Czego nie zeznawać, czyli rozmowa z prorokiem

Dziś przy roznoszeniu kolacji wręczono mi plastikowy woreczek z artykułami żywnościowymi i butelkę wody mineralnej. Musiałem mieć bardzo zdziwiony wyraz twarzy, gdyż strażnik troskliwie pospieszył z wyjaśnieniami, że to suchy prowiant. Obawy o to, że od dziś przechodzę na przymusową dietę zmusiły mnie do wyartykułowania głupiego skądinąd, acz logicznego w tej sytuacji pytania: „Ale po co to?” Najwyraźniej zaniepokojony, a może i zdegustowany poziomem mojej inteligencji klawisz wycedził: „Jedziesz jutro do prokuratury.” I stała się jasność.

To, że jasną była kwestia czekającej mnie przejażdżki bynajmniej nie uspokoiło mnie co do charakteru spotkania. Następstwem była gonitwa myśli: Po co? Dodatkowe zeznania? Nie powiedziałem wszystkiego? (jasne, że nie powiedziałem). Ktoś, gdzieś doszukał się na mnie jeszcze jakiegoś haka? Jakieś zaległe, zapomniane grzeszki, które ktoś wywleka, by mnie pogrążyć? A może… prokurator chce iść na ugodę, będę mógł dobrowolnie poddać się karze, albo wycofano oskarżenie? Taka nadzieja może mieć zabójcze działanie, zwłaszcza, że chłopaki z celi poklepują mnie po plecach i już wysyłają na wolność – nie można dać się ponieść ani rozklejać, bo zawiedzione oczekiwania potrafią przywalić w łeb dwa razy mocniej. No a moje zapiski? Miałbym je przerwać, ledwo zaczęte i pozbawić potomność takiej spuścizny literackiej? Panie prokuratorze!…

Moje wątpliwości rozwiał Leszek, powracający z wyprawy od wychowawcy po książki, jako więzień świadomy i mocno zasiedziały. „Przesłuchiwał cię już prorok (czyt. prokurator)?” – zapytał. „W sumie… nie” – odpowiedziałem niepewnie, bo już raz ktoś moje opowieści spisywał. „To był śledczy” – objaśnił mnie starszy celi – ”teraz jeszcze będziesz miał spotkanie z prokuratorem, by mógł sformułować zarzuty” – dodał z miną tropiciela indiańskiego, który podnosi twarz znad odcisków podków, mówiąc: „tędy przejeżdżał jakiś koń”.

Zastanawiające jest to, jaki typ człowieka wybiera pracę policjanta, A już zwłaszcza strażnika służby więziennej. Zrozumiałym jest, że 19-letni szczyl, naoglądawszy się zagranicznych produkcji filmowych, czy – od biedy – Pasikowskiego, marzy o adrenalinie pościgów i efektownych aresztowaniach w świetle reflektorów i przy kamerach. Tymczasem gros pracy gliny to nudne patrole, użeranie się z pijaczkami, oczekiwanie ciągnące się w nieskończoność na to, czy podejrzany wykona wreszcie demaskujący go ruch, eskortowanie więźniów i pilnowanie ich godzinami przed i w trakcie przesłuchania – to trzeba chyba kochać, przy pensji oscylującej wokół 1.500 złotych miesięcznie.

Czasami chłopcy na służbie, znudzeni brakiem wrażeń fundują sobie rozrywki – przewiozą osadzonego z miejsca na miejsce, skuwając go „na ostro” kajdankami z tyłu, jadąc na sygnale z niedozwoloną w normalnych warunkach prędkością i patrząc, czy się nie posrywa ze strachu na tylnym siedzeniu, rechocząc zapewne w duchu, gdy twarz transportowanego wskazuje, że się, owszem, posrywa. Zaś na prośbę o poluzowanie kajdanek odpowiadają, że „nie ma większego rozmiaru”. Kocham policyjne poczucie humoru.

