Kierat, czyli 4 km pod czujnym okiem kogutkowego

Spacer to część dziennego rozkładu zajęć i jedyna okazja, by odetchnąć świeżym powietrzem, choć są tacy, co na własne życzenie nie opuszczają celi, dobrowolnie skazując się na pobyt w czterech ścianach. Może wydawać się to nieprawdopodobne, bo któż odmawiałby sobie codziennego rzutu okiem na niebo, niechby i za kratą, zwłaszcza jeśli okna w celi zasłania gruba blenda z mlecznego plastiku. Ziomal spod celi, Marek, który konsekwentnie odmawia wyjścia, twierdzi, że po powrocie z takiej przechadzki czuje totalną deprechę, będąc znów zmuszonym oglądać wnętrze naszej nory, jak ją niezbyt pochlebnie określa. Cóż, pozostaje mi tylko uszanować pogląd.

Pierwsze wyjście na spacerniak jest przeżyciem swoistym – jak chyba większość doświadczeń zaznawanych po raz pierwszy. Strażnik otwiera drzwi celi, oznajmiając gromko: „spacer!”, a chętni meldują „Idziemy!” i po kilku minutach aresztantów wyprowadza się gęsiego, wiodąc po prawej stronie korytarza na miejsce, w którym powietrze dostępne jest bez pośrednictwa okien. Oczywiście – bez kajdanek, obrączki w codzienności aresztu nie są stosowane z wyjątkiem sytuacji ekstremalnych, przewozu na zewnątrz i dla więźniów niebezpiecznych, noszących dla odróżnienia pomarańczowe kombinezony, jak w Guantanamo. To dla poinformowania niezorientowanych.

Mój pierwszy spacerniak był kwadratem, mniej więcej 7 na 7 metrów, z jednej strony ograniczony kratą, a z trzech falistą blachą w kolorze niebieskim. Za kratą przechadza się klawisz, zwany czasem „kogutkowym”, choć to miano zarezerwowane jest głównie dla funkcjonariuszy na wieżyczkach strażniczych, którzy są tam po to, by strzelać do tych, którzy przekroczą samowolnie granice wyznaczonej strefy. Jak można się domyślać strażnicy ci całymi dniami wysiadują, obserwują, głaszcząc kolby karabinów i daremnie się śliniąc. Ciekawy to musi być typ człowieka, swoją drogą.

Spacerniak nazywany jest „kieratem”; słyszałem też nazwę „gołębnik” w odniesieniu do blaszaka, na którym debiutowałem jako perypatetyk. Ta druga nazwa ma z pewnością zabarwienie ironiczne, gdyż żaden szanujący się gołąb na czymś takim nie usiądzie, by bodaj nań nasrać, nie mówiąc już o chęci osiedlenia się, czy wysiadywania jaj. Trochę szkoda, bo jajecznica chodzi za mną potężnie.

Na spacer wychodzą więźniowie z maksymalnie dwóch cel naraz, czyli przeciętnie 8 – 20 osób, przed wyjściem są naturalnie kontrolowani, czy nie przenoszą różnych zakazanych przedmiotów i substancji (przenoszenie zarazków nie jest objęte kontrolą), po czym można nareszcie oddać się przechadzce, inhalacjom, kąpielom słonecznym przy sprzyjającej pogodzie i wreszcie pogwarkom. Oczywiście nie ma miejsca na gry w kosza czy jogging – zapomnijcie o przestronnych, znanych-wiecie-skąd, ogrodzonych wysoką siatką tworach o rozmiarach kilku boisk do gier zespołowych, podobne można znaleźć w niektórych polskich zakładach karnych, ale do tego na razie mi daleko. Posiedzimy, zobaczymy.

Spacer jest najczęściej giełdą notowań typu: „Jaki paragraf – jaki wyrok” swoistym maglem, gdzie wymienia się przeróżne plotki i ploteczki, prowadzi dyskusje i spory i robi się w sumie takie same rzeczy, które robią mamuśki z wózkami, gdy spotkają się na przechadzce w parku. Z tą może różnicą, że mamuśki znacznie rzadziej zarzucają kurwami i nie spluwają na beton.

Czasami w trakcie spaceru tworzą się grupki złożone z 3 – 5 osadzonych, które konferują z cicha w swoim towarzystwie, a temat rozmów to zapewne nielegalne sposoby porozumiewania się ze światem zewnętrznym oraz szmuglu takich rarytasów jak grube pilniki i wódka w proszku, czy wreszcie ucieczki. Jako młody stażem nie jestem dopuszczany do tych spisków, zresztą ucieczkę zacząłbym omawiać, gdyby za murami zapewniono by mi milion dolarów, darmową operację plastyczną i paszport Szwajcarii.

