Rozważania kulinarne, albo jak zostać pisarzem

Nieuniknione są rodzące się raz na jakiś czas w głowie porównania stanu pozbawienia wolności do „zwykłego” życia. Nad długotrwałym, jednowymiarowym i nudnym jak przysłowiowe flaki z olejem małżeństwem więzienie ma na pewno tę przewagę, że gębę można otworzyć do więcej niż jednej osoby. Zaś wnętrze celi? Cóż, cele bywają różne – od odrapanych, z odłażącymi ścianami i cieknącą hydrauliką, po czyste, odmalowane, z kafelkami na ścianach „kącika”… Światowcy wzdychają do więzień szwedzkich, z klimatyzacją, prysznicami i całymi sześcioma metrami kwadratowymi na bandytę. Ech, marzenia… W tutejszej rzeczywistości warto sobie uświadomić, że najważniejsi są ludzie, z którymi się siedzi, zaś otoczenie ma znaczenie drugorzędne, a im szybciej dojdziesz do takiego wniosku, tym lepiej dla ciebie.

Dzienna norma żywieniowa na więźnia to 4,50 zł; w to wchodzą trzy posiłki. Wniosek jest prosty – dań à la carte nie ma co oczekiwać. Pieczywo jest najczęściej drugiej świeżości, zamiast masła serwują margarynę, szczytem wyrafinowania wśród wędlin jest Królowa Mortadela, zaś rozwodniona herbata przypomina słynną komunistyczną markę „Popularną”, czyli wyrób herbatopodobny, pozyskiwany zapewne do dziś, dzięki nawiązanym jeszcze przez PRL-owskich włodarzy więziennictwa kontaktom, od bratnich plantatorów z Korei Północnej. Jedząc na pierwszą kolację na przejściówce paprykarz szczeciński, czyli „polską rybę na „P”, niemal się wzruszyłem. Jak bumerangiem wróciły do mnie wspomnienia rodzinnych wczasów w odrapanych bungalowach z pilśni w towarzystwie skorków i stołówki wielkie jak hangary, gdzie herbatę koloru moczu (co złośliwsi wybrzydzali, że to mocz koloru herbaty) nalewano warząchwią wprost z aluminiowego gara, a jednak przyjmowało się te wątpliwe luksusy z cielęcym zachwytem. Potem przyszły myśli o czasach licealno-studenckich, kiedy to jeżdżąc autostopem po Polsce jadało się jedną konserwę dziennie na dwóch na śniadanie, obiad i kolację, zagryzając przy odrobinie szczęścia wczorajszymi bułkami, a rozbijanie namiotu w rowie, zamiast na campingu też się zdarzało. Potem kąpiel w jeziorze tak zimnym, że kości chciały powyskakiwać ze stawów, zaś na campingach można było ochlapać się równie zimną, a często rdzawą wodą płynącą aluminiowym korytem. Co prawda takie wspomnienia mają dziś barwę nostalgiczną i radośnie tęczową, ale ta zaprawa przydała się do tego, by nie kręcić nosem na spartańskie warunki, a po drugie, po paru latach, z perspektywy czasu, wspomnienia z kryminału też będą budzić na twarzy wyłącznie uśmiech, a zresztą – czy ja się gdzieś tu skarżę?…

Dość szybko zrozumiałem Grześka, który jak wspomniałem, kolekcjonuje jedzenie, skrzętnie odkładając co smaczniejsze kęski do następnego posiłku lub na jutro – to nie hobby, tylko przezorność. Nie zawsze – jak to się mówi – jest niedziela, i nie zawsze serwują sentymentalne frykasy z zeszłej epoki. Dziś podano „ucho Bambiego”, czyli salceson, który poza tym, że go serdecznie nie znoszę, wygląda jak odrzut z hospicjum pod wezwaniem św. Łazarza, filia w Bangladeszu.

