Szczęście w areszcie, czyli prawa Murphy’ego

W areszcie ma się szczęście, albo nie. Naturalnie zdaję sobie sprawę, z tego, że lapidarność tego stwierdzenia jest podobna do tej, jak w odpowiedzi gazdy na pytanie o pogodę: Będzie, panocku, słońce…no, chyba żeby padało”, lecz element szczęścia w środowisku, przed spenetrowaniem którego zawahaliby się pewnie nawet niektórzy miłośnicy sportów ekstremalnych, jest nie do przecenienia. I nie sugeruję tu bynajmniej, że takich sportowców zjadam na śniadanie, bom twardziel, przed którym zadrżałby eks-Naczelny Szeryf IV RP, dziwnym trafem bez szczególnej miłości tu wspominany minister Zbigniew Z. Wręcz przeciwnie – żyję, oddycham funkcjonuję i piszę właśnie dzięki odpowiedniej dozie szczęścia, za co jestem losowi czy opatrzności niezmiernie i prawdziwie wdzięczny.

Tak więc, jak się rzekło, szczęście mi – odpukać – towarzyszy. W przeciwnym razie nikt nie ujrzałby tej pisaniny, a nawet gdyby, to nie byłbym w stanie dostrzec jaśniejszych stron moich przymusowych wakacji. Na plus władz aresztu należy zapisać to, że starają się dobrać więźniów według profili wiekowych i temperamentów – udało mi się zaszczepić w nich przekonanie, że jest ze mnie intelektualista uwielbiający poranne tańce na bosaka na pokrytej rosą leśnej ściółce. Może dlatego trzymali mnie na przejściówce o jeden dzień dłużej – niełatwo było znaleźć celę ze zbiorowiskiem romantyków o tak wysublimowanych zapatrywaniach jak moje.

Istnieją naturalnie w tutejszym AŚ mateczniki, gdzie trzyma się bestie, zwane „gniazdami os”. Zamiast jednak trzymać takich osobników pod kluczem, większą korzyścią dla państwa byłoby wcielenie ich do specjalnych jednostek wojskowych służących w zapalnych miejscach globu – taki żołnierz podczas natarcia czołgów bierze do ręki granat, wyskakuje z okopu, rozgania czołgi, wraca do okopu, po czym odkłada granat z powrotem na miejsce. Przy pomocy takich oddziałów zdobywanie terenu szłoby z prędkością 50 km na dzień, a w Iraku już dawno mielibyśmy swoją kolonię. Ze stratą dla polskiej obronności, bestie upycha się niestety po celach, zabezpieczonych pewnie dodatkowo siecią nieizolowanych przewodów, w których płynie prąd o natężeniu przemysłowym, a do nas docierają jedynie strzępki stłumionych przez podwójne mury ich wściekłych pomruków, wezwań godowych i bojowych zawołań. Jednego dnia usłyszałem nawet niesioną wieczornym zefirkiem rytmicznie, choć nie do końca składnie skandowaną lirykę o treści: „Jebać kurwy!…”, czy coś w ten deseń. Brak zgrania chóru budził mieszane odczucia estetyczne i domagał się dyrygenta. Niestety, jedynym znanym mi osadzonym dyrygentem był niejaki Wojciech K., a ten najprawdopodobniej nie przeżyłby nawet jednej próby.

Przyszło mi do głowy, że jest jakieś tabu, jeśli chodzi o więzienie – tabu wstydu, jakby była mowa o przebytym syfilisie, nawet gdy złapałeś go nieświadomie i wcale „nieokolicznościowo”. Z drugiej jednak strony, ludzie niby mimochodem przyznający się w towarzystwie do bycia w przeszłości pensjonariuszami zakładu penitencjarnego budzą często coś na kształt mieszanki podziwu z przestrachem. Niedbale skręcasz jedną ręką papierosa, a na pytanie: „Gdzie się tego nauczyłeś?”, odpowiadasz swobodnie: „W kryminale”, i wtedy zapada chwila namaszczonej ciszy (doprawionej czasami zadumą lub zażenowaniem), a otaczający cię rozmówcy przybierają bardzo różne i ciekawe wyrazy twarzy, lub tylko oczu – o ile w tym ostatnim wypadku wystarczy im zimnej krwi. Na pewno nie warto się dla czegoś takiego zamykać, ale skoro już tu jestem – będę liczył dni do momentu, gdy będzie mi dane zobaczyć te miny na wolności.

Od dziś uczę się skręcać szlugi ręcznie, na początku przy użyciu dwóch rąk. W międzyczasie pobieram u samego siebie lekcje mycia w zimnej wodzie.