Z obowiązku kronikarskiego wypada mi odnotować, że „blaszak” to miejsce, gdzie wyprowadza się zazwyczaj więźniów z przejściówki. Miejsce o tyle deprymujące, że spacerowicze czują przez kratę wzrok nie tylko bandziorów przechodzących na spacerniak (a ci wejrzenia miewają srogie i kaprawe), ale i spojrzenie umundurowanego twardziela, który gapi się na ciebie, jakbyś mu – nie przymierzając – ojca w pierogu zalepił.

Drugi wreszcie typ spacerniaka jest wokół szczelnie otoczony murem, wpuszczają nas przez zwyczajne (choć naturalnie pancerne) drzwi, ściany są pomalowane, zaś kogutkowy siedzi sobie wygodnie w budce za wzmocnionym metalową siatką oknem i naturalnie też się gapi, choć dzięki tej barierze aż tak to przechadzającym się kryminalistom nie przeszkadza. Ale cóż – widmo biedy powoduje, że człowiek chwyci się każdej pracy.

Ciekawe, jak to będzie wyglądać, gdy spadnie pierwszy, gęstszy śnieg. Będę musiał spróbować namówić chłopaków do ulepienia bałwana. Bałwan na więziennym spacerniaku – czad.

———————————————————

Od jutra, w ramach ćwiczeń woli odzwyczajam się od marzeń o piwie – ciekawe, jak pójdzie dalej.

Reklamy

9 Komentarzy

  1. ” Posiedzimy, zobaczymy”- ten zwrot wydaje mi sie znajomy…
    pozdrawiam

  2. Odsiadka przynajmniej w tym jednym aspekcie jest niezwykła.
    Można jednocześnie siedzieć i spacerować 🙂

    Ciekawe, bo jeśli na godzinny spacer wypuszczają max po dwie cele, to te spacery chyba muszą trwać od rana do wieczora… A na powiedzmy 12 godzin to i tak tylko 24 cele…

  3. Witaj, Point,

    Uff, odpowiedzi na niektóre pytania zupełnie nie leżą w zakresie moich kompetencji, a gdyby tak wszystkie przekazywać Autorowi, to… proces byłby długi, i w sumie trudny logistycznie.

    Na szczęście udało mi się pozyskać „źródło niezależne”, czyli człowieka, który zna krakowski AŚ od środka, i myślę, ze z jego pomocą na przynajmniej część uda mi się odpowiedzieć.

    Spacery: na jeden „rzut” wyprowadza się faktycznie nie więcej niż ok. 20 osób, ale to mogą być więźniowie/aresztanci z np. 5 cel 4-osobowych. To raz. Dwa, że Monte podzielone jest na „oddziały”, piętra, z których każde ma 2 skrzydła, z różną ilością cel; mniejszych, i większych (również 1- i 2-osobowych). I tak ta logistyka działa, spacerniaków jest dość, a spacery faktycznie odbywają się od rana do wieczora.

    Mam nadzieję, że to rozjaśnia sytuację.

    Pozdrawiam,

    Alti.

    • Rozjaśnia znacznie bardziej, niż światło słoneczne celę.
      Dzięki.
      Pozdrawiam.

      A.

  4. Zarąbisty blog!!! Mam wlaśnie Przyjaciela w AŚ i bardzo się o niego martwię, a tutaj dużo się dowiedziałam jak tam jest, czekam na więcej,. Trzymaj się Kalasanty!!!

  5. tak to bardzo dobry blog zawsze czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy. Może Kalasanty opisze szczegółowo kiedy zaczyna się dzień w jaki sposób i wogóle co robią oprócz spacerów, czy mogą oglądac telewizje w ciagu dnia czy tez siedzą zamknięci w celach. Pozdrowienia dla Kalasantego

  6. Jaką telewizję? w śledczaku nie ma nic i nic nie można!

    • MALEŃKA

      Obawiam się, że troszkę przesadziłaś 🙂
      TV występują, choć nie w stanie wolnym – są „na kartki”. Innymi słowy należy wystosować odpowiednie pismo. Proszę więc nie stresować MATEK 😉

  7. po za tym na monte sa nie tylko osoby z aresztow sledczych ale tez po wyrokach …..jezeli jestes TA to nie moga puscic cie na spacer z osadzonymi w trakcie odbywania kary… nie do konca wiem jak to jest na monte ale tam gdzie bylam AŚ szedl osobno na spacer a reszta oddzialami….a pracujacy osobno (w weekendy razem ze swoimi oddzialami)…..


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s