Oko w oko z mordercą, czyli rozprawa cywilna

Pismo urzędowe, otrzymane kilka dni temu, oznajmiło mi, że w pierwszej połowie lutego wzywają mnie na rozprawę cywilną, z dopiskiem „stawiennictwo obowiązkowe”, który – nie ukrywam wzbudził we mnie refleksję, co mianowicie grozi za niestawiennictwo. Wypada mieć nadzieję, że nie areszt.

Rozprawę cywilną najlepiej jest naturalnie wytoczyć osobie, która przebywa w danej chwili w areszcie lub więzieniu. O podział majątku, na przykład. O rozwód. O eksmisję. O pozbawienie, lub ograniczenie praw rodzicielskich. Bez obaw – osadzony nie będzie się bronił zbyt skutecznie (bo skąd miałby wziąć pieniądze na adwokata?), ani przeciwdziałał; w końcu po to cię osadzają, byś możliwości działania miał ograniczone praktycznie do zera. No, ale cóż – nikt mi nigdy nie obiecywał, że życie to bukiecik fiołków.

Zaletą tego, że wywożą cię na rozprawę jest to, że można przez kilka krótkich chwil obejrzeć niebo bez kraciastego wzorku, zaś przewożeni w ten sposób masochiści dodatkowo pojękują z lubością, gdy poczują na przegubach wytęskniony ucisk kajdanek. Najpierw transportowanych ładują do furgonu (zwanego tu „kabaryną”), z kierowcą, a jakże, i wiozą do obróbki na miejsce, gdzie oczekują ludzie w niebieskich mundurach i togach z frędzelkami w różnych kolorach pod szyją. Zanim jednak staniesz przed obliczem Temidy, lądujesz w okratowanej poczekalni, czyli w sieczkarniku sądowym, gdzie możesz się do woli wynudzić, poczytać (o ile masz co), wysikać, zjeść (o ile przygotowałeś sobie wcześniej kanapki), zapalić i ewentualnie porozmawiać z tymi, których los rzucił w to samo miejsce. Zazwyczaj są to osobnicy stający do spraw karnych, po których pada – lub nie – wyrok determinujący ich przyszłość na kilka (zazwyczaj) najbliższych lat. Jednym z moich towarzyszy okazał się dość rozmowny dżentelmen w wieku 40+ lat, o skądś mi znajomym nazwisku Kaczyński (mam nadzieję, że mi wybaczy tę drobną niedyskrecję), któremu zasugerowałem, że na mój nos powinni go w promocji wypuścić na wolność w trybie przyspieszonym (przypuszczam, że swego czasu wyżej w hierarchii stali tylko przestępcy o nazwisku Ziobro – takich się nie wypuszczało, gdyż w ogóle nie trafiali do aresztu). Jakbym okazał się prorokiem – po powrocie z sali sądowej do sieczkarnika oznajmił mi, że dostał właśnie 1,5 na 5, czyli wyrok 1,5 roku w zawieszeniu na 5 lat. Serdecznie potrząsnął moją prawicą, po czym zniknął w podskokach jak sen jaki złoty, już bez kajdanek, by oddać się na mieście popołudniowemu opilstwu, szczerzeniu zębów do spacerujących dziewoi i radosnym pląsom człeka wolnego. Ech, szczęściarz… na pożegnanie życzyłem mu, by z nadmiaru radości nie wylądował przypadkiem na izbie wytrzeźwień.

Pozostali dwaj oczekujący ze mną na swoją kolej byli mordercami, tak po prostu. Jeden z nich przemknął tylko jak wicher, oznajmiając nam bez szczególnego entuzjazmu, że „skurwysyn prorok krzyczy furę” (czyli: prokurator niedobry domaga się kary dożywotniego pozbawienia wolności), po czym wezwał strażnika, by przyniósł mu środki uspokajające; strażnik przyszedł, chłopaka zabrał i tyleśmy go widzieli. Zostałem więc sam na sam z mordercą numer dwa, któremu niemały wyrok orzeczono już jakiś czas temu, a do sądu przywieźli go – podobnie jak mnie – na sprawę cywilną, wobec czego obydwaj, odpowiednio zrelaksowani mogliśmy pokonwersować do woli, jak ludzie kulturalni i bywali. Przy papierosie, acz bez kawy i koniaku, niestety.