—————————————————————-

Pozwoliłem sobie na próbę sformułowania więziennych praw Murphy’ego. Oto one:

  1. Będąc w więzieniu przebywasz po niewłaściwej stronie kraty.
  2. Każda wizyta adwokata, bez względu na to, jakie wieści przynosi, kosztuje. Wizyty przynoszące dobre wieści kosztują drożej.
  3. Pieczywo podawane do posiłków jest wczorajsze. Dzisiejsze podadzą jutro.
  4. Nie wnoś apelacji – otrzymasz tylko wyższy wyrok.
  5. Przebywając na wolności na zwolnieniu warunkowym, na dzień przed upłynięciem jego terminu wplączesz się w sytuację, która wpakuje cię z powrotem za kraty.
  6. Papierosy palone w więzieniu szkodzą dwa razy bardziej.
  7. Adwokat z urzędu nie wygra ci sprawy. Na adwokata z wyboru nie będzie cię stać.
  8. Nawet jeśli w twoim kraju obowiązuje moratorium na karę śmierci, to za twoje przewiny specjalnie je zawieszą.
  9. Z celi na wolność wszyscy wychodzą wcześniej od ciebie.
  10. Artykuły w kantynie są przeważnie o 100% droższe niż na wolności.
  11. Z amnestii korzystają wyłącznie inni.
  12. W 30 sekund po założeniu kajdanek zacznie cię na ciele swędzieć akurat to miejsce, którego nie możesz dosięgnąć.
  13. Na wszystkich kanałach TV, w przeciągu pierwszej minuty po włączeniu jest ok. 90% szans na to, by jednym ze słów, czy to czytanych przez spikera, czy to wypowiadanych przez bohatera dowolnego filmu lub show, było „więzienie”, „aresztowano” lub „prokuratura”. Pozostałe 10% to „podejrzewa się”, „policja” lub „dochodzenie”.
  14. Niewinnych nie ma. Są tylko tacy, na których nie znaleziono jeszcze paragrafu.
  15. Każda rzecz okazuje się niezbędnie potrzebna natychmiast po wyrzuceniu.
Reklamy

19 Komentarzy

  1. Coś mi się wydaje, że dzisiejszy wpis jest spowodowany takimi niedowiarkami jak ja 😉

    A propo pkt 4 to możecie powiedzieć Panu Kalasantemu, że jeśli Apelację złoży sam osadzony, to wyrok nie może być wyższy. Natomiast jeśli Apelację złoży prokurator, to już inna bajka i wyrok może być większy.

    Tak więzienie, to temat tabu i nie ma co się oszukiwać, że jest inaczej. Większość ludzi jest również zacofana i uważa, że jeśli ktoś siedział, to już nie ma prawa bytu w społeczeństwie… A więzienie, to tak prawdę powiedziawszy to powinna być ostateczność, bo większy rezultat mają kary wolnościowe niż izolacja…

    A tak na marginesie, po przeczytaniu tego wpisu przypomniało mi się jak osoba mi bliska stawała na komisję wojskową, gdzie uznali, że nie nadaje się do wojska bo może nie słuchać rozkazów i skierować broń do dowództwa :p

  2. Witaj, Barbie, i thx za miły koment 🙂

    O procedurze apelacji wiem; nie wiem, czy wie Kalasanty; albo faktycznie to z niewiedzy, albo „z wiedzy”, tyle, że w tym wypadku śmieszny miał być absurd. Tak w ogóle to jeden z moich ulubionych odcinków – prawa Muprhy’ego paluszki lizać 😀

    Pozdrawiam,

    Alti

  3. Witam serdecznie,

    Z nudów w pracy zagłębiam się w temat życia w więzieniach od kilku dni. W ten sposób trafiłem na tego bloga. Trzymam kciuki za niekończący się optymizm Kalasantego. Rozsyłam wieści po świecie, że taki blog istnieje i trzymam kciuki za rychłe zakończenie przygody. Poza tym – zamawiam autograf jak już książka wyjdzie!! Żeby nie było, że nie byłem pierwszy 😛

    Pozdrawiam serdecznie z deszczowej Holandii 😉

  4. „O procedurze apelacji wiem; nie wiem, czy wie Kalasanty; albo faktycznie to z niewiedzy, albo “z wiedzy”, tyle, że w tym wypadku śmieszny miał być absurd. Tak w ogóle to jeden z moich ulubionych odcinków – prawa Muprhy’ego paluszki lizać :-D”

    No tak można było by się domyślić po wpisach Kalasantego, że to raczej w formie żartu 😀

  5. Jak juz mowilam jestem ponownie:)! Ojj to ja tez poprosze dedykacje i autograf, za niedlugo!Moze nawet sie na radevouz umowie hihi:)!Pozdrowka

  6. Witam,
    Chciałem tylko wyrazić słowa podziwu dla Kalasantego. Swietna lekturka, którą traktuję jako cotygodniowy przerywnik w obcowaniu z książkami Waldemara Łysiaka i innych ulubionych pisarzy. Trudno sobie wyobrazić lądowanie w pierdlu z jednoczesnym zachowaniem optymizmu, pogody ducha, o humorze nie wspominając.
    Z cechami charakteru, które bohater blogu posiada, zapewne wytrwa do końca w dobrej kondycji psychicznej, czego mu z całego serca życzę i podobnie jak misiakuu ustawiam się w kolejce jako drugi po autograf ewentualnej książki :).

    Serdecznie pozdrawiam z Kanady.