U prokuratora faktycznie odbyło się przesłuchanie o charakterze pogłębiająco-poszerzającym (jego horyzonty), które cechowało się przyjazną i konstruktywną atmosferą. Mało brakowało abyśmy na koniec obrad wymienili serdeczny uścisk dłoni. Po zakończeniu rozmowy, gdy prokurator wyszedł do sąsiedniego pomieszczenia, by wydrukować protokół, do pokoju zajrzał jakiś wiekowy interesant i tytułując mnie „panem prokuratorem” zaczął zabierać się do wyłuszczania swojej sprawy. Wybąkałem coś o dopiero czekającym mnie awansie, w międzyczasie gorączkowo starając się ukryć pod blatem stolika skute kajdankami nadgarstki, które nie licowały z moim świeżo nabytym urzędem.

Z kłopotu wybawił mnie powracający z dokumentami prokurator, ja zaś westchnąłem w duchu, myśląc o tym, aby zamiast starszego pana pojawił się w pokoju dowódca nowego patrolu, by zameldować mi o przejęciu obowiązków i gotowości do odtransportowania więźnia do aresztu – załadowaliby protestującego sługę prawa do radiowozu, a ja rozpocząłbym urzędowanie od wypisania sobie zwolnienia. Ależ zrobiłby się burdel…

———————————————————————–

Paradoksem jest to, że im kto milszym kompanem pod celą, tym dłużej chciałoby się go zatrzymać. A jak tu komuś życzyć: „zostań z nami jak najdłużej”, gdy się siedzi w kryminale?…

Reklamy

8 Komentarzy

  1. Troche nie chce mi sie wierzyc w ten woreczek z prowiantem:)!Byc moze to takie zabieg humorystyczny by rozbawic czytelnika! Kolejny tydzien i kolejne pozdrowienia dla Kalasantego…juz niedlugo pewnie zobaczy swiat za murow:)!

    • LadyD to raczej nie jest zabieg humorystyczny, z tego co mi wiadomo osadzony na czas trwania konwoju otrzymuje przed opuszczeniem jednostki suchy prowiant 🙂

  2. Witam wierne Czytelniczki 🙂

    Moje źródło potwierdza: na czas przesłuchań i/lub rozpraw (a jedne i drugie potrafią trwać ładnych parę godzin!), aresztant, którego przecież nie będzie w zakładzie, i którego ominą posiłki, dostaje prowiant typu 1/2 bochenka chleba, serek topiony, jabłko etc. I sobie radzi ze spożyciem, u prokuratora, czy siedząc w „sieczkarniku” sądowym.

    Toteż – żadna to humorystyka, tylko rzeczywistość. Ale skoro rozśmieszyło, to tym lepiej 🙂

    Pozdrowienia,

    Alti

  3. Z wlasnego doswiadczenia wiem,ze w moim przypadku nikt nic nie dostal i nie dostaje:)! Widocznie kazdy zaklad rzadzi sie wlasnymi prawami:)!

  4. Hm, widocznie – choć trudno mi uwierzyć. Więźniowie/aresztanci to jednak ludzie, i prawa mają; w tym do posiłków przecież! Nie zapewnienie prowiantu to tak, jakby nie podać michy w danym dniu. To naprawdę co najmniej dziwne, a może być podstawą o zaskarżenie takiego AŚ/ZK o niewłaściwe traktowanie/łamanie praw człowieka etc.

    Moim skromnym zdaniem – jeśli jakaś instytucja (zakładam, że to Polska, a nie np. Azerbejdżan 😉 ) tak traktuje zatrzymanych, to jest to skandal. I niech Twój partner (jeśli jest osadzony) po prostu zrobi z tego sprawę, z Twoją pomocą lub bez.

    Pozdrowienia,

    Alti

  5. Oczywiście , że suchy prowiant przysługuje aresztantowi . Podczas mojego pobytu za kratkami w charakterze tymczasowo aresztowanego prowiant w foliowym woreczku + półtoralitrowa butelka z wodą mineralną dostarczana była rankiem zaraz po apelu . Na prowiant składał się chleb , odrobina margaryny , jakaś padlina i owoc w postaci zgniłego jabłka .

  6. Ja nie mowie ,ze nie przysluguje tylko ,ze tego nie dostal.zdarzylo sie tak i wyjasnie ta kwestie…z glodu chlopak nie umrze.Dzieki za wypowiedz:),buziaki

  7. Ta półtoralitrowa butelka z wodą mineralną to chyba by mu nie zaschlo u prokuratora w gardle hihihi:)


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 414,791 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Styczeń 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Gru   Lu »
     123
    45678910
    11121314151617
    18192021222324
    25262728293031
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.