Dziewięciu chłopa na kwadracie trzy na trzy, czyli kipisz

Dziś po około miesięcznym „okresie ochronnym”, podczas którego wtajemnicza się nowego w rytuały więzienne, wdraża w tryby, uczy, by nie odstawał za bardzo od wzorca statystycznego więźnia (warto byłoby taki wzorzec umieścić w Sèvres) wypadł mi pierwszy dyżur przy sprzątaniu. Próżno rozglądać się po celi za odkurzaczem, mopem czy reklamowanymi szeroko w telewizji środkami do pielęgnacji domu i zagrody; trzeba jednak uczciwie przyznać, że środki technologiczne stosowane do porządków zachwyciłyby z pewnością dworzan Piasta Kołodzieja. Do sprzątania służy woda z mocno enzymatycznym, bezzapachowym przydziałowym proszkiem, kawałek starego koca do ścierania klepek niegdysiejszego parkietu na mokro (tzn. parkiet ocalał, ale powłoka już nie – gdzież te czasy, gdy osadzeni nacierali go pastą o właściwościach tak żrących, że zostało gołe drewno) i szczotka ze sztucznym włosiem – zapewne dar od dokerów nowojorskich, przekazany w ramach programu pomocowego UNRRA tuż po drugiej wojnie światowej. Podczas sprzątania zaskoczyli nas strażnicy, wpadając na kipisz, czyli trzepanie celi, wypraszając nas naturalnie z wnętrza. Klawisze wyglądali śmiertelnie poważnie i w pełni profesjonalnie, nie zaniedbawszy założyć na tę okazję białych, gumowych rękawiczek jednorazowych; łypałem niespokojnie okiem, któremu z nich powierzono pieczę nad słoikiem wazeliny, lecz nic dojrzeć nie było mi dane. Podobnie ukryte przed moim wzrokiem były psy szkolone do wyszukiwania narkotyków, wykrywacze metalu, środków wybuchowych i czort tam jeszcze wie czego – w każdym razie wszystkich tych rzeczy, których posiadanie jest w celi zabronione. Cała tajność akcji wzbudziła we mnie niezdrową ciekawość – sprzęt i procedury stosowane przy przeszukiwaniu celi muszą być tak wyrafinowane, że zaczynam rozumieć zainteresowanie pracą saperów i miłośników psów. Toteż to praca dla pasjonatów, której charakter z pewnością rekompensuje niedostatki płacowe, zaś na emeryturze eksklawisz zawsze może się zatrudnić na lotnisku, gdzie będzie z poświęceniem mógł kontynuować swoją misję.

Na czas kipiszu zakwaterowano nas tymczasowo w dziewięciu w izolatce 3×3 m, gdzie przez 20 minut każdy starał się gorączkowo sobie przypomnieć, gdzie upchnął nóż, dolary, narkotyki, bimber, list do Trybunału w Strasburgu i pęto kiełbasy pochodzącej z nielegalnego uboju. Na szczęście gady-niezguły kontrolę przeprowadziły powierzchownie i nawet nie pofatygowały się, by pogrzebać w śmieciach, gdzie zazwyczaj trzymamy kamienie szlachetne.

Gdy tak siedzieliśmy stłoczeni na dziewięciu metrach kwadratowych przyszło mi do głowy, że taka cela (w założeniu jednoosobowa) nie nadaje się właściwie do niczego innego – siedząc w kilkoro, więźniowie pozagryzaliby się wzajemnie z klaustrofobii lub z innego dowolnie wybranego powodu, zaś pojedynczy przestępca albo umarłby z nudów, albo wylądowałby na oddziale psychiatrycznym, sfrustrowany brakiem możliwości samozaspokojenia: cela jest obserwowana 24 godziny na dobę za pośrednictwem wszystkowidzącej kamery wiszącej pod sufitem. Pieprzony Big Brother, taka jego mać.

Z drugiej jednak strony, trzeba zrozumieć więzienne władze: intensywne samozaspokajanie się może doprowadzić do zaniku linii papilarnych, a to chyba stróżom prawa byłoby wybitnie nie w smak.