    • Dziękuję w imieniu Kalasantego, ale i naszym adminów za ciepłe słowa, gdyż cała nasza trójka ma do tego stosunek siłą rzeczy emocjonalny, czego odzwierciedleniem jest m.in. istnienie tego bloga. Tym bardziej cieszy nas, iż Ty oraz inni czytelnicy pamiętnika Kalasantego odnajdujecie przyjemność – a nierzadko otuchę – w tejże lekturze. Szczerze powiedziawszy aż łza radości kręci się w oku 🙂 Dziękujemy także wszystkim komentującym, za chęć podzielenia się swoimi refleksjami i przeżyciami. Bardzo to doceniamy i mamy wielką nadzieję, że kolejne odcinki przyniosą Wam choć niewielką ulgę w troskach i bólu.

      Również serdecznie pozdrawiamy Kanadę i Holandię, jak i całą resztę czytających, a co do autografów… będziemy o Was pamiętać 😉

      • Dziękuję za ten blog. Dzięki niemu zrozumiałam, co czuje mój ukochany mąż, który siedzi w „sanatorium” w Kłodzku. Pozdrawiam najserdeczniej z Anglii 🙂

  7. Tak też przyłaczam sie do życzeń ten blog dodaje otuchy i poprawia humor. jade niedługo na moje pierwsze widzenie do aresztu dzieki temu co tu czytam nie czuję tak dużego napięcia . Bo poprostu wszystko jest dla ludzi do przeżycia. tak trzymac. A napewno wspomne mojemu synowi gdy się z nim spotkam o tym blogu. powodzenia

  8. Niech się biją i ustawiają w kolejce po autografy. Ja się przepychać nie będę- to chyba oczywiste kto był pierwszy? 😉

  9. Też witam, tym razem już osobiście (dzięki, Ziri, za odciążenie :-)) wszystkich „nowych” i „starych” Gości. Hm, z tą książką to interesujący pomysł, zaiste… Ale cóż – przede wszystkim nie wiemy, ile odcinków powstanie. Dla dobra literatury (a przede wszystkim czytających!) dobrze by było, by jak najwięcej. Dla dobra Kalasantego – wiemy… :-/

    Panią Mamę proszę niniejszym o napisanie, jak poszło widzenie (jeśli zechce się podzielić wrażeniami); mam nadzieję, że syn też uspokoi, że to wszak nie Kołyma, ani Guantanamo 🙂

    Alelko, z dawna nie widziana – witaj. Wymiotłaś tekstem, muszę rzec :-))) Dwa równorzędnie PIERWSZE egzemplarze ewentualnej powieści dla Alelki i MIsiakuu, tzw. egzemplarz żeński i męski 😉

    A tak naprawdę – kto wie, jak to wszystko się dalej potoczy?…

    Z serca dziękuję za ciepłe słowa w imieniu Kalasantego, i pozdrawiam wszystkich czytających,

    Alti

  10. Ja tamj sie bic nie zamierzam rowniez!Jestem na koncu a wiadomo ,ze ”ostatni zawsze beda pierwszymi”:P!

  11. @ MAMA – sięęęę nie ma czeeego bać!
    WIdzenie jak widzenie. Gorzej się tylko wprosić na to widzenie, bo zawsze jakieś przeszkody być muszą! Sam wiem! Na widzeniu byłem po trudach i mękach i odprawach z kwitkiem! Heh… cóż w końcu kratkarnia to jakby „państwo w państwie”. Rządzi się własnymi zasadami.
    Powo !

  12. Dzięki za słowa otuchy wierze ze bedzie dobrze.

  13. Matka ty nie będziesz miała problemów z widzeniem, Jesteś członkiem najbliższej rodziny i (jeśli jest już skazany), to nawet nie musisz być wpisana na listę widzeń (widzenia masz obligatoryjnie ;))
    Jak już pisał Krzysztof, nie ma się czego bać. Pierwsze widzenie najgorsze, bo człowiek nie wie czego się spodziewać, a każde kolejne już będzie ok 😉

  14. No, no właśnie!
    Bo to jest jakoś tak, przynajmniej w niektórych zakładach – że najbliższa rodzina o tym samym nazwisku zawsze może wejść. Reszta musi mieć jakieś tam pozwolenia na widzenie, które zgłasza sam „Odsiądujący”. Jakoś w ten deseń xD

  15. Co się dzieje ? Gdzie nowy odcinek ? Chyba nic się nie stało ? Kalasanty cały i zdrów ?

    Pytająco pozdrawiam.

  16. Drogi Madżdenku – Nowy odcinek „Bandytów portret własny, czyli „who is who” pod celą”, jest opublikowany 3 grudnia; w spisie jest na samej górze z dopiskiem NOWY. Tak to automatycznie umieścił WordPress. Można też szukać wpisów przez kalendarz; na czerwono zaznaczone są dni publikacji.

    Sorry za kłopot; poza tym, wg mojej wiedzy, z Kalasantym wszystko OK.

    Pozdrawiam,

    Alti

  17. Dzięki Alti. Autmatycznie kierowałem wzrok ku dolnej części listy i nie zauważyłem nowego odcinka umieszczonego na górze.
    Spadam poczytać, co tam nowego po tamtej stronie.

    Pozdrawiam.


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s