Historia tego człowieka to materiał na książkę. W krakowskim AŚ do dziś krąży legenda „Murarza”, który przebywając – krótko, bo raptem 3 dni – traf chciał, że w mojej celi „macierzystej”, zasłynął jako niezrównany gawędziarz, człowiek o niepospolitej inteligencji i wrażliwości, którego do zabójstwa popchnęła… miłość.

Historii, jako zasłyszanej z trzeciej ręki, nie podejmuję się opowiedzieć – dość rzec, że na drodze szczęścia zakochanym stanął mąż, który od dłuższego czasu był swojej żonie mężem tylko z nazwy; po tragicznej w skutkach bójce, kochankowie postanowili się pozbyć ziemskiej powłoki ofiary przez jej zamurowanie na balkonie, stąd pseudonim mojego rozmówcy. Warto jeszcze dodać, że oboje poznali się jako statyści na planie filmowym; zdarzenie cieszyło się przez krótki czas lokalną sławą, kiedy to oprócz opowieści, ploteczek powtarzanych w maglach z wypiekami na twarzy przez paniusie z blond ondulacją i szeptanych konfidencjonalnie opowieści przeradzających się w krakowskich bramach i na targowiskach w ballady, opisało je w artykułach prasowych kilku goniących za pieprzno-romantycznymi sensacjami dziennikarzy – czytałem nawet jeden przedruk w prawie już archiwalnym egzemplarzu „Angory”, który gdzieś tam przetrwał w zakamarkach celi. Jurek – bo tak mu na imię – postanowił opisać całość wydarzeń w książce swojego autorstwa pt. bodajże „Przerwane tabu”, którą z tego, co wiem już jakiś czas temu skończył. Polecam w ciemno.

Po powrocie klawisz oddziałowy zaprosił mnie do dyżurki, dokładnie i osobiście skontrolował, czy nie przemycam granatów, alkoholu czy tłustoczwartkowych pączków, zapytał uprzejmie jak poszła sprawa, na co dostał równie uprzejmą i standardową odpowiedź, że znakomicie, i odprowadził do celi. Po drodze spotkałem kalifaktorów rozwożących kolację, którzy, ciekawi mojego cywilnego ubioru zapytali skąd wracam. Odpowiedziałem dumnie, że złapali mnie podczas próby ucieczki, i zostawiwszy ich z rozdziawionymi gębami poczłapałem wesoło do mojego apartamentu.

——————————————————————–

Piwo, widywane w telewizji, czy to w reklamach, czy to w filmach, nie wywiera na mniej najmniejszego wrażenia, ani nie wywołuje ślinotoku. Czas na kolejną rozmowę z panią psycholog.

Reklamy

4 Komentarze

  1. czytalem calosc, niekonwencjonalna, ciekawa lektura.
    pozdrawiam autora i osoby edytujace blog

  2. Prawie dałem się nabrac.Trochę siedzialem i postanowiłem wgłębić się w szczegóły.Jeszcze cię nie rozgryzłem ale mam dwie opcje.Jedna, że trochę siedziałeś a teraz piszesz i potęgujesz napięcie udając że siedzisz.Druga, że jesteś sfrustrowanym pracownikiem więzienia który odkrył w sobie talent??? literacki.Niestety mylisz lub wymyślasz wiele drobnych szcegółów znanych bywalcom aresztu

  3. Witam nowych Czytelników!

    Janie – nie jesteś pierwszym wątpiącym, i oszczędzę Ci kontrargumentów, które padają już przy innych odcinkach; wszak do wątpliwości masz święte prawo 🙂

    Chętnie przeczytamy z Ziri, co wg Ciebie jest „wymyślone”, czy niezgodne z rzeczywistością AŚ. Po czym po konsultacji z naszym „źródłem” postaramy się na tych łamach do tego ustosunkować, choć raczej nie z dnia na dzień.

    Pozdrowienia,

    Alti

  4. Zajebiaszcze :-))


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s