—————————————————————————

Padł niestety mit o tym, że funkcjonariusze SW mają do czynienia z kosmicznymi zgoła technologiami śledczo-przeszukiwawczymi. Ku mojemu rozczarowaniu, bliższe studia nad tematem ujawniły, że w pracy gada potrzebne są następujące kwalifikacje:

1. Umiejętność odsuwania zasuwy i przekręcania klucza w zamku;

2. Umiejętność odczytywania nazwisk z kartki i numerów cel;

3. Dobry głos i znajomość kilku soczystych przekleństw; wyczucie przy ich stosowaniu będzie dodatkowym atutem;

4. Umiejętność posługiwania się prostym walkie-talkie i znajdowania czerwonego przycisku na paralizatorze;

5. Znajomość procedury zakładania i zdejmowania kajdanek;

6. Znajomość topografii korytarzy więziennych – pierwszeństwo mają kandydaci z dobrymi ocenami z geografii i medaliści biegów na orientację.

Chętnych po podstawówce zapraszamy – więzienna służba czeka.

————————————————————————–

Nie gram już z chłopakami w tysiąca – jestem prawie 2 ramki szlugów do tyłu. Będę ich uczył brydża.

Reklamy

22 Komentarze

  1. Dzięki serdeczne za ten blog na który przypadkiem trafiłam próbijąc zrozumiec sytuację w jakiej znalał się mój syn. Młody igłupi chłopak jest od miesiąca w areszcie. Twój blog pozwala mi zrozumiec choc w pewnym procencie jak tam jest. Dzięki że nie demonizujesz sytuacji nie wiem na ile to jest prawda, ale brzmi to wiarygodnie i mnie jako matkę choc troszkę uspakaja. Gdy pomyśle gdzie mój syn trafił to poprostu jest dla mnie szok ale twój blog to straszne widmo obłaskawia dzięki . Pisz dalej będe czytac może pozwoli mi to się pojąc sytuacje mojego syna. Jest mi bardzo ciężko bo on ma tylko 18 lat. a grozi mi 3 lata więzienia. Co będzie dalej Bóg jeden wie. Pisz i opowiadaj o życiu w tym innym wymiarze. Trzymaj się.

    • Witam Panią bardzo serdecznie!

      Rozumiem, acz nie potrafię sobie wyobrazić, co przeżywa matka dziecka przebywającego w odosobnieniu. Od Kalasantego wiem (to obraz, który zbudowałem sobie w głowie przy jego pomocy), że to nie Kołyma ani Auschwitz, naprawdę. Ale wiele zależy od osobowości, podobnie zresztą jak na wolności. Człowiek „atrakcyjny towarzysko”, wesoły, pomocny, solidarny NIE BĘDZIE MIEĆ TAM ŹLE. Z tego co wiem (również od adwokata, który niejednego już przestępcy bronił) standardy są o niebo bardziej cywilizowane niż choćby 10 lat temu. Więźniów/aresztantów dobiera się wg profili osobowościowych (Kalasanty też o tym wspomina), a konflikty nie są cięższe niż np. w wojsku. Istnieje też paragraf, na podstawie którego jakakolwiek (wykryta) forma przemocy ze strony jednego więźnia wobec drugiego, to AUTOMATYCZNIE 2 lata odsiadki WIĘCEJ. BARDZO skutecznie działa 🙂 Aha – jeśli tylko grożą 3 lata, to nie jest tak źle. Jeśli syn jest w AŚ po raz pierwszy, i jeszcze tzw. „małolat” (przed 21 rokiem życia), to prawdopodobieństwo otrzymania wyroku maksymalnego jest bliskie zeru.

      Mam nadzieję, że choć trochę pocieszyłem – choć tu głównym pocieszycielem jest Kalasanty, za co również winienem mu wielki szacunek. Przekażę przy najbliższej okazji – na pewno się ucieszy.

