja sam zauważyłem, że te same miejsca postrzegam nieco inaczej, gdy już zdążę się do nich przyzwyczaić, a inaczej, gdy przybywam do nich, nie odwiedziwszy ich nigdy wcześniej. A więc – jak to funkcjonuje u tych „nowych”?…

Cóż – wchodzący do celi nieuchronnie doświadcza lekkiej drżączki, szczególnie jak jest to jego debiut w roli aresztanta. Największą moim zdaniem traumę przeżywa kasjer lub księgowy z Banku Rolniczego w Biłgoraju, który przelał ukradkiem wirtualne pieniądze na swoje konto, by sfinansować zięciowi wesele. Człeczyna taki jest zazwyczaj mocno otyły od wiecznego ślęczenia przed komputerem, na nosie ma okulary o mocy +6, jest w wieku około 50 lat i nigdy nie zaznał dawki prawdziwej adrenaliny, prując komuś żyletką podszewkę marynarki i zacierając następnie ślady w tłumie. Wchodząc do celi drży jak osika i nie należy się mu dziwić – a nuż trafi na towarzystwo zatrzymane za napady z pobiciem i inne brutalne sprawki, co automatycznie czyni z nich potencjalnych agresorów w stosunku niezaprawionego w więziennej rzeczywistości pechowca.

Sam odczucia miałem ambiwalentne – na wejściu zobaczyłem 8 zbójeckich (bo wszak nie anielskich) gąb, po czym podjąłem wysiłek zapanowania nad głosem i kolanami, o dziwo wcale udany. Po jakimś czasie uderzył mnie swoisty fenomen: gdyby tak zrobić nam zbiorowe, nieupozowane zdjęcie i pokazać je osobie postronnej, to co wrażliwsze dziewice i staruszki dostałyby na sam widok migotania przedsionków, a te ze swobodniejszym podejściem do życia mogłyby poczuć przyjemne mrowienie tu i ówdzie. A zwłaszcza ówdzie.

Zaś z drugiej strony wystarczyłoby nas z kolei sfotografować na plaży grających w siatkówkę, w knajpie na wesołej imprezie, czy przy ognisku – i voilà, obserwator otrzymuje zdjęcie sympatycznej grupy wesołych i dobrotliwych kompanów. Kłania się genialna scena z „Lotu nad kukułczym gniazdem”, gdzie podczas wyprawy na ryby grupa pensjonariuszy wariatkowa, przedstawiana przez Mc Murph’ego jako lekarze tego zakładu, nabiera nagle dostojności i powagi naukowców. Daje do myślenia.

Dziś gęby chłopaków – bandyckie mniej, czy bardziej, ale już opatrzone, więc „swoje” – pogodne są ponadnormatywnie, bo nadszedł wyglądany z dawna dzień zakupów w kantynie, zwany tu „wypiską”. Mechanizm działania wypisek postaram się bardziej szczegółowo objaśnić poniżej.

Rytm życia osadzonych wyznaczają przeróżne cezury czasowe: posiłki, apele, spacery, czy też w dłuższym ujęciu odcinki ulubionego serialu, wizyty adwokata, odwiedziny u lekarza lub widzenia. Wypiski jednak wydają się mieć największe znaczenie, jako swoiste kamienie milowe więziennego kalendarza.

W takich dniach strażnik oddziałowy wręcza ci pasek papieru, na którym wypisana jest suma środków pozostających na koncie aresztanta. Są to oczywiście pieniądze, które miałeś przy sobie w momencie zatrzymania lub te, które ktoś litościwy z zewnątrz był uprzejmy ci na rzeczone konto wpłacić. Gdyś spłukany, to jesteś skazany na egzystencję taką samą, jak bez gotówki na wolności. Możesz co prawda próbować uczyć towarzyszy niedoli chemii kwantowej, tańca lub szydełkowania, licząc na zapłatę w papierosach, które następnie będziesz mógł wymienić na inne towary, ale twoja podaż musi spotkać się z odpowiednim popytem, a z tym bywa różnie.

Dni tuż przed wypiską mogą być nerwowe, ponieważ wszystkim zaczyna się nagle wszystko kończyć, począwszy od gazu w zapalniczkach, a na pestkach słonecznikowych skończywszy. Wypiska często-gęsto spóźnia się o dzień lub dwa, gdyż strażnicy nie są w stanie ogarnąć tak gigantycznego logistycznie przedsięwzięcia. U nas też spowodowało to tarcia: o to, że jeden ma za długą brodę, drugiemu zawieruszyła się w pościeli cudza zapalniczka, łysiny rażą po oczach, ktoś położył krzywo mydło, a zupa była za słona. Jednakże zamiast ogólnego radosnego mordobicia nastąpiło rozprężenie zakończone gromadną śmiechawą, bo ktoś obrócił sprawę w żart, uświadamiając nam jakże trafnie absurdalność całej sytuacji. Chwała mu za to!

Po wypisce zaś następuje totalne szaleństwo konsumpcyjne, gdy wraca się z kantyny ze śpiewem na ustach, z torbami wyładowanymi po brzegi wszelkim dobrem. Na stole pojawiają się odpowiedniki kawioru, szampana i truskawek, czyli czekolady, pasztety, smalec i Coca-cola, wszyscy poklepując się po plecach, częstują wszystkich; nowoprzybyły aresztant, Krzysiek, założył dla jaj na tę okazję garnitur, którego jeszcze mu nie zabrali do magazynu i w którym chce wystąpić przed sądem, a z prawdziwym Marlboro w ustach wyglądałby jak Schwarzenegger na balu dobroczynnym z cygarem Cohiba, gdyby nie to, że jest jednak trochę mniejszy. Krzysiek, znaczy. Choć i papieros też.

Po kilku dniach wszystko wraca do normy i czeka się na dzień kolejnych zakupów. Kalendarz wypiskowy jest nietypowy, bo o cyklu 10-dniowym, ale jest dobry jak każdy inny.

——————————————————————–

Jutro znów idziemy z wychowawcą zagrać w ping-ponga. Nie przypuszczałem, że na widok celuloidowej piłeczki będę cieszył się jak dziecko.

Reklamy

5 Komentarzy

  1. Duzo zdrowka dla Kalasantego, na taki poztywny ‚odcinek’ czekalam:)

  2. Słyszałem, że jak się idzie do paki to trzeba określić czy idzie się do grypsujących czy niegrypsujących. Ciekawi mnie co wybrał Kalasanty. Czy jeśli wybierze się niegrypsujących to automatycznie zostaje się „nie-człowiekiem”?

  3. Czytales chyba M.Kaminskiego ‚Gry wiezienne:)’ hehe

  4. Heh..wypiska…. szkoda że to co się wpłaca na konto idzie w połowie na żelazną….że niby się przyda później, ale co obecnie? osadzony ma jeść wynalazki serwowane w aś ? jak kiełbasa na śniadanie z wody to i na obiad kiełbasa tyle że „pieczona’ a na kolację to co zostało po tej kiełbasie z całego dnia.. tragedia…nie wyobrażam sobie takiego życia…(o którym niestety słyszę co 2 tygodnie)……

  5. No nie do końca idzie połowa na żelazną. Zabierają połowę, owszem, ale nie więcej jak 4% średniej krajowej, czyli w tej chwili 121 zł.

    Tylko, że nie każdego stać na wpłacanie większych kwot 😦


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 417 246 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Luty 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Sty   Mar »
    1234567
    891011121314
    15161718192021
    22232425262728
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.