W sumie wreszcie mam prawie nieskończone zasoby czasu do własnej dyspozycji. Nad uchem nie bzyczy mi gderliwa małżonka (nie to żebym kiedykolwiek był żonaty, ale mogło się zdarzyć), nie martwię się o to, by nie spóźnić się do pracy, nie interesują mnie opłaty i rachunki, zakupy czy urzędy… no może z wyjątkiem sądu, przed którym przyjdzie mi pewnego dnia stanąć. Ale i wtedy zostanę kulturalnie zawieziony tam i z powrotem; nie trzeba płacić za taksówkę ani użerać się w środkach komunikacji miejskiej, zaś to, że zakładają kajdanki? Cóż, kłopot porównywalny z założeniem na siebie ekscentrycznej biżuterii. Po prostu ludzie się częściej oglądają.

Moje nagłe – i co tu ukrywać – namiętne zainteresowanie pisarstwem siłą rzeczy zmusiło mnie do zastanowienia się nad tym, jak właściwie zostaje się człowiekiem pióra. W szkole średniej? Masłowska jest – póki co – jedna. Na studiach nie ma czasu – zajęcia, sesje, imprezy… Po studiach człowiek szuka jak oszalały roboty, a jak nie daj Boże, przypałęta się jeszcze potomstwo, to umarł w butach.

Mając powyższe na uwadze, wnioskować należy, że pisarzami zostają:

a)     bezrobotni

b)     znudzeni rentierzy

c)      nic nie mające do roboty żony bogatych biznesmenów

d)     obłożnie chorzy ze sprawnym mózgiem i przynajmniej jedną ręką

e)     osadzeni

Na chwilę obecną ciężko mi znaleźć inne możliwości.

——————————————————————————-

Dziś na obiad podano tzw. żużel zwany też „polskim kawiorem”, czyli kaszankę. W zestawieniu z ziemniaczkami i kapustą zasmażaną. Tym razem wzruszyłem się naprawdę.



Reklamy

10 Komentarzy

  1. witam
    po raz kolejny sie nie zawodłam. Zrobiło mi sie na duszy swojsko bo dobrze pamietam czasy które Kalasanty opisuje.. i te frykasy mortadela, kaszanka, salceson z włosami no i jeszcze parówkowa ah co za smakowy raj.

  2. Smakowy raj tylko czemu nasi chlopcy chudna az 15kilo:) w 3miesiace hehe?!Jak zwykle i co czawrtek pozdrowionka dla Kalasantego i mam nadzieje ,ze on az tyle nie schudl. Ja za to pamietam tylko ocet na polkach i kartki hihii.
    Pozdrowienia dla Moderatorow rowniez

    • Jedni chudną inni nie 🙂
      Ci którzy chudną to najczęściej poświęcają wiele więcej czasu niż na wolności na pompki, przysiady, podnoszenie zmyślnie skonstruowanych z bajaderek lub butelek sztang, ćwiczenia na atlasie zrobionym z koja (nielegalne! kwit za to pewny).
      Ja sam po ledwie 4 miesiacach AŚ, na dodatek człek wiekowy, (wonczas 54) szpanowałem na plaży „cegiełkami” na brzuchu 🙂

  3. a mi się zrobiło nieswojsko…na żołądku :]

    • Alelka, są takie sytuacje, że ten pokarm i te warunki pozwalają na przetrwanie. W moim przekonaniu, Kalasanty wie o tym, dlatego na taką swawolę przekazu sobie pozwala 😉 Mocny jest !

  4. nieźle, po przeczytaniu calosci z pewnoscia musze napisac ze autor nie byl i nie jest wiezniem.

    • Czy mogłabyś/ mógłbyś uzasadnić swoją wypowiedź? Bardzo jestem ciekawa Twojej opinii.

      • Ja rowniez!

  5. Niby dlaczego?

  6. Może to tylko tzw. podpucha ze strony kmk ?


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 414,790 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Styczeń 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Gru   Lu »
     123
    45678910
    11121314151617
    18192021222324
    25262728293031
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.