      Pozdrawiam,

      Alti

      • Dziekuję bardzo za odpowiedz mam nadzieje że to wszystko się nie skończy tak źle jak narazie wygląda. Będę nadal czytac blog Kalasantego to pozwoli mi choc trochę złagodzic ból który we mnie siedzi. Proszę pozdrowic autora i życzyc mu dalszej weny twórczej i siły w tamtym miejscu.

  2. Byłem na sankach bardzo długo i nie da się opisać tego co tam się dzieje. Nie jest źle, ale to co człowiek czuje w środku żadne słowa tego nie oddadzą! pozdro dla wszystkich kumatych osadzonych!!
    ZAMKNĄĆ MOGLI WYPUŚCIĆ MUSZĄ

    • Właśnie o to mi chodzi… mam tam PRZYJACIELA – nigdy nikogo takiego nie znałam… To jest tak dobry, życzliwy, ciepły CZŁOWIEK, że… od 3 tygodni siedzę i wyję… Dostał wezwanie i sam pojechał i nie ma go… znam GO od pól roku… napisałam list i będę co kilka dni pisać, może tym MU pomogę? tylko czy ON dostanie te listy, dzwoniłam do AŚ w Zielonej Górze i powiedzieli – oczywiście – dostanie! Czy mam jakąkolwiek szansę na odwiedzenie GO???

      • Droga MALEŃKA

        Listy: dotrą, natomiast najpierw muszą przejść przez cenzurę (prokurator) co siłą rzeczy cały proces spowalnia/wydłuża. Twój Przyjaciel list/listy powinien otrzymać do 2 tygodni od momentu ich wysłania.

        Widzenia: tutaj potrzebne jest zezwolenie prokuratora. Zwykle otrzymuje je rodzina (choć nie zawsze się udaje). Możesz spróbować jako kuzynka/narzeczona. Jeśli chodzi o narzeczoną, listy które do niego wysyłasz powinny wskazywać, że narzeczeństwem faktycznie jesteście (choć i to sukcesu nie gwarantuje).

  3. cyt:
    „(…)przyszło mi do głowy, że taka cela (w założeniu jednoosobowa) nie nadaje się właściwie do niczego innego – siedząc w kilkoro, więźniowie pozagryzaliby się wzajemnie z klaustrofobii lub z innego dowolnie wybranego powodu, zaś pojedynczy przestępca albo umarłby z nudów, albo wylądowałby na oddziale psychiatrycznym, sfrustrowany brakiem możliwości samozaspokojenia: cela jest obserwowana 24 godziny na dobę za pośrednictwem wszystkowidzącej kamery wiszącej pod sufitem. Pieprzony Big Brother, taka jego mać.”

    Cela, o której mówisz miała 3x3m2. Stwierdzenie, ze nie nadaje sie do niczego ponad przetrzymanie na czas kipiszu…no, takie stwierdzenie jest dziwne chyba dla każdego, kto miał okazję spedzić trochę czasu w AŚ/ ZK. Standardy przewidują 3m2 na osobę- wg norm UE, do których my się dostosowujemy, bo wprzódy było znacznie ciaśniej. Po drugie: rzekoma frustracja wynikająca z wszechwidzącego BB- takie stwierdzenie jest dla mnie w zasadzie dowodem na to, ze blog jest fikcja literacką- obecność kamer jest czymś normalnym, i z czasem dla osadzonego- bez żadnego znaczenia. Mój partner, ze statusem „N” od prawie 7 lat siedzi na pojedynczej celi o powierzchni 6m2, dotychczas miał zamontowane 2 kamery przemysłowe, w ubiegłym miesiącu wymienione na kamery cyfrowe o wielokrotnym zoomie+ „oczku” podążającemu za ruchem osadzonego. Dodatkowo, zgodnie z rozporządzeniem ministra Kamińskiego- zostały zamontowane kamery także na kąciku i w łaźni. Nie umiera z nudó, nie grozi Mu także oddział psychaitryczny.

