Mędzenie Kalasantego, czyli reminescencje, również muzyczne

Po kilku dniach, tygodniach, czy miesiącach pobytu (odbiór zróżnicowany osobniczo), rzecz jasna obfitujących w zadziwienia i wszelakie nowości, związane już to z nieznanym wcześniej uporządkowaniem dnia i hierarchią stosunków, już to z ograniczeniami przestrzenno-ruchowymi, gdy osłabną już nieco wrażenia podobne do tych, których doznaje ktoś zwiedzający po raz pierwszy Disneyland (no, może Pałac Strachów), przychodzi czas na refleksje, od których nie jest wolny nawet tak zatwardziały złoczyńca, jak niżej podpisany.

W więzieniu marzenia przybierają inny wymiar – mają inną skalę, smak i barwę. Jednym z pierwszych wniosków, do jakich się dochodzi to to, że nagle od twoich marzeń, nawet tych najbanalniejszych, oddzielono cię barierą o wymiarze lat świetlnych. Odruchowo postanawiasz więc pozamykać w sobie pewne szufladki; musisz zapomnieć jak smakuje kobieta, jak pachnie o świcie park, jak wygląda muzyka grana na żywo, a nawet jak odczuwa się zwykle, codzienne, choć czasami przyjemne rozmowy o błahostkach. Na wolności do realizacji marzeń jest niedaleko: chcesz pojechać w Himalaje, nakręcić film, czy poznać osobiście kogoś z pierwszych stron mniej lub bardziej kolorowych czasopism – nie ma sprawy. Wszystko to kwestia wytrwałości, układów, kasy czy szczęścia. W odosobnieniu jesteś odcięty od tego typu „łącz”, więc i marzenia trzeba odpowiednio przykroić, do bardziej realistycznej skali. Tu można życzyć sobie, by w bibliotece znalazły się interesujące książki, by w radio puścili twoją ulubioną piosenkę, lub by ktoś przypomniał sobie o tobie i przyszedł na widzenie, czy bodaj napisał list. Po co roić o świecie zewnętrznym, skoro on dla ciebie nie istnieje?

Poza odseparowaniem ciebie od tak dobrze znanego ci środowiska i wszystkiego, co się w nim znajduje, odebranie wolności polega też na pozbawieniu więźnia dostępu do bodźców, które w normalnych warunkach wybiera sobie sam – sięgając po drinka, wychodząc na balkon, by spojrzeć na zacinający deszcz, który rzeźbi nieodgadnione strugi na szybach i parasolach przechodniów, czy miętosząc uszy swojego psa i słuchając narastającego, radosnego pomruku w jego krtani. Tu wybór jest mocno ograniczony – deszcz niechętnie pozwala na siebie spoglądać, napoje podają wyłącznie bezalkoholowe, a psom wstęp jest wzbroniony.

Wszystko to buduje wokół ciebie nienamacalną, a jednak wyczuwalną błonkę niemożności, która otacza, drażni i nie daje się strząsnąć jak ten dziwny dźwięk – ni to pisk, ni to syk, który wydobywa z siebie włączony telewizor, gdy wizja i fonia zostaną zredukowane do zera. Ten dźwięk będzie ci towarzyszył tak długo, dopóki ktoś nie naciśnie wyłącznika lub nie wyciągnie wtyczki, a ty będziesz się nań zżymać, nie będąc w stanie nic na to poradzić, i będziesz chodzić w kółko nie mogąc sobie znaleźć miejsca, i nie napiszesz piosenki, nie namalujesz tęczy, ani się nie zakochasz. Wszystkie elementy puzzli, z których jesteś zbudowany, i które ci pozostały musisz poprzestawiać i ułożyć z nich obrazek, który będzie można oglądać bez szczególnej niechęci – i ważne jest, by byś mógł spojrzeć w twarz temu gościowi, którego oglądasz lustrze co rano, gdy golisz mu twarz.

Brakuje mi muzyki, utworów, których mógłbym słuchać w momentach i konfiguracjach przez siebie wybranych, ale rekompensuję to sobie odsłuchując w głowie wytęsknione melodie przed zaśnięciem – tego nikt mi nie odbierze. Zatroszczyłem się nawet o ułożenie więziennej listy przebojów, w ramach zajęć nadobowiązkowych. Oto ona, dla zainteresowanych:

  1. „Mazur kajdaniarski” – trad., autor słów nieznany;
  2. „Spojrzeć zza krat” – Stratus;
  3. „I tylko mi ciebie brak (w tym więźniu)” – Rudi Schuberth (?)
  4. Ścieżka dźwiękowa z „Różowej pantery” – Henry Mancini

Ze względu na niedostateczną mądrość zbiorową lokatorów celi oraz brak dostępu do Internetu, nieznani (i niepewni) autorzy ww. utworów zostaną ustaleni w bliżej nieokreślonym terminie późniejszym.

A póki co – mówię dobranoc wszystkim czytającym. Czas wdrapać się na kojo i puścić sobie przed snem parę kawałków z wirtualnej dyskografii. Skoro już jesteśmy przy muzyce…

—————————————————————————-

Mamy porę zwaną karnawałem. „Kar nawał”, czyli wysyp aresztowań. Rzeczywiście, sądząc po statystykach publikowanych przez mass-media, styczeń obrodził latoś w sankcje prokuratorskie.

Reklamy

5 Komentarzy

  1. Kar-nawał z tej i z tamtej strony krat, a ja słyszę „Cisza, jak ta” – Budka Suflera .
    Pozdrawiam Przyjaciół Kalasantego i Jego samego

  2. Czuję że masz doła. Też MAM doła, bo już ponad dwa lata czekam czy mnie ułaskawi najjaśniejszy z RP. Mam to wstrzymane z Wagi LUBLINA. Pozdrawiam Ciebie. Trzymaj się.

  3. w marcu musze też sie zgłosic na 16 miesięcy powodzenia

  4. Czekam na czwartkowy odcinek z niecierpliwoscia:)

  5. Nie wszendzie som telewizy , na zamkach ich niema.


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s