Religia i fałszerze, czyli Bóg za kratami

Religia to ważna dla wielu część życia, że pozwolę sobie na truizm. Bywa ważna również i dla ateistów, pod warunkiem, że zaliczają się do tych wojujących. Ponadto, naturalnym zjawiskiem jest to, że praktyki religijne występują w największym stężeniu tam, gdzie nadzieja jest towarem deficytowym lub pożądanym. Lub jednym i drugim naraz, co nie jest znów taką rzadkością. Prym wśród takich miejsc wiodą siłą rzeczy szpitale i więzienia, na zasadzie „jak trwoga to do Boga”.

Zaryzykuję stwierdzenie, że niewiele jest takich skupisk ludzkich, skąd płynąłby tak skoncentrowany strumień modłów jak stąd. Nawet szpitale pozostają w tyle, biorąc pod uwagę fakt, że część pacjentów jest do modlitwy fizycznie niezdolna z przyczyn zasadniczych. Chłopaki pod celą są w większości praktykujący, choć nie jest mi wiadomo, ilu z nich nabrało ochoty do praktyki już na miejscu, a ilu wyniosło to z domu. Są tacy, co zanoszą swe prośby ostentacyjnie, klękając wieczorem na łóżkach lub w kącie celi, drudzy szepcą coś do siebie pod kocami przy zgaszonym świetle, a jeszcze inni spędzają jakiś kwadrans dziennie spacerując tam i z powrotem z medalikiem w ręku i bezgłośnie poruszając wargami. Formy kultu są więc różnorodne – mnie ciekawiło jednak, jak i z jaką częstotliwością zaspokoić można potrzebę uczestnictwa w liturgii i czy wyznawcy innych religii mają szansę na „swoje” nabożeństwa. Z jednej strony wątpię, bo skoro oferta kulturalna u nas marna, to i posługi duchowe nie mają za bardzo prawa występować w zbyt szerokim wachlarzu, zaś z drugiej prawdopodobieństwo pewne jest, gdyż od strony kulinarnej dopieszcza się w areszcie nie tylko wegetarian, ale i tych, którym przepisano tzw. dietę lekkostrawną, a nawet niejedzących wieprzowiny – czyli muzułmanów i żydów, z tych bardziej ortodoksyjnych (nie ma jednak osobnego menu dla niejedzących wołowiny, czyli wyznawców religii okołohinduistycznych, a to z tej prostej przyczyny, że wołowiny i tak w żadnej formie tu nie podają). Poza tym małe są szanse na to, że mijający się na korytarzu rabin i mufti rzuciliby się sobie do gardeł – zagrożenie natychmiastowym zamknięciem jest chyba zbyt bezpośrednie. A więc – przeciwwskazań do tak zróżnicowanych posług duchowych raczej nie ma…

Nie ma, ale nie udało mi się dowiedzieć nic więcej ponad to, że w naszym areszcie odbywają się msze w obrządku katolickim, na które trzeba zebrać kilku chętnych, spisać ich nazwiska na kartce i cierpliwie czekać, aż przypadnie nasza kolej – znając tutejsze realia, upływa do tego czasu pewnie z miesiąc. Powyższe informacje uzyskałem od Artura z sąsiedniej celi, której mieszkańcy chodzą z nami na spacery; Artur jest człowiekiem dominującym na spacerniaku pod względem wymowy, wygłaszając całkiem zgrabną polszczyzną tyrady traktujące głównie o zagadnieniach prawa karnego i religii, z czego początkowo wnosiłem, że może on być niespełnionym jezuitą. Okazało się, że podczas swojego blisko dwuletniego pobytu w tutejszej instytucji nauczył się chcąc nie chcąc prawie całego kodeksu karnego (hobby bywają różne), a religijny jest, bo tak wyszło – choć nie udało mi się dowiedzieć, kiedy mianowicie to wyszło, gdyż potok słów wymowy Artura przywodzi jako żywo na myśl tak zwanych proroków przystankowych. Prorok taki występujący najczęściej (jak sama nazwa wskazuje) w okolicach przystanków komunikacyjnych w większych miastach tokuje zapamiętale, koncentrując swoje przemowy na tematyce religijnej. Kładąc szczególny nacisk na męki piekielne, które spotkają tych, którzy grzeszą i nie podążą za nim – niekoniecznie zresztą według tej hierarchii. Spróbuj takiemu przerwać…

Czytelnicy mi pewnie nie uwierzą, ale wizyta w więziennej kaplicy wypadła właśnie w dniu, gdy postanowiłem uwiecznić swoje rozważania na tematy religijne – nic, tylko palec Boży. Na uczestnictwo załapałem się przypadkowo i w ostatniej chwili, gdyż okazało się, że zapisany był ziomek, który opuścił celę jakieś dwa tygodnie temu, a ja wskoczyłem na jego miejsce na zasadzie last minute. Strażnik zabrał nas pięciu na drugie piętro do kapliczki przerobionej specjalnie z sieczkarnika, gdzie oczekiwał księżulo dobrodziej. Tenże odklepał ekspresowo skrócone nabożeństwo, bez organów, pieśni i ministrantów, po czym zagadał, pocieszył strapionych i odprowadził do celi. Miło było poczuć coś na kształt dotyku bezinteresownego dobra.