    • Syrna zauważ, że Kalasanty to osoba pierwszy raz karana i przebywająca w zk od września, a zatem wszystko jest dość szokujące i nowe, ja moge sobie wyobrazić że spotkawszy sie z tą obecnością kamery pierwszy raz można uznać jej obecność za nie do zniesienia… co innego po kilku latach. 😉 Jeśli Autor zna tylko zaklad na Montelupich(a tak wynika z z tych zapisków), pewnie nie wie, że bywa niekiedy, że w pojedynkach trzymają niekiedy dwie i trzy osoby, a normy unijne są nagminnie łamane….

      • przepraszam w tym komentarzu wyżej miało być autor : kempterowa, a nie kempter… coś mi kilka literek umknęło… 😉

    • SYRNA

      „Wstęp do wstępu”

      „(…) Opowieść ma, siłą rzeczy, formę dziennika. (…) wzbogacone oczywiście odpowiednio sfabularyzowaną formą – toteż niech czytelnicy, którym zdarzyło się być pensjonariuszami takiego zakładu nie zżymają się, że „to wcale nie jest tak”.(…) postanowiłem opisać środowisko nie aż tak bardzo się różniące, wbrew pozorom, od innych skupisk ludzkich (…) A że miejsce to jest pełne paradoksów, absurdów, czy wręcz idiotyzmów, postanowiłem je szczególnie uwypuklić, czyniąc z nich swoisty leitmotiv mojej historii.”

      Droga Syrno (jeśli się nie odmienia, wybacz) zestawiając Twój komentarz z powyższym, a nawet całym „Wstępem do wstępu” trudno nie odnieść wrażenia, że przebrnęłaś przez blog dość WYBIÓRCZO. Być może zasada którą sama kieruję się w życiu jest zła… gdyż brzmi ona: „Lepiej wiedzieć co się mówi, niż mówić co się wie”.

      BTW Rozumiem, że posiadane przez Ciebie doświadczenie jest większe w zakresie tzw. „n-ek”, jednak Kalasanty do nich nie należy, stąd prawdopodobnie rozbieżności 🙂

      Pozdrawiam serdecznie

      • „Moje „doświadczenie opiewa zarówno na osadzonych na celach osób sklasyfikowanych jako „N” jak i na tych siedzących na tzw. ogóle. Dodam jeszcze , że nie opiera się na ostatnich kilku latach, a na ponad 20-stu w którym to czasie miałam możność na bieżąco „śledzić” postępy organizacyjne w jednostkach penitencjarnych.

        Tyle w odnisieniu do części komentarza dotyczącej tematyki bloga. Teraz uwaga prywatna: ZAWSZE, w każdym miejscu, gdzie tylko jest opcja wymiany poglądów, przy pierwszej możliwej okazji zaczynają się wycieczki prywatne. Dlaczego? Ja rozumiem i szanuję to, iż ktoś może nie zgadzać się z moim zdaniem, moimi poglądami, moim punktem widzenia; ale ferowanie opini o mnie, jako osobie- jest dla mnie zawsze, no-prawie zawsze, bo nalezy pominąć przypadki, gdy wypowiadają się osoby znane długo (nawet wirtualnie)- wyznacznikiem poziomu kultury rozmówcy. Na jakiej podstwie, po przeczytaniu jednej wypowiedzi możesz stwierdzić o zasadach, któymi kieruję się w życiu; ba!- nie tylko stwierdzić, ale i osądzić.

        • SYRNA

          „Być może zasada którą sama kieruję się w życiu jest zła… gdyż brzmi ona: “Lepiej wiedzieć co się mówi, niż mówić co się wie”.

          Nie widzę sensu prowadzenia jakichkolwiek przepychanek słownych, moja odpowiedź jest wystarczająco klarowna (zacytowana powyżej), jeśli poczułaś się obrażona/urażona to zapewniam Cię, że tylko i wyłącznie własną interpretacją moich słów – ja ograniczyłam się praktycznie jedynie do nakreślenia mojej własnej polityki życiowej.

