Pierwsza kreska na ścianie, czyli Nowy Rok bez kaca

Dziś Sylwester, a w celi dominuje nastrój, który w stadłach małżeńskich zwany jest „cichymi dniami”. Chodzimy, a raczej snujemy się tu i tam jak ludzie niemogący znaleźć sobie miejsca, albo zgoła w niewłaściwym miejscu przebywający. Snując się rzucamy spode łba spojrzenia na rzeczywistość i ledwie powstrzymujemy się od przyłożenia temu, kto miałby okazję – czy też raczej nieszczęście – nawinąć się pod rękę. Święta Bożego Narodzenia to w sumie mały pikuś (dla niektórych Pan Pikuś – wiadomą firmę proszę o tantiemy) w porównaniu z tym jedynym w roku wieczorem; od rana bowiem bombardują nas wiadomości, w których dominuje temat przygotowań do  obchodów Nowego Roku. Mówi się o kreacjach, fryzurach i sposobach spędzenia balu sylwestrowego. Ta kondensacja informacji o tym, jak się dobrze bawić brzmi w naszych realiach jak wyjątkowo nietrafiony żart. Na dokładkę jest jeszcze świadomość zaliczenia pobytu w areszcie z dwoma różnymi datami rocznymi – nawet ci zamknięci w grudniu, a wypuszczeni w styczniu mają złudne co prawda, acz nieuniknione odczucie, że zaliczyli rok za kratami.

Po przeczłapaniu większości dnia postanowiliśmy na zasadzie konsensusu obejrzeć – światu na złość – nie transmisję z balów na świeżym powietrzu, pokazywane w telewizji na żywo z Krakowa i Wrocławia, lecz „Pretty Woman”, film, który jak się okazało każdy z nas widział przynajmniej ze 3 razy, i który wszyscy zgodzili się oglądać z podejrzaną skwapliwością. Chyba już wcześniej wspominałem, jak intensywnie można się tu wgłębić w fikcyjną rzeczywistość ekranu, z całą mocą odrzucając to wszystko, co nas tymczasowo otacza. Wydaje się, że więźniowie, podobnie jak żołnierze, marynarze, czy inni na podobnej zasadzie odosobnieni mężczyźni (nie ujmując nic ze szlachetności wymienionych powyżej zawodów przez porównanie ich do nas – wyrzutków społeczeństwa) mają tendencję do popadania w cichy i starannie skrywany zachwyt nad opowieściami o być może lepszym, a na pewno normalniejszym życiu. W umyśle formułuje się wtedy jeden, nieuchronny wniosek: „tamto” życie (gdziekolwiek ono jest) jest na pewno lepsze. Choćby było nie wiem jak bardzo do bólu normalne.

Trudno mi było jednoznacznie zawyrokować, czy normalne jest to, że na wolności dzień dla większości z nas zaczyna się od znienawidzonego dźwięku budzika, gdy z rozkoszą pospalibyśmy z godzinkę, albo dwie, po czym udajemy się do miejsca, gdzie zmuszeni jesteśmy przebywać z ludźmi, których w większości nie lubimy, albo którzy w najlepszym razie nas ani nie ziębią, ani nie grzeją. I wykonujemy czynności, których sensu ani skutku najczęściej nie widzimy, i za które pod koniec miesiąca otrzymamy finansowe (i zawsze za małe) odszkodowanie, zwane szumnie wynagrodzeniem. W okresach swobody od tej rutyny udajemy się wraz z tysiącami nam podobnych do miejsc nieciekawych, zbyt drogich, lub zbyt tandetnych (tertium non datur), gdzie pogoda prawie zawsze pozostawia mnóstwo do życzenia, po czym brzydną nam one do tego stopnia, że znów tęsknimy do tego by na powrót oddawać się bezsensownym czynnościom w nieciekawym towarzystwie. Czy jest zatem w naszym wypadku sens pożądać zmiany środowiska?… Tak – bo tą sferą rządzi prawo Murphy’ego mówiące, że „lepiej mają zawsze inni”.

W celi zaś, po obejrzeniu filmu zajrzeliśmy ukradkiem – chcąc nie chcąc – na transmisję noworocznego koncertu, i niewątpliwym pocieszeniem była myśl, że nie musimy się gnieść w ponad stutysięcznym tłumie, ryzykując zdrowiem (siniaki powstałe na skutek czyjegoś nadmiernego rozochocenia) i wolnością (areszt na skutek rozochocenia własnego). Dzięki transmisji z krakowskiego Rynku mogliśmy ujrzeć w TV nasz areszt, iluminowany w oddali bynajmniej nie noworocznymi światłami (ze względów bezpieczeństwa gmach nasz jest oświetlony a giorno). O północy dotarły do nas odgłosy petard, a w kracie okna zobaczyliśmy rozkwitające na sylwestrowym nieboskłonie parasole fajerwerków zafundowanych wszystkim chętnym (i niechętnym) przez ojców miasta. Z braku stosownych napojów wyskokowych życzenia przyjęły niezbyt wylewną, acz jedynie logiczną formę: „wyjścia w Nowym Roku”.

Winienem jeszcze Czytelnikom jedno wyjaśnienie kluczowe dla tego epizodu, które w innych okolicznościach nie ujrzałoby światła dziennego: Leszek ze względu na specyficzny metabolizm, odwiedza wygódkę na dłuższe posiedzenia mniej więcej raz w tygodniu, spędzając tam wśród jęków i westchnień prawie godzinę. Godzina Leszka w noc sylwestrową wybiła tym razem krótko przed północą, gdy oznajmiwszy pogardliwie: „Sram na to wszystko” udał się w wiadome miejsce, by rzeczoną groźbę zrealizować, przy czym plan wypełnił w 100%, wychodząc do nas grubo po północy. Dzięki temu miałem sposobność uścisnąć dłoń człowieka, który rozpoczął proces defekacji w jednym roku, a skończył w następnym.

Najlepszego w Nowym Roku!

——————————————————————–

1 stycznia – pobudka o 7:30, i to bez kaca. Przeżycie tak nieznane, że aż nieledwie mistyczne.

Reklamy

3 Komentarze

  1. Koncowka jak zwykle zabawna ale ostatnie przezycia Kalasantego nie sa juz takie tchniace wiara jak reszta…pewnie ze wzgledu na Swieta i Nowy Rok:)!

  2. tak zgadzam sie święta są przygnębjajacym okresem. Im jestem starsza tym bardziej a jak pomyśle o tych , którzy siedzą w takich miejscach lub innych to po prostu koszmar. Poza tym Kalasanty ma prawo byc w dołku psychicznym bo juz trzy miesiące siedzi. to musi przyjsc deprecha nie ma rady. Trzymaj sie w tym Nowym 2010 roku Kalasanty pamiętaj wszystko ma swój koniec. wiem że on tego nie przeczyta ale moze moderator mu przekaże. Mimo wszystko powodzenia.

  3. Z „dwiema datami” dla ścisłości, nie z „dwoma”.


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 417 246 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Styczeń 2010
    Pon W Śr C Pt S N
    « Gru   Lu »
     123
    45678910
    11121314151617
    18192021222324
    25262728293031
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.