Sama kapliczka jest niewielka – pomieścić może nie więcej niż 10-12 osób.  Przyozdobiona jest ciekawie i to w całości przez jednego więźnia w latach 1999–2002; swoistej pikanterii temu dokonaniu dodaje fakt, że wykonał tę całość… człowiek skazany za fałszerstwa banknotów, głównie tych z Franklinem – i jeśli chodzi o moje zdanie w kwestii jego artyzmu, to owszem, sądząc po zdobnictwie kaplicy, przyjąłbym z jego rąk banknot studolarowy, i ani by mi brewka nie dygła. Na rok 99 datuje się całkiem udany wizerunek NMP, z której rąk spływają promienie obejmujące budynek naszego sanatorium. Wnętrze mieści się na planie heksagonu, zaś na ścianach, poza wizerunkami 12 świętych, znajduje się wykonany w kilkunastu językach napis „Chwalcie Pana, narody świata”, łącznie z hebrajskim i arabskim, co podkreśla jego ekumeniczny charakter. Jak z kolei objaśnił mi o. Antoni, tutejszy duszpasterz, pozłacane tabernakulum zostało przekazane krakowskiemu AŚ przez jeden z monachijskich kościołów. Dokładniejszego zwiedzania się nie podjąłem, gdyż już nie było czego zwiedzać, a i mnie samemu wypadło mi tam przebywać – siłą rzeczy – bardziej w charakterze wiernego niż turysty.

——————————————————————

Dziś znów był kipisz. Oczywiście gady nie znalazły mini-świdra, który konstruujemy potajemnie z plastikowego widelca i silniczka od szczoteczki do zębów. Gamonie.

Reklamy

6 Komentarzy

  1. Musieliscie to dobrze skitrac w takim razie:)!

  2. ,,Gady „to też ludzie. Wykonują swoją pracę i za to im płacą… Pomyśl Kalasanty, za niewinność tam nie jestes raczej.

    • Witaj Miriam

      Zwracanie się do Kalasantego, jest o tyle bez sensu, że on Ciebie nie przeczyta, ponieważ jest w AŚ. Wynika z tego również, że jak na razie jest niewinny, ponieważ winy Mu nie udowodniono (AŚ). Co do „gadów”, naturalnie… to samo w swoim pamiętniku twierdzi Kalasanty – zatem w czym problem?

  3. Widze, ze Miriam ma problem z wlasna tozsamoscia:)!(taki zarcik ) a na powaznie to nikt nie mowi ,ze Gady wykonuja swoja robote zle. Kalasanty nigdy o nich nic zlego nie pisal. Co do AS to wiele osob tam przebywajacych nie koniecznie czuje sie i jest winnymi i uwierz mi ,ze za niewinnosc i glupote tez mozna pare miesiecy polezec!a na marginesie wiele osob jest niewinnych , poniewaz wina jest nieudokumentowana(nieudowodniona)!

  4. Wydaje mi się, że komentarz Miriam odnosi się przede wszystkim do odcinka „Dziewięciu chłopa na kwadracie…” gdzie Kalasanty pozwolił sobie na surową (delikatnie pisząc) ocenę SW. Patrząc obiektywnie myślę, że co niektórzy mają pełne prawo czuć się urażeni jak również wyrażać swoją dezaprobatę. Myślę jednak, że nie należy sobie brać tego tak bardzo do serca, zważając na to że blog ten ma charakter satyryczny i taki już jego urok.
    Kalasanty ma prawo do swojego zdania i wyrażania swoich poglądów tak samo jak i czytający mają prawo do przedstawiania swojego punktu widzenia tak jak zrobił/ zrobiła to Miriam.
    Co do niewinności Autora- nie nam to oceniać.

    ——————————————————————————————————–Ale to tylko moje zdanie…

    Alelka

  5. Ciekawy blog, czekam na więcej wpisów. Jednak nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że autorem nie jest osoba trzymana w AŚ, a jakiś pracownik więzienny 😉


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s