          Jeśli człowiek chce by traktowano go poważnie, winien zapoznać się z całością (i tak dość skromną jak na razie) wpisów nim uraczy kogoś/kolwiek swoją opinią – inaczej to chyba nieprofesjonalne 😉

          Temat uważam za zamknięty.

          Pozdrawiam

  4. @Syrna: Dzięki za komentarz. Z „fikcją”: – hm, zabolało, a nawet zagotowało. Przecież ja WIEM, że on tam jest. Ochłonąwszy, i zgłębiwszy Twój post, pozwolę sobie na komentarz zwrotny:

    1. Po dzisiejszych konsultacjach z kilkoma znajomymi już WIEM, że kamery montowane są WYŁĄCZNIE w celach pojedynczych i dla „enek” (N – niebezpieczni, dla wyjaśnienia postronnym). Kalasanty siedzi w celi większej, i kamer tam NIE MA – stąd jego spostrzeżenie/zaskoczenie, które opisuje w tym odcinku.

    2. Osobiście rozumiem stwierdzenie Kalasantego, że cela nie nadaje się do niczego innego, jak do bycia „jednoosobówką” – choć przyznam, że w tekście odcinka jest to dwuznaczne, i Twoje rozumienie jest jak najbardziej uzasadnione. Tak to bywa – nie zawsze wiadomo „co autor miał na myśli” 😉

    Tyle w temacie – może kolejne odcinki przekonają Cię do zmiany zdania względem „fikcji”. Każdy ma prawo do błędów, a spostrzeżenia autora to obserwacje prawdziwego żółtodzioba w branży, wiec nie dziw się, że tu i ówdzie coś (Twoim zdaniem) „pokręci”.

    Pozdrawiam,

    Alti

    • Ja również mam wrażenie fikcji, co nie jest zarzutem, bo każdy może sobie pisać co mu się podoba:)

    • @Alti: Rozumiem Twoją reakcję, niemniej nie mogę też w sprzeczności z samą sobą mówić, że blog jest dla mnie przekonywujący. I podbnie jak poniżej bnjk- bynajmniej nie czynię z tego zarzutu. Takie są moje odczucia i tak je wyrażam. Pomijając wszystko inne, środowisko kryminogenne zazwyczaj jest nieufne i jak to się mówi „elektryczne”- wszędzie, czy prawie wszędzie łatwiej dopatrzeć się fałszu, manipulacji i kłamstwa- to pomaga przetrwać na wolności. Stąd też zapewne i moje nastawienie. Ale…jeśli w przyszłości moje wewnętrzne przekonanie ulegnie zmianie, to zapewniam, ze nikt nie będzie musiał mi tego wytykać, bo sama z własnej woli powiem, że się myliłam. Żadna to ujma na honorze, żaden to wstyd- się mylić i umieć się do tego przyznać.

  5. Syrna – zwroc uwage, ze Ziri faktycznie nie mowi o Twoich, tylko SWOICH zasadach, a Ty wzielas to do siebie, jako wycieczke osobista. Mialas prawo, tak jak i masz prawo nie dowierzac.

    Sam mam mieszane uczucia, choc styl bardzo mi lezy; gdybym mial szukac usprawiedliwienia dla autora (tzn. ze to nie sciema), to faktycznie swiezak jest, a takich rzadko daja pod „sztywne” cele. Zalezy i troche od paragrafu i humoru wychowka, i takich tam. Mogl trafic pod taka cele, gdzie ma spokoj, warunki, i nikt sie go nie czepia – a sa takie, bo wiem z wlasnego 3-letniego doswiadczenia 🙂

    Shalom dla wszystkich,

    R.

    • Azaliż nie było miło, Rebe, gdybyś podzielił się z nami jakimiś konkretami?
      Za co Jegomość „garował” ?

  6. Oj-wawoj, zawsze biednego Zyda musza wezwac do tablicy…

    Za co i za co?!…

    No jak to za co, jak nie za geld?!!! Mielismy zupelnie rozne spojrzenia na kwestie podatkowe z panem prokuratorem Jackiem S., oby mu smrod nogi powykrecal, i zeby mial tak swierzba na glowie, i krotkosc rak…. Ot, i cala historia…

  7. Czy zacny nasz Żyd (czy aby nie z Wesela?) nie obawia się tak otwartej mowy? Ujawniania tu swych jakże zacnych znajomości z ludźmi na tak wysokich stanowiskach? Przecie gdyby ów powykręcany Jacek S. – Prokurator (czyż to nie zakrawa na nazwisko podwójne) przeczytał tenże post, mógłby mieć conieco do powiedzenia w tym temacie. Czy też okaże się być twardym jak skała i zimnym jak takowa i powstrzyma swe nerwy?
    Radziłbym się mocno zastanowić…

  8. Uj, a czy ja pisze, z jakiego miasta pan prokurator pochodzi?… A czy ja napisałem jego nazwisko?…

    Nie…

    Jak ja bym sie nazywal Srul Rotschild (co daj Boze), czy Abram Hosenluft (czego nie daj Boze), i sciagnal przed prokuratorem Jackiem S., spodnie, to ja teraz mialbym sie moze czego obawiac. Ale ja nosze porzadne polskie nazwisko, co je jeszcze moj zejde przyjal, i pan prokurator moze mnie co najwyzej pocalowac teraz w moja koszerna dupe.

    I bedzie on teraz mnie scigal przez morza i oceany, do upojenia i do urzygu, za to, ze jakis starozakonny twierdzi, ze on jest szajgec, chazarnik i meszugene iberwerfer?… ja jestem poza pana jurysdykcja, panie prokuratorze…

    Shalom,

    Rebe

  9. Panie kalasanty te fakty bierze pan z innej bajki . Listów do Strasburga nie chowa się po koszach ze śmieciami bo jakby szanowny kolega troszeczkę więcej poczytał to list do tej instytucji jak i innych których nie będę wymieniał nie podlegają cenzurze i nikt poza adresatem nie może ich otworzyć.Więc zmień osobę która piszę bloga bo cię oszukuje lub kalifaktora który to przenosi ,albo po prostu poczytaj KKW i nie pisz bzdur bo to zakrawa na fikcję.Wiesz że dzwonią ale nie wiesz w którym kościele.Po prostu piszesz to co ludzie chcą przeczytać ale każdy który choć trochę zna temat kryminału nie da się zwieść.Życzę miłej odsiadki na Monte za pieniądze podatników.

    • Leon, Vanhelsing i Wanted:

      Zamieszczamy te komentarze, bo zasadniczo nie mamy nic przeciwko krytyce. Również przeciwko idiotyzmom – bo komentujący wystawia świadectwo nikomu innemu, tylko sobie.

      Po pierwsze: Kalasanty pisał to MIESIĄC po aresztowaniu, więc był „zieloniuteńki”.

      Po drugie: Skoro tak poważnie traktujesz ten wpis, to czemu nie skomentujesz sformułowania zawartego w tym samym wpisie: „śmieciach, gdzie zazwyczaj trzymamy kamienie szlachetne” – WIDZIAŁEŚ, żeby ktoś w kiciu kitrał diamenty, czy rubiny?… A może jednak W OGÓLE nie dociera do Ciebie taki subtelny zabieg literacki, czy intelektualny, zwany IRONIĄ?…

      I po trzecie – wiesz, dlaczego zwracam się do Ciebie w „trzech osobach”? Bo zadziwiającym trafem w tym samym dniu pojawiają się w odstępie godzin wpisy z tego samego IP, z Górnego Śląska; miasto litościwie przemilczę.

      Pozdrowienia, miłej lektury. A jeśli Ci niemiła – to co tu jeszcze robisz?


Comments RSS TrackBack Identifier URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

  • Użytkownicy online

  • Statystyki bloga

    • 417 246 odwiedzin
  • Kalendarz publikacji

    Październik 2009
    Pon W Śr C Pt S N
    « Wrz   List »
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    262728293031  
  • Wszystkich zainteresowanych dalszymi losami Kalasantego zapraszamy do subskrybowania :-)

    Dołącz do 40 obserwujących.